08.10.2025, 07:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2025, 10:13 przez Lazarus Lovegood.)
Kuchenne aromaty ledwo docierały do zespołu klątwołamaczy - w momencie, kiedy przekroczyli progi potencjalnie zaklątwionej lokacji, mózg Lazarusa, niezależnie od woli, zaczął ich rozpatrywać w kategoriach zespołu - rozproszone odległością i hulającymi po korytarzach przeciągami. Shafiq znikł gdzieś w czeluściach domostwa i można było mieć tylko nadzieję, że były one faktycznie bezpieczne i że nie wpakuje się na żadną czarnomagiczną pozostałość. Lovegood, z różdżką wsuniętą do rękawa - bezpiecznie, ale na podorędziu - dołączył do pochylonego nad kupką tłuczonego szkła Jaspera. Obejrzał ścianę i podłogę, której fragment był zbyt czysty i zbyt równo odgraniczony. Przy sąsiednim usypisku było podobnie. Lovegood widywał już takie miejsca.
- To wygląda… jakby coś stąd zabrano - powiedział, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów - Myślisz, że to… on? - zapytał, spoglądając w stronę korytarza, którym przyszli - Czy ktoś z zewnątrz?
Zamyślił się, odpalając papierosa. Okna były wybite, a bariery ochronne zniszczone. Gdyby jednak ktoś chciał obrabować posiadłość bogacza, czemu nie ukradł instrumentu, stojącego w futerale pod ścianą? Albo tego nieszczęsnego posążka, który nawet, gdyby w istocie był repliką, przedstawiałby sobą sporą wartość? Nie przeszukał szuflad i szafek w poszukiwaniu choćby biżuterii?
Całkiem nielogiczne.
Spojrzał w stalowe oczy młodszego Anthony’ego na obrazie. Czego zabrakło?...
Czy to była kolejna zagadka? Test? Jakiś całkiem niedorzeczny ciąg dalszy wczorajszej rozmowy? Wypuścił dym z płuc. Gardło, uzdrowione eliksirami od Odysseusa - wątpliwej legalności, ale jak widać wysokiej skuteczności - drapało już tylko odrobinę. Czy usiłujesz w coś ze mną grać, Anthony? A jeżeli tak… to w co?
Jego zadumę przerwał samolocik, który przemknął przez drzwi i osiadł - ostentacyjnie, jakby gospodarz doskonale wiedział, o czym rozmawiają jego goście - na kupce śmieci.
- Myślę, że obiad jest gotowy - zwrócił się Lazarus do Jaspera, rozwinąwszy bilecik, w milczeniu odnotowując fakt, z którego właśnie zdał sobie sprawę, a mianowicie, że po raz kolejny Anthony całkowicie zignorował swoje wcześniej zapowiadane plany. Stan permanentny, czy tymczasowy? Do obserwacji.
- Idziemy, czy chcemy tu jeszcze coś sprawdzić? - zapytał, gotów uszanować każdą decyzję młodego człowieka.
Ruszyli niespiesznie z powrotem. Lazarus dokończył papierosa. W miarę zbliżania się do kuchni, smakowity zapach stawał się coraz intensywniejszy. Czarodziej zorientował się, że jest głodny - kawa w biurze i papieros przed chwilą przytłumiły to odczucie, ale organizm upominał sie o swoje. Dobrze, że Shafiq pomyślał o obiedzie.
Gry dotarli do celu, rozejrzał się dyskretnie po przestronnej i przytulnej kuchni. Mimo wydymającego zastępujący szyby materiał przeciągu, było tu ciepło. Sam materiał był zaplamiony czymś dziwnym. Czy w posiadłości Anthony’ego nie było białych zasłon?
W milczeniu zajął miejsce przy drzwiach, pozwalając, by to Kelly, jako oficjalny klątwołamacz wyprawy, złożył raport z ich działalności. Uważnie przyjrzał się swojemu przełożonemu, szukając jakichkolwiek odchyleń od normy, choć ciężko było cokolwiek ustalić, kiedy miał zbyt mało danych, by określić punkty odniesienia. Poszukał wzrokiem skrzata domowego. Dopiero potem zerknął na stół.
- To wygląda… jakby coś stąd zabrano - powiedział, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów - Myślisz, że to… on? - zapytał, spoglądając w stronę korytarza, którym przyszli - Czy ktoś z zewnątrz?
Zamyślił się, odpalając papierosa. Okna były wybite, a bariery ochronne zniszczone. Gdyby jednak ktoś chciał obrabować posiadłość bogacza, czemu nie ukradł instrumentu, stojącego w futerale pod ścianą? Albo tego nieszczęsnego posążka, który nawet, gdyby w istocie był repliką, przedstawiałby sobą sporą wartość? Nie przeszukał szuflad i szafek w poszukiwaniu choćby biżuterii?
Całkiem nielogiczne.
Spojrzał w stalowe oczy młodszego Anthony’ego na obrazie. Czego zabrakło?...
Czy to była kolejna zagadka? Test? Jakiś całkiem niedorzeczny ciąg dalszy wczorajszej rozmowy? Wypuścił dym z płuc. Gardło, uzdrowione eliksirami od Odysseusa - wątpliwej legalności, ale jak widać wysokiej skuteczności - drapało już tylko odrobinę. Czy usiłujesz w coś ze mną grać, Anthony? A jeżeli tak… to w co?
Jego zadumę przerwał samolocik, który przemknął przez drzwi i osiadł - ostentacyjnie, jakby gospodarz doskonale wiedział, o czym rozmawiają jego goście - na kupce śmieci.
- Myślę, że obiad jest gotowy - zwrócił się Lazarus do Jaspera, rozwinąwszy bilecik, w milczeniu odnotowując fakt, z którego właśnie zdał sobie sprawę, a mianowicie, że po raz kolejny Anthony całkowicie zignorował swoje wcześniej zapowiadane plany. Stan permanentny, czy tymczasowy? Do obserwacji.
- Idziemy, czy chcemy tu jeszcze coś sprawdzić? - zapytał, gotów uszanować każdą decyzję młodego człowieka.
Ruszyli niespiesznie z powrotem. Lazarus dokończył papierosa. W miarę zbliżania się do kuchni, smakowity zapach stawał się coraz intensywniejszy. Czarodziej zorientował się, że jest głodny - kawa w biurze i papieros przed chwilą przytłumiły to odczucie, ale organizm upominał sie o swoje. Dobrze, że Shafiq pomyślał o obiedzie.
Gry dotarli do celu, rozejrzał się dyskretnie po przestronnej i przytulnej kuchni. Mimo wydymającego zastępujący szyby materiał przeciągu, było tu ciepło. Sam materiał był zaplamiony czymś dziwnym. Czy w posiadłości Anthony’ego nie było białych zasłon?
W milczeniu zajął miejsce przy drzwiach, pozwalając, by to Kelly, jako oficjalny klątwołamacz wyprawy, złożył raport z ich działalności. Uważnie przyjrzał się swojemu przełożonemu, szukając jakichkolwiek odchyleń od normy, choć ciężko było cokolwiek ustalić, kiedy miał zbyt mało danych, by określić punkty odniesienia. Poszukał wzrokiem skrzata domowego. Dopiero potem zerknął na stół.