Nie wypadało, aby nie pojawiła się na ceremonii ślubnej przyjaciela, czyż nie? Właśnie dlatego spędziła większą część dnia na tym, aby doprowadzić się do stanu używalności po tym bardzo ciężkim dla niej tygodniu. Wczoraj było Mabon, a jak wiadomo dla rzemieślników jest to bardzo gorący czas, jak okolice każdego sabatu. Ambroise znalazł się jednak u niej osobiście, złożył jej zaproszenie do rąk własnych, jakże mogłaby więc opuścić ten ślub?
Nie miała czasu zorganizować sobie towarzystwa, gdyby nie pełnia to zapewne znalazłaby się u boku Erika, wiedziała bowiem, że panna młoda była jego przyjaciółką, więc pewnie też by się tutaj znalazł, niestety jednak nie było go tutaj. Szkoda. Przy jego boku zawsze czuła się pewniej, zresztą odhaczyli w swoim towarzystwie wiele podobnych imprez. Niestety, tym razem miało być inaczej.
Droga do Snowdonii nie należała do najprostszych, zwłaszcza dla takich pierdół jak ona - które nie potrafiły się teleportować, skorzystała jednak z usług jednego ze swoich znajomych, który znalazł chwilę, aby ją tutaj przetransportować. Miała ogromne szczęście, że zawsze ktoś był skłonny jej pomóc.
Znalazła się w końcu na włościach Yaxleyów, podziwiała okolicę gdy zbliżała się do miejsca, w którym miała się odbyć ceremonia. Spory tłum gości podążał przed nią, więc droga wydawała się jej być całkiem prosta. Panna Figg ubrana była bardzo elegancko, jak zawsze zresztą. Nora przywiązywała ogromną wagę do tego, jak się prezentowała, jej stroje za każdym razem były bardzo dokładnie przemyślane. Tym razem wybrała zwiewną suknię, w kolorze jasnozielonym, wydawała jej się odpowiednia z racji na charakter wydarzenia, no i wiedziała o tym, że ród Ambroise'a był mocno związany z naturą.
Nie zamierzała wychylać się przed szereg, wiedziała, że nie była tutaj nikim istotnym, nie należała do rodziny, ani do żadnego istotnego rodu. Była po prostu przyjaciółką pana młodego, to nie było nic szczególnego, czyż nie.
Obserwowała otoczenie, domyśliła się z której strony siedzą jego goście. Dyskretnie więc ruszyła w tamtą stronę. Zajęła miejsce gdzieś z tyłu - po raz kolejny, świadoma tego, jak wygląda hierarchia podczas takich wydarzeń.
Zauważyła Millie na ołtarzu, co nieco ją zdziwiło, nie miała pojęcia o jej bliskiej relacji z panną młodą, tuż za nią stał Cornelius - to akurat nie było dla Figg zaskakujące, wiedziała, że on i Ambroise są blisko. Często spotykała ich w duecie.
Pojawiła się tutaj sama, nie zabrała ze sobą Mabel, zazwyczaj tego nie robiła, wiedziała, że pojawienie się samej z dzieckiem mogło wzbudzać kontrowersje, nie wszyscy akceptowali taki stan rzeczy, a nie chciała mierzyć się z nieprzychylnymi spojrzeniami. Usiadła w końcu na krześle i czekała na to, aż ceremonia się rozpocznie. Nie mogła się doczekać, aż w końcu zobaczy Ambroise'a, który zaskoczył ją ogromnie zaproszeniem ślubnym, zwłaszcza po ich letniej rozmowie, cieszyła się jednak ogromnie jego szczęściem, on naprawdę na nie zasługiwał.