04.10.2025, 04:47 ✶
Panna Everlight przez moment stała i przyglądała się jak Victoria sięga do szafki i wyciąga z niej torbę i zaczyna przebierać w eliksirach. Zdecydowanie nie była to standardowa procedura, chociaż pewnie większość aurorów miała w biurze zapasowe ubrania - eliksiry już niekoniecznie, licząc chyba przede wszystkim na pomoc pogotowia albo przypadkowych uzdrowicieli. Inna sprawa, że kiedy auror stawał oko w oko z czarnoksiężnikiem, to często wszystko rozgrywało się na tyle szybko, że ocierało o być albo nie być. Przy tym drugim uzdrowiciel już do niczego się nie przydawał.
Harper powiedziała coś ze swojego gabinetu i Juliett cofnęła się, tak by stanąć w drzwiach.
- Biura szybkiego reagowania zostały poinformowane jako pierwsze, ale fale... - urwała bezradnie. Ministerstwo mogło próbować zmobilizować w pierwszej kolejności te najważniejsze jednostki, żeby zapobiec niepotrzebnej panice, ale sporo ludzi tutaj posiadało akurat umiejętność fal dla lepszej komunikacji. I teraz ta straszliwa informacja rozprzestrzeniała się jak pożar. Cokolwiek szefowa biura na to odpowiedziała, Julie pokiwała głową i odsunęła się od drzwi, uprzednio je zamykając. Niewątpliwie Harper sama rwała się, by zrobić cokolwiek byle nie siedzieć za biurkiem, ale obowiązki wzywały. Albo raczej krzyczały na nią rozpaczliwie.
Kobieta uniosła dłoń, prosząc w ten sposób Lestrange, by ta dała jej chwilę, a utkwione w odległym punkcie spojrzenie sugerowało, że i ona teraz nasłuchuje tego, co mógł mówić do niej ktokolwiek kto właśnie rozbrzmiewał w jej głowie.
- Dużo tego... - odpowiedziała wreszcie, wyraźnie niepewna. - To jakby... niektóre zgłoszenia mówią o czymś, co sypie z nieba. Zapalają się poszczególne budynki i wydaje mi się, że obejmuje to całe miasto - w jej głosie zagrał wyraźny niepokój, ocierający się o zwyczajny strach. Bo jak nie bać się, kiedy słyszało się coś takiego? Gaszenie pożarów nie było pracą ani brygadzistów, ani aurorów, więc musiał to być co najmniej kataklizm i Juliett to rozumiała. - A przez to, że zgłoszenia wciąż napływają, ciężko określić co dzieje się dokładnie, albo co jest tego powodem. Ktoś wspominał coś o obrzeżach innym mieście?
Harper powiedziała coś ze swojego gabinetu i Juliett cofnęła się, tak by stanąć w drzwiach.
- Biura szybkiego reagowania zostały poinformowane jako pierwsze, ale fale... - urwała bezradnie. Ministerstwo mogło próbować zmobilizować w pierwszej kolejności te najważniejsze jednostki, żeby zapobiec niepotrzebnej panice, ale sporo ludzi tutaj posiadało akurat umiejętność fal dla lepszej komunikacji. I teraz ta straszliwa informacja rozprzestrzeniała się jak pożar. Cokolwiek szefowa biura na to odpowiedziała, Julie pokiwała głową i odsunęła się od drzwi, uprzednio je zamykając. Niewątpliwie Harper sama rwała się, by zrobić cokolwiek byle nie siedzieć za biurkiem, ale obowiązki wzywały. Albo raczej krzyczały na nią rozpaczliwie.
Kobieta uniosła dłoń, prosząc w ten sposób Lestrange, by ta dała jej chwilę, a utkwione w odległym punkcie spojrzenie sugerowało, że i ona teraz nasłuchuje tego, co mógł mówić do niej ktokolwiek kto właśnie rozbrzmiewał w jej głowie.
- Dużo tego... - odpowiedziała wreszcie, wyraźnie niepewna. - To jakby... niektóre zgłoszenia mówią o czymś, co sypie z nieba. Zapalają się poszczególne budynki i wydaje mi się, że obejmuje to całe miasto - w jej głosie zagrał wyraźny niepokój, ocierający się o zwyczajny strach. Bo jak nie bać się, kiedy słyszało się coś takiego? Gaszenie pożarów nie było pracą ani brygadzistów, ani aurorów, więc musiał to być co najmniej kataklizm i Juliett to rozumiała. - A przez to, że zgłoszenia wciąż napływają, ciężko określić co dzieje się dokładnie, albo co jest tego powodem. Ktoś wspominał coś o obrzeżach innym mieście?