09.10.2025, 23:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2025, 00:21 przez Alexander Mulciber.)
Gdy padły wystrzały, nie drgnął. Siedział wyprostowany, wpatrzony w ołtarz. Dopiero po dłuższej chwili sięgnął do swojego ucha. Tego, na które prawie wcale nie słyszał od czasu bójki z Louvainem. Zaczął się na tym przyłapywać, co napawało go irytacją, zamaskował jednak swój gest, odgarniając z twarzy zdecydowanie już przydługie włosy. Do Helloise siedział zwrócony zdrowym uchem. To leśne licho z jakiegoś powodu zawsze wiedziało, do którego należy szeptać. Zastanawiał się, czy wyczytała to z jego ruchów. Ze sposobu, w jaki obracał głowę, gdy próbował pochwycić jej głos.
A więc zapraszasz głuchego do swej relacji z ptakami?
– Nietrudno zmusić ptaki do śpiewu – stwierdził obojętnie. Odczekał chwilę, zanim zamrugał, żeby pozbyć się spod powiek wspomnienia zapłakanej twarzy Lorien. Czuł się winny, gdy wspominał, jak na mocy zaklęcia rozkazał jej, aby mu zaśpiewała. A jednak nie mógł zmusić się do tego, aby żałować. Nie żałował.
A może po prostu jego żal nie należał już do niego.
– Sama wiesz o tym najlepiej, choć wolisz łapać ich pieśni w spódnicę, tak jak zbierasz dojrzałe owoce, po tym jak spadły z drzew. Wolisz, gdy przychodzą dobrowolnie, pod czułym dotykiem ręki, która dokarmia je na zimę. A jednak tymi samymi rękoma drzesz z nich przecież pierze, gdy potrzebujesz cieplejszej pierzyny. – Kierowany nagłym przeczuciem, zmienił ton na łagodniejszy, odwracając na chwilę spojrzenie w stronę Helloise, jak gdyby chciał... Nie wiedział, co chciał. Ale gdy odezwał się znowu, cichszym jeszcze szeptem, brzmiał inaczej. Głębiej. – Ptaki śpiewają swoje piosenki same dla siebie. Różdżkarz zawłaszcza magiczne pióra, a rzeźnik tuszę, ale żaden człowiek nie może zawłaszczyć ich piosenek. Nieważne, czy zły, czy dobry. Ich piosenki może nieść tylko wiatr. A wiatr wieje wszędzie. Spróbuj złapać wiatr. Spróbuj z nim zatańczyć.
Jakie piosenki niósł wiatr na ptasich skrzydłach? Jakie wróżby mógł wyczytać augur z ich lotu? Czy były dla Geraldine i Ambroise'a?
Znów zaszumiał mu strumień. Strumień, a nie las, w którym coś szeleściło między drzewami. "To tylko wiatr", rzucił ktoś, ale Alexander wiedział lepiej. Skupił na chwilę spojrzenie na Millie Moody, której przypadła w udziale rola świadkowej. Ciekawe, czy coś wyczuła. Czy wyczuła wpływ Limbo. Wszystko wydawało się przez chwilę niestabilne, jak podczas koniunkcji sfer, gdy falując, powstawały nowe światy. A może to tylko rozgrzane powietrze falowało w świetle pochodni.
– Ustawiły się tak, jak ustawiają się Hiady w Byku w porę urodzaju – mruknął, śledząc spod oka lot wypłoszonych z lasu ptasząt. – Bogactwo. Dostatek. Obfitość.
Zamrugał, zanim zszedł z powrotem na ziemię.
Nie słuchał kazania. Nasłuchiwał krzyku ptaków.
Gdy nadeszła właściwa pora, powstrzymał Helloise łagodnie, ale stanowczo przed podejściem do państwa młodych. Nie chciał uczestniczyć w obrzędzie. Nie dlatego, że nie życzył Geraldine i Ambroise'owi szczęścia, wręcz przeciwnie. Dlaczego więc zadecydował tak, a nie inaczej? Odpowiedź kryła się w dłoni, którą wyciągnął przewidująco w stronę Helloise. Wciąż drżała. Wiążąc wstęgę na rękach nowożeńców, w ruchu wymagającym większej precyzji, niechybnie zaczęłaby drżeć silniej. A chociaż Alexander Mulciber nie miał się za człowieka dumnego, duma nie pozwalała mu pokazywać swej słabości przy wszystkich. Nieważne, że dla uważnego obserwatora była oczywistą już na pierwszy rzut oka.
