05.10.2025, 18:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2025, 18:41 przez Lazarus Lovegood.)
Kompletnie inna osoba…
Lazarus pomyślał o młodym Robercie Crouchu - popularnym gryfonie, którego wszędzie było pełno, graczu w quidditcha i swoim dobrym przyjacielu, zawsze gotowym bronić go albo wpakować się wspólnie w kłopoty (częściej z własnej winy, niż Lovegooda). Koledze, z którym wpakował się chyba w jedyny szlaban, jaki dostał w Hogwarcie (w tamtym wypadku akurat to Lazarus nabroił bardziej). Na ile sędzia Wizengamotu i odpowiedzialny ojciec, jakim się stał, był wciąż tamtym Robertem?
Na ile on sam był tamtym Lazarusem? O tyle bardziej nieśmiałym, o tyle mniej cynicznym?
złamany
- Cóż, to brzmi jak ciekawa historia. Zachowałeś może tę pozytywkę? - zapytał. Mógłby ją zbadać, albo może nawet samemu przenieść się z jej pomocą w przeszłość? Wcale nie był pewien, czy chce to zrobić.
Udzielona bez wahania zgoda Roberta sprawiła, że przez twarz Lazarusa przemknął lekki uśmiech. Nie tak całkiem różny, nawet po tylu latach. Za szkolnych czasów tworzyli dobry zespół - bezczelna pewność siebie i siła fizyczna Croucha oraz jego własna wiedza i dobre opanowanie magii uzupełniały się zwykle w stopniu optymalnym.
Uniósł dłoń pomiędzy nimi i powoli otworzył palce, wypuszczając wahadełko na srebrnym łańcuszku. Ciężarek opadł, drgnął i znieruchomiał. Mężczyźni patrzyli w napięciu. Nawet Oliver Twist przestał ciągnąć za smycz i przechylił łepek na jedną stronę, wpatrując się w swojego pana.
Gdzieś głęboko w środku Lazarus poczuł się znów jak nastolatek.
Wahadełko poruszyło się, a on, całkiem bez sensu, wstrzymał oddech.
Podniósł wzrok na przyjaciela, a potem spojrzał w kierunku wskazanym przez wahadełko.
- Trafalgar Square…- mruknął zaintrygowany. Na południe znajdowały się również siedziba Scotland Yardu, Big Ben i opactwo Westminster - A dalej… Tamiza.
Wahadełko z powrotem zwisło bezwładnie w dłoni czarodzieja, pozornie martwe.
To mogła być pułapka. Jeszcze do niedawna, Lazarus zastanawiałby się, kto zastawiałby pułapki na pracowników Ministerstwa na środku Alei Pokątnej, ale w tym momencie jakoś nie wydawało się to już tak absurdalne. Westchnął cicho. Jego obowiązkiem było dać towarzyszowi wszystkie możliwe okazje do dokonania bezpiecznego wyboru.
- Jeżeli chcesz się wycofać… - zaczął, doskonale wiedząc, że teraz, kiedy wytyczenie kierunku rozpoczęło tę eskapadę, podąży za wskazaniami wahadełka niezależnie od decyzji Roberta.
Lazarus pomyślał o młodym Robercie Crouchu - popularnym gryfonie, którego wszędzie było pełno, graczu w quidditcha i swoim dobrym przyjacielu, zawsze gotowym bronić go albo wpakować się wspólnie w kłopoty (częściej z własnej winy, niż Lovegooda). Koledze, z którym wpakował się chyba w jedyny szlaban, jaki dostał w Hogwarcie (w tamtym wypadku akurat to Lazarus nabroił bardziej). Na ile sędzia Wizengamotu i odpowiedzialny ojciec, jakim się stał, był wciąż tamtym Robertem?
Na ile on sam był tamtym Lazarusem? O tyle bardziej nieśmiałym, o tyle mniej cynicznym?
złamany
- Cóż, to brzmi jak ciekawa historia. Zachowałeś może tę pozytywkę? - zapytał. Mógłby ją zbadać, albo może nawet samemu przenieść się z jej pomocą w przeszłość? Wcale nie był pewien, czy chce to zrobić.
Udzielona bez wahania zgoda Roberta sprawiła, że przez twarz Lazarusa przemknął lekki uśmiech. Nie tak całkiem różny, nawet po tylu latach. Za szkolnych czasów tworzyli dobry zespół - bezczelna pewność siebie i siła fizyczna Croucha oraz jego własna wiedza i dobre opanowanie magii uzupełniały się zwykle w stopniu optymalnym.
Uniósł dłoń pomiędzy nimi i powoli otworzył palce, wypuszczając wahadełko na srebrnym łańcuszku. Ciężarek opadł, drgnął i znieruchomiał. Mężczyźni patrzyli w napięciu. Nawet Oliver Twist przestał ciągnąć za smycz i przechylił łepek na jedną stronę, wpatrując się w swojego pana.
Gdzieś głęboko w środku Lazarus poczuł się znów jak nastolatek.
Wahadełko poruszyło się, a on, całkiem bez sensu, wstrzymał oddech.
Rzut Strony 1d4 - 2
Południe
Południe
Podniósł wzrok na przyjaciela, a potem spojrzał w kierunku wskazanym przez wahadełko.
- Trafalgar Square…- mruknął zaintrygowany. Na południe znajdowały się również siedziba Scotland Yardu, Big Ben i opactwo Westminster - A dalej… Tamiza.
Wahadełko z powrotem zwisło bezwładnie w dłoni czarodzieja, pozornie martwe.
To mogła być pułapka. Jeszcze do niedawna, Lazarus zastanawiałby się, kto zastawiałby pułapki na pracowników Ministerstwa na środku Alei Pokątnej, ale w tym momencie jakoś nie wydawało się to już tak absurdalne. Westchnął cicho. Jego obowiązkiem było dać towarzyszowi wszystkie możliwe okazje do dokonania bezpiecznego wyboru.
- Jeżeli chcesz się wycofać… - zaczął, doskonale wiedząc, że teraz, kiedy wytyczenie kierunku rozpoczęło tę eskapadę, podąży za wskazaniami wahadełka niezależnie od decyzji Roberta.