09.10.2025, 19:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2025, 19:19 przez Eugenia Jenkins.)
– Och a więc jest i nasz Merlin! Cóż, przy takiej prezencji nic dziwnego, że inspirował pokolenia czarodziei i nade wszystko czarownic... – piękna twarz Ministry rozjaśniła się w uśmiechu, który zapewne przez kolor szminki niósł ze sobą odrobinę drapieżności. Zaraz potem przeniosła wzrok na Electrę i zmrużyła nieco oczy. Wciąż się uśmiechała, ale zdawało się, że był to uśmiech nieco chłodniejszy. – Panna Prewett... kojarzę pani letnią sesję w Czarownicy? – Ni to zapytała, ni to stwierdziła, odstawiając pusty już kieliszek na prezydialny stół.
Widać było, że Jenkins w pewnym sensie znużona była całą imprezą, mimo usilnych starań dyrektora teatru, który dwoił się i troił by Ministrze było na tym wydarzeniu komfortowo. Tymczasem - podobnie jak Samantha, tak i autorka sztuki odeszła gdzieś na bok pozostawiając im przestrzeń do rozmowy, może też nie chcąc powiedzieć kilku słów za dużo, by ciemne chmury nie pojawiły się znów - tym razem, nad rodową chlubą, teatrem The Globe. Tymczasem gość honorowy znów skupił się na gwieździe przedstawienia, bo o ileż nie lubiła zbyt długo przypatrywać się młodym i pięknym dziewczętom, o tyle z chłopiętami w swoim otoczeniu nie miała już takiego problemu.
– Jakież to uczucie, móc być przez moment kimś innym? Kimś... wybitnym? Jakież to uczucie, wychodzić na scenę, a potem schodzić z niej i być znów... zwykłym obywatelem? Jestem ciekawa panie Selwynie Juniorze. Zamierza pan iść w ślady ojca i zostać nudziarzem za biurkiem? – Nim Everett zdążył odpowiedzieć zaśmiała się swobodnie, choć nie na tyle głośno, by być posądzoną o nadmiar alkoholu we krwi. Dłoń ukryta w rękawiczce osiadła na piersi głowy rodu i dyrektora teatru w jednej osobie. – Och mój drogi, nie napuszaj się tak bardzo. Oboje wiemy, że spiłowałeś paznokietki i zmyłeś z siebie pudry i róże, aby dawać obywatelom zasłużony odpoczynek po ciężkiej pracy. Czy jednak Twoja krew chce podążyć w Twoje ślady? To mnie ciekawi. Może syn pragnie przeskoczyć ojca, tak jak zawsze uczniowie marzą sobie by przeskoczyć mistrzów. Nawet jeśli nikomu nie udało się tego uczynić z dziedzictwem Merlina. A zatem Drogi Panie? – chłodne, kalkulujące oczy utkwione zostały w Hannibalu. – Jaką ścieżkę Pan widzi przed sobą?
Widać było, że Jenkins w pewnym sensie znużona była całą imprezą, mimo usilnych starań dyrektora teatru, który dwoił się i troił by Ministrze było na tym wydarzeniu komfortowo. Tymczasem - podobnie jak Samantha, tak i autorka sztuki odeszła gdzieś na bok pozostawiając im przestrzeń do rozmowy, może też nie chcąc powiedzieć kilku słów za dużo, by ciemne chmury nie pojawiły się znów - tym razem, nad rodową chlubą, teatrem The Globe. Tymczasem gość honorowy znów skupił się na gwieździe przedstawienia, bo o ileż nie lubiła zbyt długo przypatrywać się młodym i pięknym dziewczętom, o tyle z chłopiętami w swoim otoczeniu nie miała już takiego problemu.
– Jakież to uczucie, móc być przez moment kimś innym? Kimś... wybitnym? Jakież to uczucie, wychodzić na scenę, a potem schodzić z niej i być znów... zwykłym obywatelem? Jestem ciekawa panie Selwynie Juniorze. Zamierza pan iść w ślady ojca i zostać nudziarzem za biurkiem? – Nim Everett zdążył odpowiedzieć zaśmiała się swobodnie, choć nie na tyle głośno, by być posądzoną o nadmiar alkoholu we krwi. Dłoń ukryta w rękawiczce osiadła na piersi głowy rodu i dyrektora teatru w jednej osobie. – Och mój drogi, nie napuszaj się tak bardzo. Oboje wiemy, że spiłowałeś paznokietki i zmyłeś z siebie pudry i róże, aby dawać obywatelom zasłużony odpoczynek po ciężkiej pracy. Czy jednak Twoja krew chce podążyć w Twoje ślady? To mnie ciekawi. Może syn pragnie przeskoczyć ojca, tak jak zawsze uczniowie marzą sobie by przeskoczyć mistrzów. Nawet jeśli nikomu nie udało się tego uczynić z dziedzictwem Merlina. A zatem Drogi Panie? – chłodne, kalkulujące oczy utkwione zostały w Hannibalu. – Jaką ścieżkę Pan widzi przed sobą?