03.10.2025, 21:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.10.2025, 22:07 przez Millie Moody.)
W Hogwarcie nie było tak na prawdę konieczności robienia zjazdu absolwentów, bo każda jedna impreza tego typu była takim zjazdem. Wszyscy (prawie) byli absolwentami tej wspaniałej placówki a jednak, Miles zazwyczaj unikała takich imprez na wypasie w których też musiała wyglądać na wypasie.
Ktoś do niej pomachał, ktoś się uśmiechnął, ktoś spojrzał krzywo. Dużo bodźców. Dużo myśli. Uśmiechała się tez, choć trochę półprzytomnie.
Teraz jednak, gdy ludzi było coraz więcej, to stanął obok niej pan Prefekt Naczelny, który zdaje się optował kiedyś aby ją wypierdolić ze szkoły, albo na stałe umiejscowić w kozie. Czy gdzieś w jej śmieciach cały czas był szkic Coneliusa z czasów szkolnych, całkiem zdatny do użytku, a potem z dorysowanym wąsem i krzaczastymi, chmurnie ściągniętymi brwiami?
Czy ona, złośliwa, wredna mała Mi była teraz do rozpoznania w sukience w pierdolone kwiatki?
Może pamiętał jak jebnął w nią piorun, bo nie potrafiła odpuścić i oddać meczu z powodu pogody? Może pamiętał jak popisywała się przed nimi pikując do znicza prosto w ziemię, jakby ziemi tak nie było? Może nie pamiętał nic, bo kto by pamiętał taką wesz na zdrowej tkance szkolnej egzystencji?
– Zajebiście wyglądasz. – rzuciła do pana świadka idąc za mantrą, że będzie zajebiście, to było całkiem naturalne zdanie choć jakaś część Moody była ciekawa, czy mężczyzna zgani ją za język którym się posługiwała. Jego aura owej zajebistości jednak robiła swoje, a blada jak ściana Miles ostatecznie uśmiechnęła się lekko i nawet zdrowszy rumieniec wypłynął na jej ozdobione subtelnym makijażem lico. – Zaraz zaczynamy prawda? – rozejrzała się znów, czy nie widać już gdzieś było młodych. – Masz obrączki? – zapytała konspiracyjnie, jakby chciała jakkolwiek pomóc, chociaż z oczywistych względów ktoś taki jak pan koroner, był gotowy na każdą ewentualność. A może plan był inny? Może jakieś dziecię przyniesie je na poduszeczce rozpuszczając wszystkim serduszka? Nie kojarzyła za dobrze zwyczajów ślubnych. Bardzo prawdopodobne, że ktoś jej na pewnym etapie przedstawiał plan, ale były powody dla których nigdy nie awansowała wyżej nad krawężnik w swojej policyjnej karierze.
Ktoś do niej pomachał, ktoś się uśmiechnął, ktoś spojrzał krzywo. Dużo bodźców. Dużo myśli. Uśmiechała się tez, choć trochę półprzytomnie.
Teraz jednak, gdy ludzi było coraz więcej, to stanął obok niej pan Prefekt Naczelny, który zdaje się optował kiedyś aby ją wypierdolić ze szkoły, albo na stałe umiejscowić w kozie. Czy gdzieś w jej śmieciach cały czas był szkic Coneliusa z czasów szkolnych, całkiem zdatny do użytku, a potem z dorysowanym wąsem i krzaczastymi, chmurnie ściągniętymi brwiami?
Czy ona, złośliwa, wredna mała Mi była teraz do rozpoznania w sukience w pierdolone kwiatki?
Może pamiętał jak jebnął w nią piorun, bo nie potrafiła odpuścić i oddać meczu z powodu pogody? Może pamiętał jak popisywała się przed nimi pikując do znicza prosto w ziemię, jakby ziemi tak nie było? Może nie pamiętał nic, bo kto by pamiętał taką wesz na zdrowej tkance szkolnej egzystencji?
– Zajebiście wyglądasz. – rzuciła do pana świadka idąc za mantrą, że będzie zajebiście, to było całkiem naturalne zdanie choć jakaś część Moody była ciekawa, czy mężczyzna zgani ją za język którym się posługiwała. Jego aura owej zajebistości jednak robiła swoje, a blada jak ściana Miles ostatecznie uśmiechnęła się lekko i nawet zdrowszy rumieniec wypłynął na jej ozdobione subtelnym makijażem lico. – Zaraz zaczynamy prawda? – rozejrzała się znów, czy nie widać już gdzieś było młodych. – Masz obrączki? – zapytała konspiracyjnie, jakby chciała jakkolwiek pomóc, chociaż z oczywistych względów ktoś taki jak pan koroner, był gotowy na każdą ewentualność. A może plan był inny? Może jakieś dziecię przyniesie je na poduszeczce rozpuszczając wszystkim serduszka? Nie kojarzyła za dobrze zwyczajów ślubnych. Bardzo prawdopodobne, że ktoś jej na pewnym etapie przedstawiał plan, ale były powody dla których nigdy nie awansowała wyżej nad krawężnik w swojej policyjnej karierze.