Benjy znał jej zwyczaje, wiedział o niej sporo mimo tego, że byli blisko ledwie od kilkunastu dni. Nie wliczała w ten właściwy czas ich znajomości szkolnych lat, bo wtedy byli innymi ludźmi, dość mocno ze sobą walczącymi na różnych płaszczyznach, po latach wyjaśnili sobie z czego to wynikało, a ich podejście do siebie zupełnie się zmieniło. Nie powinna jej więc dziwić jego reakcja, tym bardziej, że jeszcze chwilę wcześniej sama negowała słuszność podjętej przez siebie decyzji. Buty nie powinny być za to dla niego zaskakującym wyborem, miał szansę już przecież zauważyć, że w tym przypadku często popełniała błędy, niby właśnie przez niego ostatnio dokonała nowego zakupy, aby móc towarzyszyć mu w nadmorskich spacerach, jednak to był ślub, może plenerowy, ale nie mogła sobie odmówić butów na wysokim obcasie, zresztą nawet w nich nadal w nich była przy nim dość niska.
Niby wiedziała, że gdyby coś było nie tak z jej twarzą to od razu by o tym wspomniał, jednak ulżyło jej kiedy potwierdził werbalnie, iż faktycznie tak było. Wyczuła zawahanie w jego głosie, gdy kontynuował rozmowę, przez co zmarszczyła nos. No, coś było zdecydowanie nie tak.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz inaczej, ale tak jak zakładałam prezentujesz się świetnie w garniturze. - Nie mogła odpuścić sobie komplementu, szczególnie, że nie widziała go w podobnym wydaniu, nie, żeby jej to przeszkadzało, bo odpowiadała jej ta jego codzienna wersja.
Tak właściwie to i on i ona wyglądali zupełnie inaczej, ale chyba od tego właśnie były śluby, aby zaprezentować się w innych wydaniach od tych codziennych, tak próbowała sobie sama argumentować w głowie to, że ten kolor naprawdę był trafionym wyborem. Na moment się nawet zawiesiła - to też nie było dla niej nic nietypowego, tak już miała, a przed oczami pojawił się jej obraz, krótkie wspomnienie z wizyty u Rosierów, coś jak kadr z filmu, widok wszystkich sukien, które dane było jej dotknąć. Wróciła jednak bardzo szybko z powrotem z tej swojej krótkiej podroży do tamtego wspomnienia.
Mrugnęła. Tak, miała dać mu krawat, wbiła się w rytm i zaczęła grzebać w swojej torebce. To nie tak, że chciała podkręcić napięcie, po prostu damskie torebki miały to do siebie, że bardzo trudno było w nich coś znaleźć, nawet jeśli wyglądały na miniaturowe, szczególnie te magiczne. W końcu jednak jej się udało.
Zaśmiał się, nie było więc tak źle, nie była to najgorsza reakcja z możliwych, sugerowała też, że miała szansę, aby faktycznie go założył. Zdecydowanie nie był to jego kolor, tak samo jak jej, ale skoro już zdecydowała się na te sukienkę... być może do różu nie pasowały wszystkie kolory, jednak z czernią, którą przyodział było zupełnie odwrotnie, nie wydawało jej się, aby istniał kolor który by się z nią gryzł.
To nie był żart... może trochę, może skłoniło ją do tego zakupu to, że nie pozwolił jej samej zapłacić za swoje ubrania na to przyjęcie, więc postanowiła się mu odwdzięczyć tą drobnostką. Patrzyła jednak na niego całkiem poważnie, tak, tym razem to ona nie mogła dopuścić do odmowy.
- Tak, śmiertelnie na serio. - Walczyła ze sobą, aby kącik ust nie drgnął jej nawet odrobinę w uśmiechu, była bardzo poważna, mógł jej odmówić, oczywiście, ale wzięła sobie do serca jego słowa wypowiedziane tamtej nocy, wspomniał o krawacie, miała dla niego krawat, całkiem specjalny, różowy, idealnie pasujący do jej sukienki. Tak, teraz na pewno wszyscy będą wiedzieć, że byli tutaj razem, to było bardzo proste do dedukcji.
- Jak mam na Ciebie nie patrzeć? - Celowo jeszcze zamrugała. Bardzo dobrze wiedziała o co mu chodzi, nieprzypadkowo posyłała mu właśnie takie, a nie innej spojrzenie, i cóż - zdecydowanie zadziałało. Mimo tego parsknięcia, mimo tej pierwszej reakcji zaczął rozwiązywać swój krawat, decyzja została podjęta, może z lekkim, wyczuwalnym zawahaniem ale jej nie odmówił. Sukces.
Gdy zdjął swój krawat, wyprostował się, jakby szykował się do jakiegoś poważnego wyzwania, dość szybko jednak chyba ogarnął, że nawet jakby miała skakać w tych szpilkach, to nie byłaby mu w stanie zawiązać tego nowego, nachylił się, a więc Prue mogła przejść do działania. Nie sądziła, że ktoś im się przygląda, wpatrzona była tylko i wyłącznie w swojego chłopaka. Całkiem szybko i zgrabnie udało jej się zawiązać na jego szyi ten wspaniały krawat w kolorze fuksji, mimo tego, że jej palce były nieco skostniałe od chłodu, który uderzył w nią, gdy znalazła się na zewnątrz. Nie mogła odmówić sobie przy tej okazji, dotknięcia kolczyków na jego uchu, wydawały taki śmieszny dźwięk, kiedy się o siebie obijały.
Odsunęła się wreszcie o krok, i zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu.
- Teraz jest perfekcyjnie. - Tak, była całkiem zadowolona z tej drobnej zmiany, do której go namówiła.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control