Słuchał odpowiedzi Thomasa z uznaniem, a nawet ukłuciem zazdrości, że sam nie wymyślił takiej krętej ścieżki dotarcia na miejsce. Kudos dla niego, że chciał włożyć w to tyle wysiłku i szacunek za to, że nie potraktował sprawy pilnowania Arabelli po macoszemu. Z tego co Peregrin mógł wyczytać w liście od Idy, kobieta była silnie związana z Zakonem, więc jeśli przez tą znajomość ucierpiała, to wszyscy, którzy do niego należeli, musieli teraz wziąć odpowiedzialność za jej powrót do zdrowia. Czarodziej w duchu czuł więc nie tyle radość, co ulgę, że może dołożyć swoją cegiełkę i mieć w tej kwestii czyste sumienie. Pomógł? Pomógł. Nawet jeśli pomoc polegała na siedzeniu na tyłku i czekaniu na prawdziwą pomoc.
- Yyyy... no bez przeszkód, tak. Chociaż jak tak teraz mówisz, to nie byłem aż taki ostrożny... - Przyznał, lekko wtapiając się przy tym ze wstydu w fotel.
- Ale no, jestem pewny, że chyba nikt mnie nie śledził. - Nie zabrzmiało to może ładnie ani składnie, ale Peregrin sam nie był w stu procentach pewny. Im dłużej jednak siedzieli w tym pokoju bez żadnych niespodzianek, tym chyba mógł być bardziej spokojny o to, że rzeczywiście żaden Śmierciożerca tu za nim nie przylazł? W razie czego nie był tutaj już przecież sam. We dwóch, a nawet we trzech, byli już w stanie zapewnić kobiecie spokój i bezpieczeństwo. Póki co jednak mogli zając się kawką i herbatką, która w końcu dotarła do pokoju. Peregrin poczęstował się i trzymając swój kubek kontynuował rozmowę. Prychnął, gdy usłyszał o zwolennikach "Dzbana", bo to akurat było całkiem niezłe.
- Mam nadzieję, że myślą, że ona już nie żyje. - I momentalnie poczuł na sobie wzrok jej syna, którego zresztą się spodziewał.
- No ja przecież nie życzę jej śmierci, ale jeśli oni by tak myśleli, to my dzisiaj, tutaj, mielibyśmy spokój. - Wyjaśnił od razu, aby zostać dobrze zrozumianym. Naprawdę dobrą decyzją było ukrycie jej w takim miejscu, gdy czekali na czyściduszę. Niemniej jednak, po mieście chyba nie rozniosła się plotka, że badaczka Bullstrode zginęła wskutek działania nieznanej klątwy, a to mogło już dać Śmierciożercom do myślenia.
- Czyli mówisz, że jesteś animagiem, metamorfomagiem, czy to po prostu eliksir wielosokowy? To znaczy... jeśli to nie jest tajemnicą... - Upił łyczek herbaty po pytaniu skierowanym do Thomasa. Znali się dopiero od kilku minut, ale mężczyzna sam wspomniał już, że potrafił zmieniać swoją formę. Niewielu jednak robiło to bez pomocy eliksirów więc Peregrin był po ludzku ciekawy z kim ma do czynienia. Chociaż nie byłby zdziwiony, gdyby Thomas postawił jednak na dyskrecję i swoje małe tajemnice, to McGonagall wolał chyba jednak spróbować się poznać, zamiast niezręcznie milczeć.