[a]Siedziała na krześle, czekała, aż ceremonia się rozpocznie. W pewnym momencie usłyszała, że ktoś zajął miejsce obok niej. Odwróciła na chwilę głowę i zobaczyła mężczyznę, którego całkiem niedawno miała okazję poznać. Roise podesłał jej go do cukierni, aby wstawił wybite szyby, cóż za zbieg okoliczności. - Dzień dobry. - Rzuciła cicho do Eliasa i uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. Najwyraźniej nie była jedyną osobą, która pojawiła się tutaj bez osoby towarzyszącej... przynajmniej tak jej się wydawało, bo żadna panna nie zajmowała miejsca obok niego. To było całkiem pocieszające, że nie była jedyna.
Zaczęło się robić coraz ciszej, szum stawał się coraz bardziej spokojny, głosy powoli się rozmywały. Siedemnasta już za chwilę. Nie wiedzieć czemu poczuła potrzebę opuszczenia głowy, zareagowała tak samoistnie, miała wrażenie, że coś w powietrzu się zmieniło, jakby aura stała się bardziej wyjątkowa. Takie wydarzenia niosły w końcu ze sobą specjalną energię.
Uniosła głowę, by spojrzeć na ołtarz i wtedy dostrzegła tam postać Greengrass'a, umknęło jej jego wejście przez to, że zagadała do swojego nowego kolegi, który siedział tuż obok, a być może przez ten bezwarunkowy odruch. Ambroise prezentował się nienagannie, Norka uśmiechała się szeroko, gdy go zobaczyła. Nie dało się nie zauważyć, że był w dużo lepszej formie niż jeszcze w sierpniu, najwyraźniej od tamtego momentu wiele się zmieniło. Dobrze dla niego.
W powietrzy rozległ się huk, nie jeden, ale trzy głośne sygnały. Otworzyła szeroko oczy, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku, miała sobie sporo ogłady, powinni się spodziewać podobnych efektów dźwiękowych w tym miejscu, wiedziała w końcu czym zajmowała się rodzina gospodarzy. Rozległ się dźwięk harfy, a panna młoda powoli zaczęła przemieszczać się w stronę ołtarza.
Figgówna podniosła się na nogi, gdy tylko do jej uszu doszła ta tradycyjna melodia, zrobiła to ostrożnie, aby nie potknąć się na swoich niebotycznie wysokich obcasach, spoglądała na pannę młodą, jak większość zgromadzonych.
Nora lubiła śluby, lubiła atmosferę jaka im towarzyszyła, szczególnie podczas tej oficjalnej części ceremlonii, gdy głosy milkły, a wzrok wszystkich był utkwiony w parze młodej, która wydawała się być jednak w zupełnie innym świecie, jakby nie przejmowała się obecnymi wokół nich ludźmi, jakby widzieli tylko siebie. To zawsze wydawało jej się niesamowite i interesujące. Właśnie to czuła, gdy patrzyła też na tych młodych, zapatrzeni w siebie, nie widzący niczego wokół. Fascynujące.