04.10.2025, 01:04 ✶
Został...
Poprosił go aby został i Anthony naprawdę został.
Znowu.
Pewnie szedł za tym jakiś możliwy do logicznego wysnucia wniosek, skoro ktoś kto chyba już nie był jego przyjacielem zostawał za każdym razem gdy go o to prosił i to już po upadku ich przyjaźni, ale...
Ale trzeba było jednak skupić się również na innych uczestnikach zabawy. Jonathan westchnął ciężko ponownie zerknął na dzwony w porcelanowej filiżance, a potem, nieco chwiejnym krokiem wstał ze swojego miejsca.
– Oczywiście mój drogi. Czasem trzeba się poświęcić dla sprawy i powrócić do stanu trzeźwości – powiedział w stronę Roberta i zabrał go do kuchni, aby wręczyć odpowiednie eliksiry.
Teraz jak o tym myśleniował to sam chyba był trochę pijany, ale gdy myśleniował na ten temat jeszcze bardziej, to chyba nie chciał być trzeźwy. Znalezienie odpowiedniego eliksiry zajęło mu zdecydowanie więcej czasu niż powinien, zwłaszcza że kategorycznie oznajmił swojemu skrzatu, że on się wszystkim zajmie, a gdy Robert wreszcie wypił odpowiednią miksturę i zbierał się do wyjścia Jonathan nagle przytulił go na pożegnanie.
– Nie wiem czy już się chwaliłem, ale mam najlepszych kuzynów do spędzania Mabon, wiesz? – wymamrotał, klepiąc Croucha po plecach. – Nawet jeśli nie znasz się na sztuce i mówisz, że jedyne co odziedziczyłeś po Selwynach to część genów, to cieszę się, że jesteś w tej rodzinie.
Gdy Robert udał się już do Krainy Odpowiedzialnego Ojcostwa, Jonathan wrócił do salonu gotowy by coś powiedzieć reszcie towarzystwa, gdy.... Dotarło do niego, że reszta towarzystwa już spała.
Spojrzał na Hannibala i chyba... Chyba poczuł się nieco staro, bo na widok pozycji, w której zasnął jego kuzyn, coś rozbolało go w plecach i w pierwszej chwili przez myśl mu przemknęło, że może warto go obudzić i zaprowadzić do łóżka, aby jeszcze nic sobie nie zrobił przed tak ważną premierą, ale... Ale młodszy kuzyn wyglądał, jakby był do tego całkiem przyzwyczajony.
A potem przeniósł wzrok na Anthony'ego.
Został.
Został i Jonathan chyba bał się myśleć dalej o tym co to wszystko znaczyło, dlatego po prostu zgarnął drugi koc i okrył nim Shafiqa I sam udał się do swojego łóżka, aby paść na nie i myśleć o wszystkim o czym próbował nie myśleć.
Poprosił go aby został i Anthony naprawdę został.
Znowu.
Pewnie szedł za tym jakiś możliwy do logicznego wysnucia wniosek, skoro ktoś kto chyba już nie był jego przyjacielem zostawał za każdym razem gdy go o to prosił i to już po upadku ich przyjaźni, ale...
Ale trzeba było jednak skupić się również na innych uczestnikach zabawy. Jonathan westchnął ciężko ponownie zerknął na dzwony w porcelanowej filiżance, a potem, nieco chwiejnym krokiem wstał ze swojego miejsca.
– Oczywiście mój drogi. Czasem trzeba się poświęcić dla sprawy i powrócić do stanu trzeźwości – powiedział w stronę Roberta i zabrał go do kuchni, aby wręczyć odpowiednie eliksiry.
Teraz jak o tym myśleniował to sam chyba był trochę pijany, ale gdy myśleniował na ten temat jeszcze bardziej, to chyba nie chciał być trzeźwy. Znalezienie odpowiedniego eliksiry zajęło mu zdecydowanie więcej czasu niż powinien, zwłaszcza że kategorycznie oznajmił swojemu skrzatu, że on się wszystkim zajmie, a gdy Robert wreszcie wypił odpowiednią miksturę i zbierał się do wyjścia Jonathan nagle przytulił go na pożegnanie.
– Nie wiem czy już się chwaliłem, ale mam najlepszych kuzynów do spędzania Mabon, wiesz? – wymamrotał, klepiąc Croucha po plecach. – Nawet jeśli nie znasz się na sztuce i mówisz, że jedyne co odziedziczyłeś po Selwynach to część genów, to cieszę się, że jesteś w tej rodzinie.
Gdy Robert udał się już do Krainy Odpowiedzialnego Ojcostwa, Jonathan wrócił do salonu gotowy by coś powiedzieć reszcie towarzystwa, gdy.... Dotarło do niego, że reszta towarzystwa już spała.
Spojrzał na Hannibala i chyba... Chyba poczuł się nieco staro, bo na widok pozycji, w której zasnął jego kuzyn, coś rozbolało go w plecach i w pierwszej chwili przez myśl mu przemknęło, że może warto go obudzić i zaprowadzić do łóżka, aby jeszcze nic sobie nie zrobił przed tak ważną premierą, ale... Ale młodszy kuzyn wyglądał, jakby był do tego całkiem przyzwyczajony.
A potem przeniósł wzrok na Anthony'ego.
Został.
Został i Jonathan chyba bał się myśleć dalej o tym co to wszystko znaczyło, dlatego po prostu zgarnął drugi koc i okrył nim Shafiqa I sam udał się do swojego łóżka, aby paść na nie i myśleć o wszystkim o czym próbował nie myśleć.
Koniec sesji