Przywiązanie. To widocznie cecha, którą mogliby określić swój związek jako współpracowników i byłych współlokatorów. Nicholas odczuł to samo, odkąd dał Rodolphusowi swój dach nad głową, kiedy jego związek z panną Black się posypał. Choć Travers preferował samotność, spokój i ciszę swoich czterech ścian, zrozumiał że obecność kogoś jeszcze była mu niezbędna. Odczuł to tego dnia, o którym wspomniał Lestrange.
Nicholas wiedział i nawet nie zależało mu na naprawianiu czegokolwiek, co już się stało. Pokazało ich oblicza i jak działa zaufanie. Jeden nie wykazywał żadnego, drugi poznał smak jego zawodu. Mimo swoich słów, Rodolphus jednak zaznaczył również czynem, że Nicholas nie jest mu w pełni obojętny. Ten dotyk, gdzie wzrokiem podążył na dłoń towarzysza i te słowa, które wspominały ten dzień. Nicholas skrzywił się i odwrócił wzrok gdzieś w przestrzeń, przymykając oczy. W gniewie na siebie. Na swoją słabość. Na upadłość do której prowadzi go choroba. Która wyniszcza jego ciało. Ta maź, którą mieli wypić w Mauzoleum, miała na niego negatywnie podwójny wpływ. Poza fizycznym skutkiem, lekko na psychice także się odbiła. Od tamtego momentu, Nicholas nie zasypia w swoim pokoju, przy zamkniętych drzwiach. Muszą być otwarte., lub uchylone.
- Przejąłbyś się… Gdybym umarł?Spojrzał na Rodolphusa ponownie, zadając to poważne pytanie. Co by miało sprawdzić, jak bardzo mu na nim zależało. Jak bardzo się do niego przywiązał.
Zza życia, być może Nicholas jest na niego skazany. Ale po śmierci, role dręczenia zawsze mogłyby się odwrócić. W postaci duchowej, można mieć tyle możliwości, przez opętanie kogoś innego o zdrowszym ciele. Badanie granic w zaświatach. Myślał o tym nie raz. Nie bez powodu opanowując Esterioryzację. Świadomie wiedząc, jakie to niesie ze sobą ryzyko. Lecz wtedy czuł się wolny od chorób.
W oczekiwaniu na odpowiedź, bądź po jej wysłuchaniu, cokolwiek miało miejsce, Nicholas odwrócił głowę, zakrywając usta wolną dłonią, odkaszlnąwszy parę razy, czując jak gryzie go w gardle.