04.10.2025, 21:48 ✶
Z Cynthią
– Wspaniale w niej wyglądasz. Zdobi cię, ale nie dominuje – rzuciła jeszcze Brenna do Lauretty, zanim odeszły z Cynthią na bok, gdy Selwynówna wyjaśniła, kto przygotował dla niej suknię.
Gdy zostawiła pieniądze – ot kwotę, jakiej należało się spodziewać po kimś bogatym, kto faktycznie chce pomóc, ale jednocześnie woli nie stać się przedmiotem powszechnej uwagi – odsunęła się i od stołu, faktycznie rozglądając za tymi obiecanymi panom miejscami.
– O mnie? Weź, Cyn, kiedy mi nie odpisałaś na wiadomość po tamtej nocy, myślałam już, że zginęłaś – westchnęła Brenna, nieco mocniej zaciskając na moment palce, ale zaraz rozluźniając uścisk na jej ramieniu. Na całe szczęście w końcu ktoś jej powiedział, że Flintówna żyje – nie żeby to wiele zmieniało, bo i tak tamtego pierwszego dnia po tym, jak w miarę doszła do siebie, zajmowali się poszukiwaniami zaginionych… – Hm… – mruknęła, z pewnym zastanowieniem, zwracając na moment na przyjaciółkę uważne spojrzenie.
Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi, kiedy zadała pytanie. Brzmiało to jak jedno z dwojga: Cynthia była szaleńczo zakochana i o krok od ołtarza albo tkwiło w tym coś paskudnego, co powinno sprawić, że odezwą się dzwony alarmowe. Na razie Brenna nie pomyślała jeszcze, że właściwie mogło chodzić o obie te rzeczy.
– Pewnie, kiedy tylko znajdziesz czas – zgodziła się, zamiast naciskać. O pewnych rzeczach w końcu nie chciało się mówić. O innych może się chciało, ale człowiek odkrywał, że nie umie znaleźć właściwych słów, a jeżeli już nawet je pochwyci, nie przechodzą przez usta. A jeszcze przy innych nie rozmawiałeś w sali pełnej ludzi, gdy istniała szansa, że ktoś pochwyci coś w gwarze rozmów. Sama Brenna przecież też nasłuchiwała, choćby mimowolnie, bo w takich miejscach czasem można było usłyszeć coś, co… może się nie przydawało. Ale pokazywało choćby na co, na kogo uważać. Nie przypominała i o tym, że sama proponowała jej lunch jakiś czas temu, bo Cynthia… Cynthia wydawała się nie tylko zapracowana, ale też w jakiś sposób powoli się rozpadająca, i Brenna nie wiedziała tylko, czy to być może dobry rozpad murów, jakie wznosiła, czy jej samej. – Rozmawialiśmy parę dni temu o sprawie jednej napaści i postanowiliśmy wpaść tutaj razem – odparła, bo jakby nie było, umówili się tu rozmawiając o napaści na Raphaelę, a miała jeszcze dość rozsądku, aby przyszło jej do głowy, że rzucone do przyjaciółki z dzieciństwa „weź idź lepiej jego zapytaj” nie brzmiałoby dobrze.
Percepcja IV, rzut na plotki, w sumie jakby usłyszała hasło spalona, to nasłuchiwałaby najbardziej
– Wspaniale w niej wyglądasz. Zdobi cię, ale nie dominuje – rzuciła jeszcze Brenna do Lauretty, zanim odeszły z Cynthią na bok, gdy Selwynówna wyjaśniła, kto przygotował dla niej suknię.
Gdy zostawiła pieniądze – ot kwotę, jakiej należało się spodziewać po kimś bogatym, kto faktycznie chce pomóc, ale jednocześnie woli nie stać się przedmiotem powszechnej uwagi – odsunęła się i od stołu, faktycznie rozglądając za tymi obiecanymi panom miejscami.
– O mnie? Weź, Cyn, kiedy mi nie odpisałaś na wiadomość po tamtej nocy, myślałam już, że zginęłaś – westchnęła Brenna, nieco mocniej zaciskając na moment palce, ale zaraz rozluźniając uścisk na jej ramieniu. Na całe szczęście w końcu ktoś jej powiedział, że Flintówna żyje – nie żeby to wiele zmieniało, bo i tak tamtego pierwszego dnia po tym, jak w miarę doszła do siebie, zajmowali się poszukiwaniami zaginionych… – Hm… – mruknęła, z pewnym zastanowieniem, zwracając na moment na przyjaciółkę uważne spojrzenie.
Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi, kiedy zadała pytanie. Brzmiało to jak jedno z dwojga: Cynthia była szaleńczo zakochana i o krok od ołtarza albo tkwiło w tym coś paskudnego, co powinno sprawić, że odezwą się dzwony alarmowe. Na razie Brenna nie pomyślała jeszcze, że właściwie mogło chodzić o obie te rzeczy.
– Pewnie, kiedy tylko znajdziesz czas – zgodziła się, zamiast naciskać. O pewnych rzeczach w końcu nie chciało się mówić. O innych może się chciało, ale człowiek odkrywał, że nie umie znaleźć właściwych słów, a jeżeli już nawet je pochwyci, nie przechodzą przez usta. A jeszcze przy innych nie rozmawiałeś w sali pełnej ludzi, gdy istniała szansa, że ktoś pochwyci coś w gwarze rozmów. Sama Brenna przecież też nasłuchiwała, choćby mimowolnie, bo w takich miejscach czasem można było usłyszeć coś, co… może się nie przydawało. Ale pokazywało choćby na co, na kogo uważać. Nie przypominała i o tym, że sama proponowała jej lunch jakiś czas temu, bo Cynthia… Cynthia wydawała się nie tylko zapracowana, ale też w jakiś sposób powoli się rozpadająca, i Brenna nie wiedziała tylko, czy to być może dobry rozpad murów, jakie wznosiła, czy jej samej. – Rozmawialiśmy parę dni temu o sprawie jednej napaści i postanowiliśmy wpaść tutaj razem – odparła, bo jakby nie było, umówili się tu rozmawiając o napaści na Raphaelę, a miała jeszcze dość rozsądku, aby przyszło jej do głowy, że rzucone do przyjaciółki z dzieciństwa „weź idź lepiej jego zapytaj” nie brzmiałoby dobrze.
Percepcja IV, rzut na plotki, w sumie jakby usłyszała hasło spalona, to nasłuchiwałaby najbardziej
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.