08.10.2025, 04:23 ✶
Świt miał nie nadejść, ale Dora świtu łapała się teraz jak tonący brzytwy. Było coś w pierwszych przebłyskach porannego światła i w szarzejącym horyzoncie. Coś, czego teraz bardzo potrzebowała, a czego w przeciwieństwie do Cedrica nie miała na wyciągnięcie ręki - bo przecież nikogo dzisiaj nie uratowała. A przynajmniej tak sobie tego nie wyobrażała. Kiedy myślała o dzisiejszej nocy, o tym co stało się zanim wyrósł spod ziemi śmierciożerca, myśląc o tej nieszczęsnej dziewczynie w schowku Białego Wiwerna. To było straszne, okrutne i jej zdaniem o wiele gorsze niż to co się jej przytrafiło. I myślała tez o tym, ze nie mogła nic zrobić.
Nie była kimś, kto nie wierzył kiedy coś się jej mówiło, a szybkie spojrzenie na Cedrica pozwalało chyba stwierdzić, że był jako tako w jednym kawałku. Wiedziała, ze nawet gdyby był ranny, to nie dałby sobie pomóc póki był w stanie się sam poruszać. To była jakaś cecha brygadzistów i aurorów chyba. Gdyby natomiast był tak ranny, ze ruszać by się nie mógł, to by go tutaj w ogóle nie było, bo starsi koledzy usadziliby go w lecznicy, zwyczajnie odsyłając ze służby.
Słowa Portera były miłe, ale nie miały w sobie pokrycia. Nie mógł jej odprowadzić i nie chodziło tutaj o jego służbę. Nie. Dora zwyczajnie nie mogła mu na to pozwolić. Bardzo chciała, bo dzięki temu może poczułaby się bezpieczniej, ale wciąganie Cedrica w to, co działo się dookoła niej, było zwyczajnie niewłaściwe.
Pokręciła głową krótko, zanim nadgryzły ją lęki i zanim dym przemówił wreszcie wyraźnie. Całą tę noc goniło ją coś, co trudno jej było opisać. Jakiś niepokój i przeczucie, że nie była sama, że coś ciągnęło do niej. Coś, co zupełnie nie powinno. Nie wiedziała co takiego zrobiła, że te popielne potwory chciały pożreć akurat ją, ale chyba była to jej wada nadana z urodzenia - że nie rozumiała czemu była celem ataków, nawet jeśli doskonale to wiedziała.
To było trochę, jakby dym nauczył się od widm, szczególnie tego ostatniego, które przyszło jej oglądać. Syczało, wiło się, podążało za - i całe szczęście, że znowu nie wydawało z siebie skrzekliwej próby głosu Derwina. Dora nie potrzebowała wiele, żeby mieć na nowo łzy w oczach i dobrze może, że przed momentem Cedric zacisnął uścisk nieco mocniej.
SZLAAAAAAAAMYY...
- Nie, nie nie - Dora przez moment nie była pewna czy mówi do niego, czy może do tego co czaiło się w dymie. Spojrzeniem jednak wodziła po wzbijających się ku górze kłębach, znowu malutka i bezbronna. Porter chciał stąd odejść, ale przecież nie mógł z nią iść. Jeśli to za nią goniło całą noc to coś...? - Nie możesz ze mną iść. Cedric, nie możesz ze mną iść do domu - złapała go za rękę, ale tylko dlatego, że chciała w ten sposób odciągnąć tę, którą trzymał, a nie mogła się tak zwyczajnie szarpać.
POCHŁONIE WAS OOOGIEŃ...
Po twarzy Dory pociekły łzy, niemożliwe już do powstrzymania. Może była przerażona, bo to wszystko to było dla niej zwyczajnie za dużo, a może tak bardzo się bała bo za bardzo żerowało to na jej własnej historii i doświadczeniach jej matki. Całe jej życie było utkane ze strat i ostrożności. Oddawała małe kawałeczki siebie, starając się zachować pogodę ducha, ale przecież wiedziała jak świat wyglądał naprawdę.
