21.02.2023, 13:55 ✶
- Chciałabym przesadzać - odparła beztrosko, uśmiechając się w sposób iście rozbrajający. Cecily naprawdę była epicką niezdarą, bo zdolności motoryczne miała niebywale ograniczone przez słaby wzrok. Okulary robią, co mogą, żeby ułatwić jej funkcjonowanie, ale panna Lupin nie zawsze o nich pamięta, a jak już się uda, to często wiszą za nisko na nosie i w zasadzie nie spełniają swojej funkcji.
Jeśli chodziło o przedzieranie się przez gęstwiny oraz inne paryje, po których szlajać się nikt zdrowy na umyśle nie powinien, Ceci była poniekąd specjalistką. Zawdzięczała to rodzinnym wycieczkom w zapomniane przez człowieka, skrzaty oraz bóstwa miejsca, głównie niebywale zarośnięte lasy, do których ją oraz jej braci w każde wakacje i ferie zmuszał ojciec. Uważał, że nie ma niczego lepiej przygotowującego do życia od przetrwania w dziczy. Co prawda nie zmuszał ich do jedzenia szyszek (choć z braćmi nie raz próbowała), ale tym wypadom nie było daleko do biwaków mugolskich harcerzy.
Przynajmniej tak opowiadał jej Silas.
- Swoją drogą, proszę mi mówić po imieniu - oznajmiła, nagle stając w miejscu i wyciągając rękę w kierunku Gio. - Żadna ze mnie pani, Cecily jestem. - Nie lubiła formalności, ale też znała granice dobrego smaku. Nie zaczęłaby do niego mówić per ty z marszu, ale też wolała nie bawić się dłużej w grzeczności. W końcu obydwoje byli członkami Zakonu Feniksa, powinni zacieśnić swoje więzy, jeśli mieli nadstawiać dla siebie nawzajem karku.
Kiedy Giovanni wyczarował przed nimi schody z błota, była wręcz oczarowana. Poklepała go po ramieniu, zdecydowanie mocniej niż powinna, ewidentnie zadowolona z jego poczynań. Sama by na to nie wpadła, raczej robiłaby dziwne akrobacje, próbując nie spaść w sposób iście popisowy.
- Wspaniale! No to jazda - oświadczyła, po czym (jak to miała w zwyczaju) zaczęła zbiegać po schodach w dół, nie bardzo zwracając uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Po kilku stopniach jednak okazało się, że nie były aż tak stabilne, jak zdawać by się mogło - prawa noga Cecylii zanurzyła się aż po kostkę. Niestety, zanim połapała się, co zaszło, lewa noga mknęła już dalej, a więc Ceci koncertowo się poślizgnęła i zaczęła zjeżdżać na tyłku w dół tworu Urquarta, krzycząc przy tym z wrażenia.
Jeśli chodziło o przedzieranie się przez gęstwiny oraz inne paryje, po których szlajać się nikt zdrowy na umyśle nie powinien, Ceci była poniekąd specjalistką. Zawdzięczała to rodzinnym wycieczkom w zapomniane przez człowieka, skrzaty oraz bóstwa miejsca, głównie niebywale zarośnięte lasy, do których ją oraz jej braci w każde wakacje i ferie zmuszał ojciec. Uważał, że nie ma niczego lepiej przygotowującego do życia od przetrwania w dziczy. Co prawda nie zmuszał ich do jedzenia szyszek (choć z braćmi nie raz próbowała), ale tym wypadom nie było daleko do biwaków mugolskich harcerzy.
Przynajmniej tak opowiadał jej Silas.
- Swoją drogą, proszę mi mówić po imieniu - oznajmiła, nagle stając w miejscu i wyciągając rękę w kierunku Gio. - Żadna ze mnie pani, Cecily jestem. - Nie lubiła formalności, ale też znała granice dobrego smaku. Nie zaczęłaby do niego mówić per ty z marszu, ale też wolała nie bawić się dłużej w grzeczności. W końcu obydwoje byli członkami Zakonu Feniksa, powinni zacieśnić swoje więzy, jeśli mieli nadstawiać dla siebie nawzajem karku.
Kiedy Giovanni wyczarował przed nimi schody z błota, była wręcz oczarowana. Poklepała go po ramieniu, zdecydowanie mocniej niż powinna, ewidentnie zadowolona z jego poczynań. Sama by na to nie wpadła, raczej robiłaby dziwne akrobacje, próbując nie spaść w sposób iście popisowy.
- Wspaniale! No to jazda - oświadczyła, po czym (jak to miała w zwyczaju) zaczęła zbiegać po schodach w dół, nie bardzo zwracając uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Po kilku stopniach jednak okazało się, że nie były aż tak stabilne, jak zdawać by się mogło - prawa noga Cecylii zanurzyła się aż po kostkę. Niestety, zanim połapała się, co zaszło, lewa noga mknęła już dalej, a więc Ceci koncertowo się poślizgnęła i zaczęła zjeżdżać na tyłku w dół tworu Urquarta, krzycząc przy tym z wrażenia.