Czy Prue zakładała, że ta nieszczęsna sukienka może wzbudzić, aż tyle kontrowersji? No niekoniecznie. Tak, nie był to jej kolor, zapewne nigdy nie miała sobie niczego w podobnej barwie, ale wiadomo - ekspedientka była bardzo przekonywująca, Prudence mało asertywna i jakoś tak wyszło, że jej chłopak podejrzewał, że być może była swoim bratem bliźniakiem. Na szczęście nie miała pojęcia, co aktualnie działo się w jego głowie. Fakt, Elias nie skomentował jeszcze tego, że zaczęli się ze sobą spotykać, nie spodziewała się, że ich to ominie, póki co jednak mogłaby nawet stwierdzić, że niczego nie zauważył. Pewnie po tym wieczorze się to zmieni.
- Wiesz, że nie odnajduję się najlepiej w takich okolicznościach. - Prudence nie była idealnym towarzyszem podczas podobnych przyjęć, raczej unikała takich wielkich imprez, sama czuła się tu jak dziecko we mgle, właśnie dlatego tak intensywnie poszukiwała wzrokiem Benjy'ego, aż w końcu go znalazła. Przy nim czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nie pozwoli jej skrzywdzić w żaden sposób.
Miała jednak wrażenie, że przygląda jej się bardzo uważnie, może było mylne? a jeśli nie? Wyglądała nieodpowiednio? Zaczynała się martwić, że coś było nie tak. Prue nie znosiła tracić kontroli... wyczuwała, kiedy coś się działo.
- Czy mam coś na twarzy? - Postanowiła to zweryfikować, chociaż wydawało jej się, że gdyby tak było to Benjy nie omieszkałby jej o tym wspomnieć, a póki co się tylko patrzył...
- Całkiem zgrabnie udało mi się unikać interakcji z innymi ludźmi. - W tym akurat była biegła, umiała wtapiać się w tło, gdy tylko tego chciała, nawet jeśli w grę wchodzili nadgorliwi kuzyni szukający towarzystwa. Potrafiła być niewidzialna, zresztą miała swój cel, szukała właśnie jego, chciała znaleźć się u boku Benjy'ego jak najszybciej.
- No tak, dla Ciebie. - Skoro potrzebował potwierdzenia, to mu je dała. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać, czy nie wyśmieje jej gestu? Mógł to zrobić, teraz to wszystko wydawało jej się bardzo głupie, ale skoro już o tym wspomniała, to nie mogła udawać, że temat nie istniał, bo przecież sama go zaczęła.
- To zależy, chyba nie powinieneś, nie gryzie. - Może trochę, chociaż róż nie gryzł się z czernią, więc nie było, aż tak źle, mogło trafić dużo gorzej, nie, żeby była jakąś specjalistką od kolorów, ale znała podstawy.
Wolną dłonią sięgnęła do niewielkiej torebki, którą miała na ramieniu, chwilę zajęło jej wygrzebanie z niej krawata, mimo, że nie była duża, to wiadomo - damskie torebki to był zupełnie inny byt. W końcu wyciągnęła ten nieszczęsny krawat w kolorze fuksji, idealnie pasujący do sukienki Bletchley.
- To tylko krawat, jeśli go nie potrzebujesz... - Głos jej zadrżał, bo nie do końca była w stanie przewidzieć jego reakcję na ten gest. - To zrozumiem, ale chyba tak się robi? - Spojrzała na Fenwicka swoimi jasnobrązowymi oczami czekając na jego reakcję.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control