- Musisz mnie puścić. On tu jest. Oni tu są i chcąc zrobić krzywdę wszystkim, którzy są tacy jak my. Ja... ja muszę wracać. Przysięgam, nic mi nie będzie. Ja potem wam... ja potem komuś z brygady wszystko opowiem, przysięgam...
Nie była kimś, kto nie wierzył kiedy coś się jej mówiło, a szybkie spojrzenie na Cedrica pozwalało chyba stwierdzić, że był jako tako w jednym kawałku. Wiedziała, ze nawet gdyby był ranny, to nie dałby sobie pomóc póki był w stanie się sam poruszać. To była jakaś cecha brygadzistów i aurorów chyba. Gdyby natomiast był tak ranny, ze ruszać by się nie mógł, to by go tutaj w ogóle nie było, bo starsi koledzy usadziliby go w lecznicy, zwyczajnie odsyłając ze służby.
Słowa Portera były miłe, ale nie miały w sobie pokrycia. Nie mógł jej odprowadzić i nie chodziło tutaj o jego służbę. Nie. Dora zwyczajnie nie mogła mu na to pozwolić. Bardzo chciała, bo dzięki temu może poczułaby się bezpieczniej, ale wciąganie Cedrica w to, co działo się dookoła niej, było zwyczajnie niewłaściwe.
Pokręciła głową krótko, zanim nadgryzły ją lęki i zanim dym przemówił wreszcie wyraźnie. Całą tę noc goniło ją coś, co trudno jej było opisać. Jakiś niepokój i przeczucie, że nie była sama, że coś ciągnęło do niej. Coś, co zupełnie nie powinno. Nie wiedziała co takiego zrobiła, że te popielne potwory chciały pożreć akurat ją, ale chyba była to jej wada nadana z urodzenia - że nie rozumiała czemu była celem ataków, nawet jeśli doskonale to wiedziała.
To było trochę, jakby dym nauczył się od widm, szczególnie tego ostatniego, które przyszło jej oglądać. Syczało, wiło się, podążało za - i całe szczęście, że znowu nie wydawało z siebie skrzekliwej próby głosu Derwina. Dora nie potrzebowała wiele, żeby mieć na nowo łzy w oczach i dobrze może, że przed momentem Cedric zacisnął uścisk nieco mocniej.
SZLAAAAAAAAMYY...
- Nie, nie nie - Dora przez moment nie była pewna czy mówi do niego, czy może do tego co czaiło się w dymie. Spojrzeniem jednak wodziła po wzbijających się ku górze kłębach, znowu malutka i bezbronna. Porter chciał stąd odejść, ale przecież nie mógł z nią iść. Jeśli to za nią goniło całą noc to coś...? - Nie możesz ze mną iść. Cedric, nie możesz ze mną iść do domu - złapała go za rękę, ale tylko dlatego, że chciała w ten sposób odciągnąć tę, którą trzymał, a nie mogła się tak zwyczajnie szarpać.
POCHŁONIE WAS OOOGIEŃ...
Po twarzy Dory pociekły łzy, niemożliwe już do powstrzymania. Może była przerażona, bo to wszystko to było dla niej zwyczajnie za dużo, a może tak bardzo się bała bo za bardzo żerowało to na jej własnej historii i doświadczeniach jej matki. Całe jej życie było utkane ze strat i ostrożności. Oddawała małe kawałeczki siebie, starając się zachować pogodę ducha, ale przecież wiedziała jak świat wyglądał naprawdę.
- Musisz mnie puścić. On tu jest. Oni tu są i chcąc zrobić krzywdę wszystkim, którzy są tacy jak my. Ja... ja muszę wracać. Przysięgam, nic mi nie będzie. Ja potem wam... ja potem komuś z brygady wszystko opowiem, przysięgam...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.