05.10.2025, 22:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2025, 23:06 przez Millie Moody.)
– No a kurwa o kogo może i chodzić? – parsknęła rozbawiona, a potem na krótki, króciusienieczki momenciszek miała wyrzuty sumienia, bo dorzucała dopierca tego zajebachnia Liszka dzień po dniu. Dach nad głową za frajer? Owszem, ale też całkiem mało wolnego czasu i odsapnięcia od jej napierdalania w kółko o rzeczach. Albo napierdalania Tomusia, bo ten też napierdalał jak pojebany. Odie pewnie powiedziałby, że to reakcja na stres. Normalnie powiedziałaby, że jebać magipsychiatrów w tym Odiego, ale od wczoraj kutasiarz zdobył specjalne miejsce w jej serduszku. Gdzieś w okolicy lewego przedsionka.
– Dobra, to ogarnę jego grafik, bo go dzisiaj nie wzięłam i wpadniemy do Ciebie jutro albo pojutrze, wyślę wcześniej kruka, żebyś był na miejscu. Przyjaciele sobie pomagają. A Liszek to w ogóle, braciak, więc wiesz, nie mogę stawać na drodze rodzinnemu wsparciu czy coś. – Machnęła ręką w powietrzu pozwalając popiołowi opaść na ziemię. Ten na szczęście nic nie podpalał.
– A więc na miłość, zajebiście. Chociaż wiesz, ostrzegę Cię uczciwie, że to nie są żarty. Jak z tym kotem Szredera. Jak już zajrzysz pod halkę przyszłości, to trzeba będzie się z tym zmierzyć. Osobiście zgodzę się jednak z Tobą, żę lepiej wiedzieć... wiedzieć co i jak. – Z Grinem, z jej kochanym złotym chłopcem, ulubionym kuzynem umówiła się na jutro. Też by chciała wiedzieć, jak to się wszystko kurwa ułoży i szczerze, może nawet liczyła na jakiegoś trupa z 10 mieczami wbitymi w plecy. Czasem tak było łatwiej. Od razu odpuścić. Uciec. Wyrzucić obu za drzwi swojego pokoju i powiedzieć im że mają wkurwiać, dopóki jej nie przejdzie.
Zaciągnęła się papierosem tak mocno, że przypaliła filtr, ale nie przeszkadzał jej ten posmak w ustach. Nie po Spalonej Nocy.
– Dobra, jebać Twoją rodzinę, choćmy ogarnąć jak tam z tą Twoją duperą. Totalnie czuje Cię Iki. Lepiej wiedzieć. – Na moment tylko spochmurniała. Gdy tylko sięgnęła do kieszeni spodni po starą wysłużoną talię od Morfiny, to zrobiło jej się lepiej.
– Na miłość Ikiego. Na wszystko. Uczucia, ruchanie, czy pały stawianie. Jak tam będzie mu się wiodło. Jak im się będzie wiodło. Co zrobić żeby nie spierdolić. Bo pewnie Ci zależy co? – Mówiła do kart i dopiero ostatnie zdanie skierowała do Prewetta. Może powinna skupić się na zaginięciu Laurenta i Edwarda, może powinna skupić się na tym. Ale były priorytety i sama wiedziała najlepiej jak to potrafiło człowiekowi zżerać mózg.
Przysiedli przy stoliku, krzesło przy krześle, bo przecież pan "chcę znać przyszłość" też miał prawo widzieć obrazki, które pani rozumiejącej ich znaczenie tę przyszłość zdradzą.
Gwizdnęła. Nie było za dobrze. Super źle też nie, ale no... może dobrze, że mu rozkładała te karty? Że jej zaufał na tyle, by mogła tylko na moment zmrużyć oprzeć się o jego bark, ba - nawet go objąć w pocieszającym geście. Ślepy by zobaczył, że nie jest dobrze. No dobrze omen, omen, gdzieś tu ukrywa się...
Paź mieczy przecięty pizdą Cesarzową. Kapryśne, nademocjonalne, niemiłe - wzór cnót kurwa, ale z tej Mo musiała być hetera. Pod spodem śmierć idealnie, pewnie zaraz Iki będzie trzy włosy bardziej przez nią szpakowaty. Otoczenie krzepiącej królowej motyk, przepraszam buław dominowały odwrócone wyjebane kielichy i dupera z dwoma mieczami. Ciche dni. Idealnie. Dobrze, że przejściowe, nawet jeśli ten kolejny wywrócony rydwan na szczycie krzyża nie wróżył hehe najlepiej. Jakiś papież po chuju, jak sobie oni wkręcają, co jest źródłem ich powodu. Wyjebane kielichy ciąg dalszy z perspektywy innych ludzi i osiem buław w nadziejach. Możliwości. Działanie razem. Westchnęła. Szkoda że ten rydwan taki niemile przyblokowany. Uparte łby, a każde ciągnie we własną stronę. Mało ruchania, dużo docierania się. Moody nie lubiła takiej pracy nad związkiem, nie żeby była specjalistką, bo jej ostatni związek związek wyjebał się z hukiem, gdy panna musiała wziąć mimo wszystko ślub.
Tymczasem pozwoliła sobie zacząć od bardzo złej wróżby, żeby potem go pocieszyć. Wsparła na nim ciężar ciała i w palce wolnej ręki ujęła Śmierć.
– Dobra, to o jakim trupie z szafy chciałbyś mi opowiedzieć – zapytała bardzo cicho, lustrując go złotymi ślepiami, chociaż wiedziała doskonale, że ta Śmierć, to wielka zmiana w życiu, drastyczna i niezbyt oczekiwana. Więc równie dobrze, wszystkie problemy "na górze" tego drzewka mogły wynikać z tego, że sytuacja była dla nich nowa. Że byli razem. Powinna zapytać "od kiedy jesteście razem z tą całą Mo", ale wolała postraszyć go kostuchą, żeby potem jakieś trudne sprawy na temat niewyrzuconych śmieci zdawały się lekką, niezobowiązującą igraszką.
