07.10.2025, 17:19 ✶
Gdy sędzia podsunął jej dokument do podpisania, Elise przywołała do ręki pióro. Przeleciała wzrokiem linijki tekstu, lecz nie mogła się w pełni skupić na zawartej w nich treści. Nie, kiedy Crouch prawił jej takie komplementy.
– Dziękuję. – zazwyczaj nosiła perfumy o klasycznym różanym zapachu, odpowiednim dla dorosłych czarownic. Był to również symbol jej przynależności do rodu Rosier, pomimo zmiany nazwiska. Dziś jednak zdecydowała się na perfumy z owocową nutą, podobne do tych, jakie nosiła jej córka. Ten wybór mógł być ryzykowny, jednak najwyraźniej zdaniem sędziego zapach przywołujący na myśl młodość i energię do niej pasował. Czyżby oznaczało to, że nie wygląda na aż tak starą?
Kiedy poczuła w ręce wizytówkę, lekko się wzdrygnęła. Z logicznego punktu widzenia, Crouch chciał zapewne dać jej po prostu kontakt do siebie, gdyby pojawiły się jakieś nowe problemy z nieruchomością, ale... Czy za tym gestem mogły się kryć się jakieś inne intencje? Nie był to jednak odpowiedni moment na bujanie w obłokach. Elise szybko podpisała dokument, by wreszcie zakończyć kwestię testamentu po zmarłym mężu. Miała nadzieję, że po dzisiejszym dniu nie będzie już musiała zajmować się tematami, które zanadto przypominały jej o Dedalusie. Ale najwyraźniej jej syn miał inne zdanie...
Słysząc słowa Basiliusa nie mogła się powstrzymać i rzuciła mu karcące spojrzenie. Czy naprawdę było to teraz konieczne? Czy też może chciał jej w ten sposób coś udowodnić? Basilius zawsze był skory do obrony brata, nie dostrzegając, że obecność bękarta pogarszała pozycję jego oraz Electry. Uwzględniając całą uwagę, jaką Dedalus poświęcał swojemu ulubieńcowi, Elise nie była nic winna Icarusowi. Basilius nie musiał więc udawać obrońcy bękarta, który nawet nie był tutaj obecny.
– Myślę, że sędzia Crouch ma teraz ważniejsze sprawy do załatwienia. – zwróciła się do syna chłodnym tonem.
– Dziękuję. – zazwyczaj nosiła perfumy o klasycznym różanym zapachu, odpowiednim dla dorosłych czarownic. Był to również symbol jej przynależności do rodu Rosier, pomimo zmiany nazwiska. Dziś jednak zdecydowała się na perfumy z owocową nutą, podobne do tych, jakie nosiła jej córka. Ten wybór mógł być ryzykowny, jednak najwyraźniej zdaniem sędziego zapach przywołujący na myśl młodość i energię do niej pasował. Czyżby oznaczało to, że nie wygląda na aż tak starą?
Kiedy poczuła w ręce wizytówkę, lekko się wzdrygnęła. Z logicznego punktu widzenia, Crouch chciał zapewne dać jej po prostu kontakt do siebie, gdyby pojawiły się jakieś nowe problemy z nieruchomością, ale... Czy za tym gestem mogły się kryć się jakieś inne intencje? Nie był to jednak odpowiedni moment na bujanie w obłokach. Elise szybko podpisała dokument, by wreszcie zakończyć kwestię testamentu po zmarłym mężu. Miała nadzieję, że po dzisiejszym dniu nie będzie już musiała zajmować się tematami, które zanadto przypominały jej o Dedalusie. Ale najwyraźniej jej syn miał inne zdanie...
Słysząc słowa Basiliusa nie mogła się powstrzymać i rzuciła mu karcące spojrzenie. Czy naprawdę było to teraz konieczne? Czy też może chciał jej w ten sposób coś udowodnić? Basilius zawsze był skory do obrony brata, nie dostrzegając, że obecność bękarta pogarszała pozycję jego oraz Electry. Uwzględniając całą uwagę, jaką Dedalus poświęcał swojemu ulubieńcowi, Elise nie była nic winna Icarusowi. Basilius nie musiał więc udawać obrońcy bękarta, który nawet nie był tutaj obecny.
– Myślę, że sędzia Crouch ma teraz ważniejsze sprawy do załatwienia. – zwróciła się do syna chłodnym tonem.