Obrócił jedną z lilijek na jej podołku, tak, żeby wskazywała północ.
A więc zapraszasz głuchego do swej relacji z ptakami?
– Nietrudno zmusić ptaki do śpiewu – stwierdził obojętnie. Odczekał chwilę, zanim zamrugał, żeby pozbyć się spod powiek wspomnienia zapłakanej twarzy Lorien. Czuł się winny, gdy wspominał, jak na mocy zaklęcia rozkazał jej, aby mu zaśpiewała. A jednak nie mógł zmusić się do tego, aby żałować. Nie żałował.
A może po prostu jego żal nie należał już do niego.
– Sama wiesz o tym najlepiej, choć wolisz łapać ich pieśni w spódnicę, tak jak zbierasz dojrzałe owoce, po tym jak spadły z drzew. Wolisz, gdy przychodzą dobrowolnie, pod czułym dotykiem ręki, która dokarmia je na zimę. A jednak tymi samymi rękoma drzesz z nich przecież pierze, gdy potrzebujesz cieplejszej pierzyny. – Kierowany nagłym przeczuciem, zmienił ton na łagodniejszy, odwracając na chwilę spojrzenie w stronę Helloise, jak gdyby chciał... Nie wiedział, co chciał. Ale gdy odezwał się znowu, cichszym jeszcze szeptem, brzmiał inaczej. Głębiej. – Ptaki śpiewają swoje piosenki same dla siebie. Różdżkarz zawłaszcza magiczne pióra, a rzeźnik tuszę, ale żaden człowiek nie może zawłaszczyć ich piosenek. Nieważne, czy zły, czy dobry. Ich piosenki może nieść tylko wiatr. A wiatr wieje wszędzie. Spróbuj złapać wiatr. Spróbuj z nim zatańczyć.
Jakie piosenki niósł wiatr na ptasich skrzydłach? Jakie wróżby mógł wyczytać augur z ich lotu? Czy były dla Geraldine i Ambroise'a?
Rzut Symbol 1d258 - 244
Wodospad (bogactwo)
Wodospad (bogactwo)
Znów zaszumiał mu strumień. Strumień, a nie las, w którym coś szeleściło między drzewami. "To tylko wiatr", rzucił ktoś, ale Alexander wiedział lepiej. Skupił na chwilę spojrzenie na Millie Moody, której przypadła w udziale rola świadkowej. Ciekawe, czy coś wyczuła. Czy wyczuła wpływ Limbo. Wszystko wydawało się przez chwilę niestabilne, jak podczas koniunkcji sfer, gdy falując, powstawały nowe światy. A może to tylko rozgrzane powietrze falowało w świetle pochodni.
– Ustawiły się tak, jak ustawiają się Hiady w Byku w porę urodzaju – mruknął, śledząc spod oka lot wypłoszonych z lasu ptasząt. – Bogactwo. Dostatek. Obfitość.
Zamrugał, zanim zszedł z powrotem na ziemię.
Nie słuchał kazania. Nasłuchiwał krzyku ptaków.
Gdy nadeszła właściwa pora, powstrzymał Helloise łagodnie, ale stanowczo przed podejściem do państwa młodych. Nie chciał uczestniczyć w obrzędzie. Nie dlatego, że nie życzył Geraldine i Ambroise'owi szczęścia, wręcz przeciwnie. Dlaczego więc zadecydował tak, a nie inaczej? Odpowiedź kryła się w dłoni, którą wyciągnął przewidująco w stronę Helloise. Wciąż drżała. Wiążąc wstęgę na rękach nowożeńców, w ruchu wymagającym większej precyzji, niechybnie zaczęłaby drżeć silniej. A chociaż Alexander Mulciber nie miał się za człowieka dumnego, duma nie pozwalała mu pokazywać swej słabości przy wszystkich. Nieważne, że dla uważnego obserwatora była oczywistą już na pierwszy rzut oka.
Obrócił jedną z lilijek na jej podołku, tak, żeby wskazywała północ.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat