07.10.2025, 08:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2025, 08:48 przez Brenna Longbottom.)
Uśmiechnęła się tylko na jego słowa, bo sytuacja była trochę skomplikowana, skoro w jej pamięci żyli Thoran Popularny Ślizgon, pracownik Ministerstwa i Ślizgonka Seraphina, z którą Atreus był na rok, ale ci ludzie tak naprawdę nie istnieli, a w sumie do jego głowy demon mógł włożyć zupełnie inne rzeczy… A poza tym biorąc pod uwagę, że nadchodziła siedemnasta, to nie był dobry moment na dyskusje, propozycja zakładu zaś zadziałała. Ograniczyła się więc do krótkiego, wypowiedzianego pogodnym tonem:
– A jak dodam, że te krzesła okazały się kradzione?
Brenna wiedziała, że jest tu paru znajomych albo spodziewała się, że się pojawią, ale poza rzecz jasna Millie, stojącą na widoku, wypatrzyła póki co Monę, bo miała okazję wcześniej widzieć jej sukienkę i wiedziała, czego wypatrywać, i mignęła jej sylwetka Morpheusa. I - oczywiście - Sebastiana, bo jego również bardzo ciężko było przegapić. Nie powinna drażnić kapłana tuż przed ceremonią, którą miał poprowadzić, ale spojrzał na nią tak, jak mugolski ksiądz patrzyłby pewnie na diabła, wchodzącego do jego kościoła i rozbawiona zareagowała bez chwili namysłu: uniosła dłoń i posłała mu w powietrzu pocałunek.
Jeśli ktoś siedział blisko pochodni, jakoś odruchowo odwracała wzrok – nie chciała znowu zastanawiać się, czy nie pojawią się tutaj dziwne istoty z dymu, i myślała sobie, że czarodzieje mogliby pomyśleć o innych formach oświetlenia. Innych mogła przywitać zawsze później.
Może to przez to oświetlenie, sprowadzające myśli ku istotom utkanym z dymu i strachu, gdy rozbrzmiały wystrzały, jej dłoń natychmiast sięgnęła ku ukrytej przemyślnie w fałdach sukni kieszeni, ku różdżce… ale zaraz cofnęła rękę i podniosła się, z szelestem materiału, bo dotarło do niej, że to żaden atak. Ot broń myśliwska. Powinna spodziewać się tego u Yaxleyów.
Obróciła się, z uśmiechem spoglądając ku nadchodzącej Geraldine, niewątpliwej bohaterce tego wieczora. Była piękna, to oczywiste. Brenna miała nadzieję, że była też szczęśliwa.
– A jak dodam, że te krzesła okazały się kradzione?
Brenna wiedziała, że jest tu paru znajomych albo spodziewała się, że się pojawią, ale poza rzecz jasna Millie, stojącą na widoku, wypatrzyła póki co Monę, bo miała okazję wcześniej widzieć jej sukienkę i wiedziała, czego wypatrywać, i mignęła jej sylwetka Morpheusa. I - oczywiście - Sebastiana, bo jego również bardzo ciężko było przegapić. Nie powinna drażnić kapłana tuż przed ceremonią, którą miał poprowadzić, ale spojrzał na nią tak, jak mugolski ksiądz patrzyłby pewnie na diabła, wchodzącego do jego kościoła i rozbawiona zareagowała bez chwili namysłu: uniosła dłoń i posłała mu w powietrzu pocałunek.
Jeśli ktoś siedział blisko pochodni, jakoś odruchowo odwracała wzrok – nie chciała znowu zastanawiać się, czy nie pojawią się tutaj dziwne istoty z dymu, i myślała sobie, że czarodzieje mogliby pomyśleć o innych formach oświetlenia. Innych mogła przywitać zawsze później.
Może to przez to oświetlenie, sprowadzające myśli ku istotom utkanym z dymu i strachu, gdy rozbrzmiały wystrzały, jej dłoń natychmiast sięgnęła ku ukrytej przemyślnie w fałdach sukni kieszeni, ku różdżce… ale zaraz cofnęła rękę i podniosła się, z szelestem materiału, bo dotarło do niej, że to żaden atak. Ot broń myśliwska. Powinna spodziewać się tego u Yaxleyów.
Obróciła się, z uśmiechem spoglądając ku nadchodzącej Geraldine, niewątpliwej bohaterce tego wieczora. Była piękna, to oczywiste. Brenna miała nadzieję, że była też szczęśliwa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.