03.10.2025, 18:43 ✶
Eliasz siada w przednich rzędach od strony Ambroża.
Para młoda nie mogła sobie wybrać lepszego czasu na organizację tego wydarzenia, co do tej jednej rzeczy Bletchley nie miał najmniejszych wątpliwości. Szkoda tylko, że nie pomyśleli o tym, że przygotowania do tego wyjścia nie będą dla wszystkich takie łatwe jak dla nich. Greengrass i Yaxley mieli całe długie miesiące na domknięcie wielu oczywistych formalności i dopięcie wszystkiego na ostatni gości nim poinformowali najbliższych o tym, że zamierzają się pobrać. Zapewne w ten sposób udało im się uniknąć całej masy nieprzyjemnych wpadek i psikusów ze strony losu, jednak...
Mogli powiedzieć coś nieco wcześniej, komentował bezgłośnie Eliasz, przechadzając się niespiesznie ścieżką, która kierowała wszystkich gości ku głównemu terenowi obchodów. Przygotowania do tego wyjścia zdecydowanie nie był dla niego takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. I to nie tylko ze względu na to, że dalej borykał się w pracy z konsekwencjami Spalonej Nocy, co spędzało mu sen z powiek... Przede wszystkim miał problem z tym, żeby znaleźć dla siebie jakiś odpowiedni strój.
Gdyby poinformowano go o tej uroczystości z odpowiednim (kilkumiesięcznym) wyprzedzeniem, to postarałby się o to, by pojawić się tutaj w czymś bardziej odjechanym. Bądź co bądź, kiedy znowu nadarzy się okazja, żeby zobaczyć Greengrassa wbitego w garniak przed ołtarzem, a Geraldine Yaxley przechadzającą się w pełnowymiarowej sukni ślubnej? Pewnie nie prędko... Chyba, że Ambroży postanowi zwiać z miejsca zdarzenia. Wówczas łowczyni zapewne nie będzie się wahała sięgnąć po strzelbę albo inną kuszę i uleczyć swoje zranione serce. W bardzo ostateczny dla jednej strony konfliktu sposób.
Eliasz skrzywił się na tę myśl, poprawiając poły garnituru. Nie chciał zjawiać się tutaj w typowej szacie czarodziejów, a że jego osobista garderoba nie była w najlepszym stanie po pożarach w Londynie zdecydował się na wypożyczenie stroju. Garnitur był w kolorze głębokiego granatu, niemal wpadającego w czerń i przecięty był precyzyjnymi biały prążkami. Dwurzędowa marynarka s szerokimi klapami podkreślała jego ramiona, a smukłe spodnie z lekkim kantem prowadziły wzrok ku lakierowanym półbutom na których... Cóż, widoczne było parę rys. Ale kto będzie zwracał uwagę na niego, skoro to była impreza Yaxleyów i Greengrassów?
Zajmując miejsce w jednym z pierwszych rzędów (pomijając te zarezerwowane dla najbliższej rodziny), Bletchley zaczął rozglądać się na boki. Ucieszył go widok Corneliusa, któremu pomachał krótko, a chwilę później jego wzrok powędrował w stronę... Anthony'ego Shafiqa, którego przez dłuższą chwilę taksował spojrzeniem, jakby nie potrafił zrozumieć, jakim cudem znaleźli się w tym samym miejscu. W pierwszej chwili w głowie chłopaka pojawił się drobny zgrzyt, bo... Co on miałby tu niby robić? Zdziwieniem widokiem najnowszego klienta ''Szklanej Alchemii'' szybko jednak minęło. Bądź co bądź, facet miał kasy jak lodu, co było widać po jego rezydencji. Może nawet znał się z rodzicami Geraldine? Może był jakimś przyjacielem rodziny? Wujkiem? Ojcem chrzestnym?
Oby tylko z oknami było wszystko w porządku, pomyślał przelotnie Bletchley, wzdrygając się na samą myśl, że mógłby zostać poinformowany, że coś się stało ledwie kilka dni po montażu. Chyba nie byłby w stanie przestać od tym myśleć aż do końca uroczystości. A te przecież miała się jeszcze podobno przedłużyć przez poprawiny...
