09.10.2025, 13:19 ✶
W drugim tygodniu swojej nowej zawodowej rzeczywistości, Lazarus zaczął wykształcać pewną rutynę, efektywną i wygodną. Około dziewiątej przychodziła poczta. Lovegood czekał na nią zwykle z kubkiem herbaty, którą pił, rozdzielając listy i przygotowując sobie front robót na pierwszą połowę dnia. Pracując w Biurze Celnym nie dbał specjalnie o to, co znajduje się w jego kubku, ale nowi współpracownicy szybko uświadomili mu, że napar naparowi nierówny. I że kambodżańska czarna będzie od teraz stanowiła podstawę jego nawodnienia w godzinach pracy, podobnie zresztą, jak reszty zespołu.
Nie jest wcale zła, pomyślał, zaciągając się jej szczególnym aromatem.
Usłyszał ruch za drzwiami, ale zamiast pracownika przynoszącego korespondencję, pojawił się nich Anthony Shafiq.
Wezwany Lazarus ułożył przeglądane właśnie pozostałe z poprzedniego dnia notatki na równy stosik, odstawił kubek w kąt biurka, pozostawiając blat zapraszająco pustym i udał się za szefem - bez pośpiechu, ale i bez zbędnego przedłużania.
Gabinet Shafiqa i Selwyna powitał go mieszanką zapachów - świeżo zaparzona kawa, wonne kadzidełko i… jakiś niepokojący podton, którego nie był w stanie zidentyfikować. Nie przejął się nim zbytnio - wciąż jeszcze zdarzało się, że od najróżniejszych przedmiotów i ludzi czuć było spalenizną, ba, jemu samemu jak dotąd nie udało się doprowadzić własnego mieszkania do porządku, mimo podjętych prób.
Cicho zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do mężczyzny za biurkiem.
- Tak? - spojrzał na niego pytająco. To musiało być coś nietypowego, skoro Anthony nie posłużył się żurawiem, jak zwykle.
Nie jest wcale zła, pomyślał, zaciągając się jej szczególnym aromatem.
Usłyszał ruch za drzwiami, ale zamiast pracownika przynoszącego korespondencję, pojawił się nich Anthony Shafiq.
Wezwany Lazarus ułożył przeglądane właśnie pozostałe z poprzedniego dnia notatki na równy stosik, odstawił kubek w kąt biurka, pozostawiając blat zapraszająco pustym i udał się za szefem - bez pośpiechu, ale i bez zbędnego przedłużania.
Gabinet Shafiqa i Selwyna powitał go mieszanką zapachów - świeżo zaparzona kawa, wonne kadzidełko i… jakiś niepokojący podton, którego nie był w stanie zidentyfikować. Nie przejął się nim zbytnio - wciąż jeszcze zdarzało się, że od najróżniejszych przedmiotów i ludzi czuć było spalenizną, ba, jemu samemu jak dotąd nie udało się doprowadzić własnego mieszkania do porządku, mimo podjętych prób.
Cicho zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do mężczyzny za biurkiem.
- Tak? - spojrzał na niego pytająco. To musiało być coś nietypowego, skoro Anthony nie posłużył się żurawiem, jak zwykle.