05.10.2025, 12:50 ✶
Można by pomyśleć, że Spalona Noc i wydarzenia, do których dochodziły w Anglii, zupełnie nie poruszyły Charlotte Kelly. O tym, że było inaczej, świadczyły drobiazgi, niemożliwe do wyłapania, jeśli nie znałeś jej bardzo dobrze. Na przykład gdy się pojawili i wypatrzyła Anthonyego, uśmiechnęła się tylko, a nie pomachała do niego entuzjastycznie na powitanie, bo gdzieś tam do jej skrzywionego umysłu docierało, że może nie wszyscy powinni wiedzieć, że wciąż z nią rozmawiał, by nie ciskano w niego ogniem tak, jak zrobiono to w Selwyna. A kiedy Jonathan zaproponował, żeby tu przyszli, zamiast od razu się zgodzić spytała, czy jest pewien.
Charlotte wciąż jednak była Charlotte i dlatego kiedy nie zmienił zdania, nie przekonywała go, a oświadczyła tylko, że kupuje jej sukienkę, bo tak się pechowo złożyło, że wszystkie jej eleganckie suknie poza jedną, ognioodoporną od Remingtona, spłonęły.
W granatowej sukni od jednego ze znanych projektantów uważała się za drugą najpiękniejszą kobietę na dzisiejszej uroczystości - nawet ona przyznawała, że podczas wesela pierwszeństwo miała panna młoda, obojętnie, czy się na tym weselu pojawi, czy też nie. (Inna sprawa, że pewnie gdyby przyszła w worku, też uważałaby się za najpiękniejszą na tym przyjęciu.)
- Och, to pasuje do Yaxleyów. Chociaż uważam, że nasza scenografia była ładniejsza pod każdym względem, a przynajmniej te jej elementy, które wybrałam. - A domagała się tych najdroższych, głównie po to, żeby wkurzyć matkę i przetestować granice jej cierpliwości. – W sumie masz pewnie rację, ludzie często przestają pewne rzeczy odkładać, gdy sytuacja robi się… gorąca. Jak sądzisz, Johny, ile par tutaj siedzących razem faktycznie się lubi? Założyłabym się z tobą, ale wiem, że byś oszukiwał. Może więc będę zgadywała, a ty będziesz to sprawdzał? – powiedziała bardzo cicho, z pewnym rozbawieniem, tak, oczywiście, podpuszczając go, aby zaczął podglądać nici osób zgromadzonych na weselu, bo… cóż, Charlotte jeśli dbała o czyjąś prywatność, to głównie swoją i swoich najbliższych. – Mogę rzucić przypadkową liczbę, a ty sprawdzisz osoby z tych miejsc – stwierdziła jeszcze, gdy zmierzali ku krzesłom, aby usiąść, zanim przybędą młodzi.
!Strach Przed Imieniem
Charlotte wciąż jednak była Charlotte i dlatego kiedy nie zmienił zdania, nie przekonywała go, a oświadczyła tylko, że kupuje jej sukienkę, bo tak się pechowo złożyło, że wszystkie jej eleganckie suknie poza jedną, ognioodoporną od Remingtona, spłonęły.
W granatowej sukni od jednego ze znanych projektantów uważała się za drugą najpiękniejszą kobietę na dzisiejszej uroczystości - nawet ona przyznawała, że podczas wesela pierwszeństwo miała panna młoda, obojętnie, czy się na tym weselu pojawi, czy też nie. (Inna sprawa, że pewnie gdyby przyszła w worku, też uważałaby się za najpiękniejszą na tym przyjęciu.)
- Och, to pasuje do Yaxleyów. Chociaż uważam, że nasza scenografia była ładniejsza pod każdym względem, a przynajmniej te jej elementy, które wybrałam. - A domagała się tych najdroższych, głównie po to, żeby wkurzyć matkę i przetestować granice jej cierpliwości. – W sumie masz pewnie rację, ludzie często przestają pewne rzeczy odkładać, gdy sytuacja robi się… gorąca. Jak sądzisz, Johny, ile par tutaj siedzących razem faktycznie się lubi? Założyłabym się z tobą, ale wiem, że byś oszukiwał. Może więc będę zgadywała, a ty będziesz to sprawdzał? – powiedziała bardzo cicho, z pewnym rozbawieniem, tak, oczywiście, podpuszczając go, aby zaczął podglądać nici osób zgromadzonych na weselu, bo… cóż, Charlotte jeśli dbała o czyjąś prywatność, to głównie swoją i swoich najbliższych. – Mogę rzucić przypadkową liczbę, a ty sprawdzisz osoby z tych miejsc – stwierdziła jeszcze, gdy zmierzali ku krzesłom, aby usiąść, zanim przybędą młodzi.
!Strach Przed Imieniem