08.10.2025, 12:39 ✶
Możliwe, że był to też pierwszy raz kiedy Odys użył swojego mózgu.
Nie no pewnie robił to wielokrotnie, tylko Moody nie była tego świadkiem.
Albo nie zauważyła.
Obie wersje były prawdopodobne.
Opowiedziała mu co się stało. Potrzęsła się gdy dotarła do etapu widma rzucającego swoje przekleństwo. Wybuch. Szkło. Zakrwawiona twarz Thomasa. I potem... te krypne wieszczenia. Jada jada... imię bramą. Chciała wyklinać tego s...ss...s...ku... nie. Nawet nie była w stanie przeklinać. Nic. Strach był jej obcym uczuciem, zwykle jej układy wczesnego ostrzegania przez zagrożeniem były w chuj skiepszczone. Teraz zaś odczuwała go z całym impetem dwóch ton betonu wylanego na głowę.
Kazał jej się skupić. Skupiła się. Wbiła paznokcie w rękę. Oczy zeszkliły jej się od uwagi na bardzo pedalskim wahadełku. Nie powinna mu ufać. Musiała mu ufać. Lekko mrowiąca w głowę energia wsunęła się między mózgowe fałdy by znaleźć to jedno konkretne zdarzenie.
Oddychała spokojnie, po policzkach w końcu popłynęły łzy, jak krew popłynęła po skórze przedramienia.
A potem nagle wszystko zniknęło. Pamiętała że się bała. Pamiętała swoją frustrację. Ale czas przewinął się kilka lat do przodu, gdy cała sytuacja tak dotkliwa i bolesna, zdawała się ledwie nieśmiesznym żartem.
Wypuściła z siebie powietrze, wiedząc że jest już po wszystkim.
A potem... a potem rzuciła się Odysowi na szyję. Może nie była najbogatszym, najbardziej lansiarskim klientem na świecie. Może nie stanowiła przykładu empatii i ciepła, ale nie można było odmówić jej odruchom naturalności, którą próżno było szukać u wielu. Szczupłe ręce mocno zacisnęły się na jego szyi gdy zawisła jak pchła u obroży, płacząc sobie cicho, ale nie histerycznie.
– Nie żebym nie doceniała Twojego fiuta, ale to jest najbardziej zajebista rzecz jaką mi zrobiłeś Odie... – wymamrotała cicho, nie zamierzając bynajmniej go puścić w najbliższym czasie.
Nie no pewnie robił to wielokrotnie, tylko Moody nie była tego świadkiem.
Albo nie zauważyła.
Obie wersje były prawdopodobne.
Opowiedziała mu co się stało. Potrzęsła się gdy dotarła do etapu widma rzucającego swoje przekleństwo. Wybuch. Szkło. Zakrwawiona twarz Thomasa. I potem... te krypne wieszczenia. Jada jada... imię bramą. Chciała wyklinać tego s...ss...s...ku... nie. Nawet nie była w stanie przeklinać. Nic. Strach był jej obcym uczuciem, zwykle jej układy wczesnego ostrzegania przez zagrożeniem były w chuj skiepszczone. Teraz zaś odczuwała go z całym impetem dwóch ton betonu wylanego na głowę.
Kazał jej się skupić. Skupiła się. Wbiła paznokcie w rękę. Oczy zeszkliły jej się od uwagi na bardzo pedalskim wahadełku. Nie powinna mu ufać. Musiała mu ufać. Lekko mrowiąca w głowę energia wsunęła się między mózgowe fałdy by znaleźć to jedno konkretne zdarzenie.
Oddychała spokojnie, po policzkach w końcu popłynęły łzy, jak krew popłynęła po skórze przedramienia.
A potem nagle wszystko zniknęło. Pamiętała że się bała. Pamiętała swoją frustrację. Ale czas przewinął się kilka lat do przodu, gdy cała sytuacja tak dotkliwa i bolesna, zdawała się ledwie nieśmiesznym żartem.
Wypuściła z siebie powietrze, wiedząc że jest już po wszystkim.
A potem... a potem rzuciła się Odysowi na szyję. Może nie była najbogatszym, najbardziej lansiarskim klientem na świecie. Może nie stanowiła przykładu empatii i ciepła, ale nie można było odmówić jej odruchom naturalności, którą próżno było szukać u wielu. Szczupłe ręce mocno zacisnęły się na jego szyi gdy zawisła jak pchła u obroży, płacząc sobie cicho, ale nie histerycznie.
– Nie żebym nie doceniała Twojego fiuta, ale to jest najbardziej zajebista rzecz jaką mi zrobiłeś Odie... – wymamrotała cicho, nie zamierzając bynajmniej go puścić w najbliższym czasie.