– Dobra, to ogarnę jego grafik, bo go dzisiaj nie wzięłam i wpadniemy do Ciebie jutro albo pojutrze, wyślę wcześniej kruka, żebyś był na miejscu. Przyjaciele sobie pomagają. A Liszek to w ogóle, braciak, więc wiesz, nie mogę stawać na drodze rodzinnemu wsparciu czy coś. – Machnęła ręką w powietrzu pozwalając popiołowi opaść na ziemię. Ten na szczęście nic nie podpalał.
– A więc na miłość, zajebiście. Chociaż wiesz, ostrzegę Cię uczciwie, że to nie są żarty. Jak z tym kotem Szredera. Jak już zajrzysz pod halkę przyszłości, to trzeba będzie się z tym zmierzyć. Osobiście zgodzę się jednak z Tobą, żę lepiej wiedzieć... wiedzieć co i jak. – Z Grinem, z jej kochanym złotym chłopcem, ulubionym kuzynem umówiła się na jutro. Też by chciała wiedzieć, jak to się wszystko kurwa ułoży i szczerze, może nawet liczyła na jakiegoś trupa z 10 mieczami wbitymi w plecy. Czasem tak było łatwiej. Od razu odpuścić. Uciec. Wyrzucić obu za drzwi swojego pokoju i powiedzieć im że mają wkurwiać, dopóki jej nie przejdzie.
Zaciągnęła się papierosem tak mocno, że przypaliła filtr, ale nie przeszkadzał jej ten posmak w ustach. Nie po Spalonej Nocy.
– Dobra, jebać Twoją rodzinę, choćmy ogarnąć jak tam z tą Twoją duperą. Totalnie czuje Cię Iki. Lepiej wiedzieć. – Na moment tylko spochmurniała. Gdy tylko sięgnęła do kieszeni spodni po starą wysłużoną talię od Morfiny, to zrobiło jej się lepiej.
– Na miłość Ikiego. Na wszystko. Uczucia, ruchanie, czy pały stawianie. Jak tam będzie mu się wiodło. Jak im się będzie wiodło. Co zrobić żeby nie spierdolić. Bo pewnie Ci zależy co? – Mówiła do kart i dopiero ostatnie zdanie skierowała do Prewetta. Może powinna skupić się na zaginięciu Laurenta i Edwarda, może powinna skupić się na tym. Ale były priorytety i sama wiedziała najlepiej jak to potrafiło człowiekowi zżerać mózg.
Przysiedli przy stoliku, krzesło przy krześle, bo przecież pan "chcę znać przyszłość" też miał prawo widzieć obrazki, które pani rozumiejącej ich znaczenie tę przyszłość zdradzą.
Gwizdnęła. Nie było za dobrze. Super źle też nie, ale no... może dobrze, że mu rozkładała te karty? Że jej zaufał na tyle, by mogła tylko na moment zmrużyć oprzeć się o jego bark, ba - nawet go objąć w pocieszającym geście. Ślepy by zobaczył, że nie jest dobrze. No dobrze omen, omen, gdzieś tu ukrywa się...
Wróżba dla Icarusa
Rzut Symbol 1d258 - 138
Motyka (sukces zdobyty ciężka pracą)
Motyka (sukces zdobyty ciężka pracą)
Paź mieczy przecięty pizdą Cesarzową. Kapryśne, nademocjonalne, niemiłe - wzór cnót kurwa, ale z tej Mo musiała być hetera. Pod spodem śmierć idealnie, pewnie zaraz Iki będzie trzy włosy bardziej przez nią szpakowaty. Otoczenie krzepiącej królowej motyk, przepraszam buław dominowały odwrócone wyjebane kielichy i dupera z dwoma mieczami. Ciche dni. Idealnie. Dobrze, że przejściowe, nawet jeśli ten kolejny wywrócony rydwan na szczycie krzyża nie wróżył hehe najlepiej. Jakiś papież po chuju, jak sobie oni wkręcają, co jest źródłem ich powodu. Wyjebane kielichy ciąg dalszy z perspektywy innych ludzi i osiem buław w nadziejach. Możliwości. Działanie razem. Westchnęła. Szkoda że ten rydwan taki niemile przyblokowany. Uparte łby, a każde ciągnie we własną stronę. Mało ruchania, dużo docierania się. Moody nie lubiła takiej pracy nad związkiem, nie żeby była specjalistką, bo jej ostatni związek związek wyjebał się z hukiem, gdy panna musiała wziąć mimo wszystko ślub.
Tymczasem pozwoliła sobie zacząć od bardzo złej wróżby, żeby potem go pocieszyć. Wsparła na nim ciężar ciała i w palce wolnej ręki ujęła Śmierć.
– Dobra, to o jakim trupie z szafy chciałbyś mi opowiedzieć – zapytała bardzo cicho, lustrując go złotymi ślepiami, chociaż wiedziała doskonale, że ta Śmierć, to wielka zmiana w życiu, drastyczna i niezbyt oczekiwana. Więc równie dobrze, wszystkie problemy "na górze" tego drzewka mogły wynikać z tego, że sytuacja była dla nich nowa. Że byli razem. Powinna zapytać "od kiedy jesteście razem z tą całą Mo", ale wolała postraszyć go kostuchą, żeby potem jakieś trudne sprawy na temat niewyrzuconych śmieci zdawały się lekką, niezobowiązującą igraszką.
układ na stole![[Obrazek: ukJHB33.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ukJHB33.jpeg)