23.10.2022, 12:34 ✶
Ida pokręciła głową, nie w kpinie, a prędzej jakiegoś rodzaju niedowierzaniem. Z ust wypłynął kolejny obłok zręcznie ukręconej chmury dymu. - Cóż, może nie wspominaj o tym Alastorowi, bo jeszcze mu się w głowie poprzewraca. - Jeśli miałaby cokolwiek ugotować kiedyś dla brata, istniało ryzyko, że mimowolnie doprowadziłaby sama do przedwczesnego zgonu mężczyzny. Wyprostowała się nieco na krześle, strzyknięcie w kręgosłupie i nieprzyjemne uwieranie łopatki przypominało dobitnie, że nie powinna długo siedzieć w jednej pozycji. Historia Brenny jak każda wypowiedź detektyw, miała absolutny sens i pewnego rodzaju morał, który naprawdę dawał nadzieję, a przynajmniej powinien. Longbottom zdawała się mieć talent, do podchodzenia do problemów od rzeczowej i wyrozumiałej strony, coś, czego Ida nigdy nie zdołała opanować.
- Ha. - Z gardła wydobył się gardłowy, krótki śmiech. Nawet przeszłością można było wpływać na wydarzenia jeszcze nieodbyte, zatem co ona sama mogła powiedzieć o sobie? Że proroctwa przynajmniej w jej przypadku nigdy nie przypominały podręcznikowych opisów? Że z powodu swych naiwnych emocji przeżywała znaki, tak jakby dotyczyły jej samej, a potem musiała zmuszeniem budzić się z odmętów szaleństwa. Granica była bardzo cienka, Zeneida wiedziała o tym doskonale, balansowała bowiem na niej od lat.
- Widziałam coś... Tak, coś. Nie wiem nawet w zasadzie, czym mogło to być, ale na pewno była tam śmierć. - Zmiażdżyła niedopałek na podstawce od kawy. Nigdy nie uważała się za osobę idealną. Zapewne wad miała w sobie nawet więcej niż zalet i tak jak nigdy nie stanowiło to dla Idy problemu, na jednym mogła polegać od zawsze. Intuicji.
- Po prostu mam wrażenie, że będzie się dziać coś innego. Powietrze jest ciężkie, znaki zapytania większe, a głos w głowie donośniejszy. - Zniżyła głos, nachylając się lekko nad stolikiem. - Zakon Feniksa jest wciąż na początku swojej drogi, to doskonały moment, żeby ktoś chciał nas zdusić w zarodku. - Ze splotu warkocza wysunęło się kilka kosmyków, które okalały owalny kształt twarzy Idy. Z poważnym jej wyrazem, pełnymi ustami i zmarszczonymi w niepokoju brwiami musiała wyglądać, jakby jej zależało. Taka zresztą chyba była prawda. Mogła to okazywać na różne sposoby, często nie zgadzać się z zachowaniami innych, ale na swój sposób traktowała członków Zakonu, jako jednych z nielicznych, którym mogła ufać. Chociażby do pewnego stopnia.
Westchnęła głęboko, ledwo dając Brennie czas na reakcję. Dłonie powędrowały do góry, a stawy strzyknęły w napięciu.
- A tak, coś kojarzę. Figg, prawda? Co to będzie? Piekarnia?
- Ha. - Z gardła wydobył się gardłowy, krótki śmiech. Nawet przeszłością można było wpływać na wydarzenia jeszcze nieodbyte, zatem co ona sama mogła powiedzieć o sobie? Że proroctwa przynajmniej w jej przypadku nigdy nie przypominały podręcznikowych opisów? Że z powodu swych naiwnych emocji przeżywała znaki, tak jakby dotyczyły jej samej, a potem musiała zmuszeniem budzić się z odmętów szaleństwa. Granica była bardzo cienka, Zeneida wiedziała o tym doskonale, balansowała bowiem na niej od lat.
- Widziałam coś... Tak, coś. Nie wiem nawet w zasadzie, czym mogło to być, ale na pewno była tam śmierć. - Zmiażdżyła niedopałek na podstawce od kawy. Nigdy nie uważała się za osobę idealną. Zapewne wad miała w sobie nawet więcej niż zalet i tak jak nigdy nie stanowiło to dla Idy problemu, na jednym mogła polegać od zawsze. Intuicji.
- Po prostu mam wrażenie, że będzie się dziać coś innego. Powietrze jest ciężkie, znaki zapytania większe, a głos w głowie donośniejszy. - Zniżyła głos, nachylając się lekko nad stolikiem. - Zakon Feniksa jest wciąż na początku swojej drogi, to doskonały moment, żeby ktoś chciał nas zdusić w zarodku. - Ze splotu warkocza wysunęło się kilka kosmyków, które okalały owalny kształt twarzy Idy. Z poważnym jej wyrazem, pełnymi ustami i zmarszczonymi w niepokoju brwiami musiała wyglądać, jakby jej zależało. Taka zresztą chyba była prawda. Mogła to okazywać na różne sposoby, często nie zgadzać się z zachowaniami innych, ale na swój sposób traktowała członków Zakonu, jako jednych z nielicznych, którym mogła ufać. Chociażby do pewnego stopnia.
Westchnęła głęboko, ledwo dając Brennie czas na reakcję. Dłonie powędrowały do góry, a stawy strzyknęły w napięciu.
- A tak, coś kojarzę. Figg, prawda? Co to będzie? Piekarnia?
give me a bitter glory.