10.10.2025, 22:44 ✶
– Och, nie udawaj, że nie wiesz, mówisz zawsze bardzo wprost – parsknęła z odrobiną rozbawienia. - Hej, nie miałam pojęcia, że są kradzione, a potem je odniosłam.
Cholerny Thoran - Wcale - Nie - Yaxley naprawdę nieźle ją wtedy wrobił. Może i mogła o samej historii opowiadać jakby dzieliła się dobrym żartem, bo samo noszenie krzeseł czy danie mu pieniędzy na piwo z perspektywy czasu stały się anegdotą, w istocie jednak wciąż czuła i pewną irytację, gdy myślała o tym, jak bardzo namieszał jej w głowie. Znajomy, zachowujący się w ten sposób, to coś innego niż ktoś bawiący się umysłem, co przydarzało się jej ostatnio trochę zbyt często. I naprawdę żałowała mocniej niż kiedykolwiek, że nie opanowała sztuki oklumencji. Może to jej powinna była się uczyć, a nie fal. Ilu takich Thoranów chodziło po świecie? Co jeszcze inni mogli wcisnąć do głowy człowieka? Między innymi dlatego tak długo się wahała, zanim wreszcie próbowała pozbyć się lęku przed ogniem u hipnotyzera – najpierw u Romulusa, potem dwóch innych…
Nie powiedziała jednak już nic więcej, bo gdy pojawiła się Geraldine, cała na biało, wypadało się całkowicie skupić na ceremonii. Milczała grzecznie podczas kazania Sebastiana, uśmiechnęła się lekko, kiedy Macmillan zawiązał materiał, błogosławiąc związek młodych, pochyliła nawet na moment głowę, jeżeli nie w modlitwie, to przynajmniej w wyrazie pewnego szacunku wobec rytuału. Szept Atreusa wyrwał ją z zamyślenia, ale odpowiedziała używając fal, nie chcąc zaczynać rozmowy na głos, póki młodzi nie odejdą od ołtarza.
Może są jakieś magiczne? – padło, głos niesłyszalny dla nikogo innego, gdy zawiązano już pozostałe wstęgi. Coś tam błyszczało srebrem, ale niektóre były chyba kolorowe, ze swojego miejsca nie widziała dokładnie. I potem jakoś znikną albo się pomniejszą, albo coś takiego? Inaczej jeśli później każdy pobiegnie taką zawiązać, to jeszcze zrujnują strój Ger, a byłoby szkoda, wygląda naprawdę wspaniale.
Cholerny Thoran - Wcale - Nie - Yaxley naprawdę nieźle ją wtedy wrobił. Może i mogła o samej historii opowiadać jakby dzieliła się dobrym żartem, bo samo noszenie krzeseł czy danie mu pieniędzy na piwo z perspektywy czasu stały się anegdotą, w istocie jednak wciąż czuła i pewną irytację, gdy myślała o tym, jak bardzo namieszał jej w głowie. Znajomy, zachowujący się w ten sposób, to coś innego niż ktoś bawiący się umysłem, co przydarzało się jej ostatnio trochę zbyt często. I naprawdę żałowała mocniej niż kiedykolwiek, że nie opanowała sztuki oklumencji. Może to jej powinna była się uczyć, a nie fal. Ilu takich Thoranów chodziło po świecie? Co jeszcze inni mogli wcisnąć do głowy człowieka? Między innymi dlatego tak długo się wahała, zanim wreszcie próbowała pozbyć się lęku przed ogniem u hipnotyzera – najpierw u Romulusa, potem dwóch innych…
Nie powiedziała jednak już nic więcej, bo gdy pojawiła się Geraldine, cała na biało, wypadało się całkowicie skupić na ceremonii. Milczała grzecznie podczas kazania Sebastiana, uśmiechnęła się lekko, kiedy Macmillan zawiązał materiał, błogosławiąc związek młodych, pochyliła nawet na moment głowę, jeżeli nie w modlitwie, to przynajmniej w wyrazie pewnego szacunku wobec rytuału. Szept Atreusa wyrwał ją z zamyślenia, ale odpowiedziała używając fal, nie chcąc zaczynać rozmowy na głos, póki młodzi nie odejdą od ołtarza.
Może są jakieś magiczne? – padło, głos niesłyszalny dla nikogo innego, gdy zawiązano już pozostałe wstęgi. Coś tam błyszczało srebrem, ale niektóre były chyba kolorowe, ze swojego miejsca nie widziała dokładnie. I potem jakoś znikną albo się pomniejszą, albo coś takiego? Inaczej jeśli później każdy pobiegnie taką zawiązać, to jeszcze zrujnują strój Ger, a byłoby szkoda, wygląda naprawdę wspaniale.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.