03.10.2025, 11:10 ✶
Jeśli szło o znieczulanie się, Brenna była więcej niż pewna, że chociaż Geraldine i Ambroise raczej nie zaserwują tu magicznych drinków, to pan Yaxley zadbał o jakieś naprawdę, naprawdę bardzo mocne alkohole. Sama na tym etapie imprezy nie myślała o piciu – zresztą wstępnie zamierzała wznieść może jeden toast za parę młodą, chociaż na weselach czasem działy się takie rzeczy, że kto wie, czy to się nie zmieni.
Starannie unikała patrzenia na pochodnie. Gdy rozglądała się na początku – w mocno zakorzenionym zwyczaju, by spojrzeć, kto gdzie siedzi, jak wyglądają drogi ewakuacyjne i ochrona – i jej spojrzenie padło na jedną z nich przez ułamek sekundy mogłaby przysiąc, że pośród gości czają się potwory. Ale to nie były potwory. Po prostu Yaxleyowie byli bardzo, bardzo wysocy, a jej umysł znów płatał figle. Zamiast na nie zerkała więc to na Millie, to na Atreusa, przynajmniej do momentu, aż nadciągną państwo młodzi.
Jego słowa w pierwszej sekundzie wywołały rozbawienie i już, już miała podjąć temat polowania… ale potem popatrzyła na niego, z taką bardzo dziwną miną.
– Do licha, ty nie wiesz – wyrwało się jej. Do tej pory nawet nie pomyślała, aby rozmawiać z Atreusem o doppelgangerze, bo nie wpadła na to, że też mógł paść jego ofiarą. A że poznała tę historię pod sam koniec lata, tak jakby działo się… dużo innych rzeczy i jakoś nie złożyło się, żeby mogli usiąść i porozmawiać o takich zwykłych sprawach „hej, jak tam minął twój tydzień”, i odpowiedzieć „a, dowiedziałam się, że w głowie namieszał mi demon”. – A to bardzo zły moment na całą opowieść, ale nie wspominaj o bliźniaku Geraldine nikomu tutaj, bo uznają cię za wariata – powiedziała, zniżając głos i pochylając się nieco ku niemu. Najchętniej odłożyłaby wyjaśnienia całkiem na po ceremonii, ale po tym „do licha, ty nie wiesz”, chyba nie wchodziło to w grę, nie mówiąc już o tym, że jeżeli Atreus wspomniałby o Thoranie przy Geraldzie Yaxleyu, kto wie, jakby się to skończyło… – Wiem, jak to zabrzmi, ale nie byłeś na urodzinach Geraldine i jej bliźniaka. Ger nie ma bliźniaka. Nigdy go nie miała. I nie, przysięgam, że cię nie wkręcam.
Starannie unikała patrzenia na pochodnie. Gdy rozglądała się na początku – w mocno zakorzenionym zwyczaju, by spojrzeć, kto gdzie siedzi, jak wyglądają drogi ewakuacyjne i ochrona – i jej spojrzenie padło na jedną z nich przez ułamek sekundy mogłaby przysiąc, że pośród gości czają się potwory. Ale to nie były potwory. Po prostu Yaxleyowie byli bardzo, bardzo wysocy, a jej umysł znów płatał figle. Zamiast na nie zerkała więc to na Millie, to na Atreusa, przynajmniej do momentu, aż nadciągną państwo młodzi.
Jego słowa w pierwszej sekundzie wywołały rozbawienie i już, już miała podjąć temat polowania… ale potem popatrzyła na niego, z taką bardzo dziwną miną.
– Do licha, ty nie wiesz – wyrwało się jej. Do tej pory nawet nie pomyślała, aby rozmawiać z Atreusem o doppelgangerze, bo nie wpadła na to, że też mógł paść jego ofiarą. A że poznała tę historię pod sam koniec lata, tak jakby działo się… dużo innych rzeczy i jakoś nie złożyło się, żeby mogli usiąść i porozmawiać o takich zwykłych sprawach „hej, jak tam minął twój tydzień”, i odpowiedzieć „a, dowiedziałam się, że w głowie namieszał mi demon”. – A to bardzo zły moment na całą opowieść, ale nie wspominaj o bliźniaku Geraldine nikomu tutaj, bo uznają cię za wariata – powiedziała, zniżając głos i pochylając się nieco ku niemu. Najchętniej odłożyłaby wyjaśnienia całkiem na po ceremonii, ale po tym „do licha, ty nie wiesz”, chyba nie wchodziło to w grę, nie mówiąc już o tym, że jeżeli Atreus wspomniałby o Thoranie przy Geraldzie Yaxleyu, kto wie, jakby się to skończyło… – Wiem, jak to zabrzmi, ale nie byłeś na urodzinach Geraldine i jej bliźniaka. Ger nie ma bliźniaka. Nigdy go nie miała. I nie, przysięgam, że cię nie wkręcam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.