Para młoda nie mogła sobie wybrać lepszego czasu na organizację tego wydarzenia, co do tej jednej rzeczy Bletchley nie miał najmniejszych wątpliwości. Szkoda tylko, że nie pomyśleli o tym, że przygotowania do tego wyjścia nie będą dla wszystkich takie łatwe jak dla nich. Greengrass i Yaxley mieli całe długie miesiące na domknięcie wielu oczywistych formalności i dopięcie wszystkiego na ostatni gości nim poinformowali najbliższych o tym, że zamierzają się pobrać. Zapewne w ten sposób udało im się uniknąć całej masy nieprzyjemnych wpadek i psikusów ze strony losu, jednak...
Mogli powiedzieć coś nieco wcześniej, komentował bezgłośnie Eliasz, przechadzając się niespiesznie ścieżką, która kierowała wszystkich gości ku głównemu terenowi obchodów. Przygotowania do tego wyjścia zdecydowanie nie był dla niego takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. I to nie tylko ze względu na to, że dalej borykał się w pracy z konsekwencjami Spalonej Nocy, co spędzało mu sen z powiek... Przede wszystkim miał problem z tym, żeby znaleźć dla siebie jakiś odpowiedni strój.
Gdyby poinformowano go o tej uroczystości z odpowiednim (kilkumiesięcznym) wyprzedzeniem, to postarałby się o to, by pojawić się tutaj w czymś bardziej odjechanym. Bądź co bądź, kiedy znowu nadarzy się okazja, żeby zobaczyć Greengrassa wbitego w garniak przed ołtarzem, a Geraldine Yaxley przechadzającą się w pełnowymiarowej sukni ślubnej? Pewnie nie prędko... Chyba, że Ambroży postanowi zwiać z miejsca zdarzenia. Wówczas łowczyni zapewne nie będzie się wahała sięgnąć po strzelbę albo inną kuszę i uleczyć swoje zranione serce. W bardzo ostateczny dla jednej strony konfliktu sposób.
Eliasz skrzywił się na tę myśl, poprawiając poły garnituru. Nie chciał zjawiać się tutaj w typowej szacie czarodziejów, a że jego osobista garderoba nie była w najlepszym stanie po pożarach w Londynie zdecydował się na wypożyczenie stroju. Garnitur był w kolorze głębokiego granatu, niemal wpadającego w czerń i przecięty był precyzyjnymi biały prążkami. Dwurzędowa marynarka s szerokimi klapami podkreślała jego ramiona, a smukłe spodnie z lekkim kantem prowadziły wzrok ku lakierowanym półbutom na których... Cóż, widoczne było parę rys. Ale kto będzie zwracał uwagę na niego, skoro to była impreza Yaxleyów i Greengrassów?
Zajmując miejsce w jednym z pierwszych rzędów (pomijając te zarezerwowane dla najbliższej rodziny), Bletchley zaczął rozglądać się na boki. Ucieszył go widok Corneliusa, któremu pomachał krótko, a chwilę później jego wzrok powędrował w stronę... Anthony'ego Shafiqa, którego przez dłuższą chwilę taksował spojrzeniem, jakby nie potrafił zrozumieć, jakim cudem znaleźli się w tym samym miejscu. W pierwszej chwili w głowie chłopaka pojawił się drobny zgrzyt, bo... Co on miałby tu niby robić? Zdziwieniem widokiem najnowszego klienta ''Szklanej Alchemii'' szybko jednak minęło. Bądź co bądź, facet miał kasy jak lodu, co było widać po jego rezydencji. Może nawet znał się z rodzicami Geraldine? Może był jakimś przyjacielem rodziny? Wujkiem? Ojcem chrzestnym?
Oby tylko z oknami było wszystko w porządku, pomyślał przelotnie Bletchley, wzdrygając się na samą myśl, że mógłby zostać poinformowany, że coś się stało ledwie kilka dni po montażu. Chyba nie byłby w stanie przestać od tym myśleć aż do końca uroczystości. A te przecież miała się jeszcze podobno przedłużyć przez poprawiny...