23.10.2022, 12:29 ✶
- Niby tak, chodzą własnymi dorgami, ale jednak są trochę inne od standardowych, może faktycznie mam złe podejście do Salema. Czasem zapominam, że też jest po prostu kotem. - przez te kilka lat, od kiedy go dostała nawiązała że zwierzęciem bardzo silną więź, stał się jej przyjacielem. Powinna pamiętać o tym, że nie jest człowiekiem i nie kieruje się do końca tymi samymi wartościami i zasadami.
- Salem pewnie by się wkurzył, jakby jakiś pies trafił do cukierni. Zresztą wystarczą nam nasze rodowe koty. Dla Was jednak może to być całkiem dobry towarzysz. Może jak będziecie się nim razem opiekować, to nie będzie aż takie problematyczne? Zresztą w Waszej posiadłości pewnie zawsze się znajdzie ktoś, kto go wyprowadzi. - tak się jej przynajmniej wydawało.
-Właściwie możesz mieć rację, bez różnicy kiedy otworzę, ważne, żeby ściągnąć trochę osób, które zainteresują inne. - to było najważniejsze. - Niech więc będzie piętnasty. - decyzja została podjęta, nie było już odwrotu.
- Dużo czasu do początku kwietnia, zdążę wymyśleć coś zachwycającego. Na balu Longbottomów muszą być najlepsze ciasta! - zależało jej na tym, żeby przyjaciele faktycznie byli zadowoleni z jej wyrobów, kto jak kto ale oni byli jej najbliższą rodziną mimo tego, że nie z krwi.
- Jeszcze cztery lata i trafi do Hogwartu... Przeraża mnie to, wydaje mi się, że minęła krótka chwila od jej urodzenia, a to już siedem lat. - powiedziała nostalgicznie. - Właściwie to prawda, przecież na spokojnie może wrócić na stare śmieci, choć na chwilę. Mam jednak nadzieję, że znajdzie tu jakichś przyjaciół, nie masz może jakiś dzieciatych znajomych? - zapytała Brennę. Spodziewała się jednak, że nie, ale gdzieś tam może miała nadzieję.
- Salem pewnie by się wkurzył, jakby jakiś pies trafił do cukierni. Zresztą wystarczą nam nasze rodowe koty. Dla Was jednak może to być całkiem dobry towarzysz. Może jak będziecie się nim razem opiekować, to nie będzie aż takie problematyczne? Zresztą w Waszej posiadłości pewnie zawsze się znajdzie ktoś, kto go wyprowadzi. - tak się jej przynajmniej wydawało.
-Właściwie możesz mieć rację, bez różnicy kiedy otworzę, ważne, żeby ściągnąć trochę osób, które zainteresują inne. - to było najważniejsze. - Niech więc będzie piętnasty. - decyzja została podjęta, nie było już odwrotu.
- Dużo czasu do początku kwietnia, zdążę wymyśleć coś zachwycającego. Na balu Longbottomów muszą być najlepsze ciasta! - zależało jej na tym, żeby przyjaciele faktycznie byli zadowoleni z jej wyrobów, kto jak kto ale oni byli jej najbliższą rodziną mimo tego, że nie z krwi.
- Jeszcze cztery lata i trafi do Hogwartu... Przeraża mnie to, wydaje mi się, że minęła krótka chwila od jej urodzenia, a to już siedem lat. - powiedziała nostalgicznie. - Właściwie to prawda, przecież na spokojnie może wrócić na stare śmieci, choć na chwilę. Mam jednak nadzieję, że znajdzie tu jakichś przyjaciół, nie masz może jakiś dzieciatych znajomych? - zapytała Brennę. Spodziewała się jednak, że nie, ale gdzieś tam może miała nadzieję.