Wiem, przeszło mu przez myśl, bo zawsze robicie dla nas tak dużo, ale zachowujecie się, jakby to nie było nic wielkiego. Samo to, jak bardzo trzej wujowie pomogli ich rodzinie po śmierci Neda i ich powrocie z Ameryki, jak wiele robili dla nich do tej pory. Wszystkie wyjazdy, na które Anthony zabrał jego i jego rodzeństwo... Rita mogła być oczywistym wyborem, w końcu pracowała w tym samym departamencie, co ojcowie chrzestni bliźniąt, ale Jessie - Anthony mógł zabrać w to miejsce bardziej doświadczonego klątwołamacza, zamiast stażysty. Jonathan przyjął ich do swojego domu i jeszcze zapewnił im nowe rzeczy, chociaż mogli przenieść się do domu ciotki Amelii. Wujowie robili dla nich naprawdę dużo, a Jessie nie miał nawet możliwości odwdzięczyć się im za to wszystko.
-Dziękuję - odpowiedział wujowi z delikatnym uśmiechem, zanim przeszli z Lazarusem do wschodniego skrzydła.
Wypadek... Zginęli ludzie...
-Przykro mi - powiedział po chwili ciszy i zadawał więcej pytań na ten temat.
Gdzieś tam w środku miał jednak niewielką nadzieję, że powodów rezygnacji Lazarusa był mniej... oczywisty i okropny. Nie było jednak sensu ukrywać, że ryzyko zawodowe było całkiem spore, tym bardziej dla zespołu archeologicznego. Kto podejmował się takiej pracy, musiał brać pod uwagę, że po którejś wyprawie może już nie wrócić do domu, nie umniejszało to jednak smutku z powodu takich wypadków.
Nic więc dziwnego, że Lazarus zrezygnował.
Nic niepokojącego nie rzuciło mu się w oczy, a na polecenie Lazarusa, by sprawdzili również pozostałe pokoje, odpowiedział skinieniem głową. Drzwi po drzwiach, pokój po pokoju. Bez pośpiechu sprawdzali pomieszczenia, w których nie pałętało się nic pożądanego.
Kwatery Eidth Shafiq.
Przeszedł przez próg, przesunął powoli spojrzeniem po pomieszczeniu, stukając paznokciem o różdżkę. Jego wzrok zatrzymał się na portrecie Anthony'ego i samej Edith. Przez krótką chwilę przyglądał się młodszej wersji wuja, nim pochylił głowę. Blondwłosej kobiecie na drugim portrecie nie poświęcił za dużo uwagi. Przeszedł do kolejnych pomieszczeń, dawniej zajmowanych przez Edith. Na pierwszy rzut oka wszystko mogło wyglądać normalnie, dopóki w oczy nie rzuciły mu się niewielkie usypiska odłamków szkieł i samo ułożenie szkła. Marszcząc brwi, podszedł bliżej i przyjrzał się miejscom dokładniej. Anthony mówił, że nikogo tu nie było. A jednak coś było nie tak. Ułożenie szkła... W tych miejscach stało coś jeszcze.
-Ktoś tu był...