Odkąd zamieszkali znów osobno, nie musieli się sobą interesować wzajemnie. To też Rodolphus nie musiał wiedzieć o problemach ze snem u Nicholasa, który mu o nich dodatkowo nie mówił. Jak i temu, że musi mieć drzwi otwarte w sypialni. Bez środków nasennych w postaci eliksirów czy zapachu odpowiednich kadzideł, także nie zaśnie. Wystarczy, że widział go już w fatalnym stanie, o którym zaś wspomniał. Problemy z sercem, a teraz ten dokuczliwy kaszel.
"Czy to takie dziwne?" – powtórzył w myślach jego słowa, jego pytanie. On sam nie uronił łzy, gdy zmarł Robert, jego mentor. Nie okazywał tego zewnętrznie. Ale ból straty odczuwał wewnętrznie. W każdej chwili wspominając daną osobę. Jak poczułby się w przypadku straty Rodolphusa? Być może reakcja byłaby podobna. A może żadna? Trudno przewidzieć, jak rozwinie się ta relacja, jak to będzie wyglądało w przyszłości.
Gdy padła odpowiedź twierdząca, Travers przez moment jeszcze wpatrywał się w Lestrange’a, próbując zrozumieć powód, dla którego ten śmierciożerca, współpracownik, były współlokator, miałby się nim przejmować.
Uniósł lekko kącik ust do góry, jakby próbował odebrać te słowa w geście zabawnym. Mogło to nie wyjść. Mogło wyglądać na inny odbiór. Ale odwrócił głowę. Odkaszlnął swoje. Drugiej dłoni wciąż nie zabierał, kiedy Lestrange podjął kolejny krok, gładzenia jej kciukiem.
- Dokończyłbyś herbatę? Suszy mnie w gardle.Zapytał, zmieniając temat. Chcąc go widocznie zakończyć. A może porozmawiają o czymś innym? Lubże posiedzą w milczeniu, jak na niewymownych przystało. W samotnej ciszy swojego towarzystwa, obserwując małe stworzenie będące pod kloszem, bawiące się kwiatkiem.