12.10.2025, 14:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2025, 14:49 przez Thomas Figg.)
Popatrzył uważnie na Basiliusa, kiedy wspomniał o zapłacie. Pogrzebał chwilę w kieszeni i popatrzył na to co wyciągnął. Może nie były to galeony, ale za to coś smacznego.
- Taka zapłata może być? Jeden z moich ulubionych - zapytał wciskając mu w dłoń czekoladowego cukierka, który wprost rozpływał się w ustach i wyszczerzył zadowolony.
- Widzisz Millie, nawet lekarz mówi, że śmierć to nic takiego! - wykrzyknął jakby prezenty na gwiazdkę były w tym roku podwójnie wręczane i właśnie teraz dostali pierwszą partię. Co z tego, że chodziło im o karty, a nie o faktyczną śmierć. To było już naprawdę drugorzędne, jeżeli chcieli przekonać do czegoś Thomasa... Cóż, jeżeli zaczyna się grę w szachy z gołębiem, to nie można się dziwić jej wynikiem.
- Ale... ekhem... ekhem... to nie od fajek - bronił się trzymając za klatkę piersiową, ale kiepsko mu to szło, bo więcej sił i uwagi poświęcał na to, żeby jednak nie wypluć swoich płuc. Dlatego nie oponował przed zabraniem mu papierosa i wyrzuceniem go, po prostu zapali nowego, jak już dojdzie do siebie.
- Ale co ja zrobiłem? Nie moja wina, że przez tamtych inteligentów nawdychałem się demonicznych oparów - próbował się bronić, ale zaraz też urwał. Nie był pewien ile Prewett wie o jego styczności z demonem i tego co się wydarzyło tamtej nocy, ale jakoś nie czuł się na siłach, aby przez to przebrnąć tego wieczoru. Zresztą nie wiedział czy chce, to nie brzmiało jak zabawna historia pomagająca zacisnąć więzy między ludźmi.
- Przecież żyje, nic mi nie jest tylko kaszel, niedługo samo przejdzie - powiedział nie wiedząc, czy bardziej chce przekonać Millie, Basiliusa czy samego siebie. Fakt faktem jednak, że od początku września wcale mu się nie poprawiało z czasem, co zaczynało go nieco niepokoić, bo co jak nigdy nie przejdzie?
To "prezent" od tego demona, co jak jesteś opętany?
Głos zdecydowanie mu nie pomagał. Dlatego bez marudzenia wychylił na raz podaną mu fiolkę i ściskając ją w dłonie popatrzył uważnie na Millie. Nikt nie mówił, że to zamiana na lepsze albo pozytywna zmiana, dlatego nadal był sceptycznie nastawiony co do tej karty. Może i była najważniejsza, ale za to niekoniecznie niosła za sobą pozytywny wydźwięk, ale czy powinien spodziewać się czegoś innego. Od Millie powiódł spojrzeniem do Basiliusa i wracając do kobiety mruknął pod nosem.
- Wielka zmiana... - powiedział cicho do siebie patrząc na ściskaną w dłonie fiolkę po eliksirze. Dlaczego miał takie niejasne przeczucie, że wcale m się te zmiany nie spodobają? Ale robienie dobrej miny do złej gry, było jego specjalnością.
- Mądry wybór, na moich kudłach byś tylko szczotkę połamała... - zmrużył oczy i popatrzył na Millie odchodzącą z pustą fiolką po eliksirze. - Chyba, ze znowu byś użyła tej drucianej, ale wtedy to bym łysy skończył - wzdrygnął się myśląc o tym, że mógłby skończyć łysy. Przecież szła zima, musiałby ciągle nosić czapkę i w ogóle, byłoby mu cały czas chłodno, nawet w domu.
- Mojego mówiącego? Raczej nie znajdę go w tej talii, ale niedługo go odwiedzi, skoro tu mieszkam, to nie mogę Norze go zostawiać na głowie ciągle, ma dość swoich spraw - powiedział ale zabrał się za tasowanie kart patrząc przez chwilę na pozostałą dwójkę.
- No dobra, zobaczmy czy mi się uda wyciągnąć pokera - powiedział rozdając sobie pięć kart rewersem do góry. Odkładając talię na bok wziął wylosowane karty i spojrzał co mu się trafiło.
- Hmmm, no pokera z tego nie będzie - mruknął patrząc na karty i przyglądając się tym osobliwym ilustracją, które znajdowały się na awersach kart. - Ale potencjał na wysoką rękę jest. Dwóch króli i piątka, zdecydowanie nie jest źle - pokiwał głową z miną znawcy, chociaż tak naprawdę na hazardzie i na pokerze znał się tyle co na gotowaniu. No dobra, na pokerze jednak nieco bardziej.
- Ale chciałbym poznać tego co robił te ilustracje, musiał czerpać z bardzo ciekawej inspiracji - dodał kładąc przed sobą karty jedna obok drugiej. - Bo popatrzcie, najpierw kot był silny i chodził sobie z wiankiem na głowie, prawie jak cesarz rzymski z wieńcem laurowym. A potem właśnie zrobili go królem, dali nawet jakąś śmieszną drewnianą koroną. Jak nic na to ktoś wpadł po poznaniu kotów Figgów. - kontynuował swoje opowiadanie i pokazał teraz na trzecią kartę. - A tu już ma prawdziwą koronę, ale to inny kot, może jego potomek? No ale siedzi przy Excaliburze, kot władający Anglią, pewnie nazwaliby go Król Purrrtur, chociaż mi bardziej wygląda na Króla Miauczka I.- ton znawcy, a jakże, bo kto mógłby znać się na tych czworołapnych sierściuchach lepiej niż on, Figg.
- Ale potem chyba trafił do złego towarzystwa, bo zamiast rządzić krajem to zajął się czarami i zaczął latać nad pentagramami. Dość ciekawy wybór. - popatrzył na ostatnią kartę z chwilą zastanowienia. -Ale to się nie spodobało poddanym i go wygoniono do lasu z dziwnym księżycem. Pewnie to magiczny las, gdzie zawsze jest noc po prostu i dlatego księżyc jest taki dziwny - pokiwał głową jakby faktycznie rozgryzł zagadkę.
- No ale mam jedną parę, więc nie jest źle - zakończył pukając obu króli palcami.
- Taka zapłata może być? Jeden z moich ulubionych - zapytał wciskając mu w dłoń czekoladowego cukierka, który wprost rozpływał się w ustach i wyszczerzył zadowolony.
- Widzisz Millie, nawet lekarz mówi, że śmierć to nic takiego! - wykrzyknął jakby prezenty na gwiazdkę były w tym roku podwójnie wręczane i właśnie teraz dostali pierwszą partię. Co z tego, że chodziło im o karty, a nie o faktyczną śmierć. To było już naprawdę drugorzędne, jeżeli chcieli przekonać do czegoś Thomasa... Cóż, jeżeli zaczyna się grę w szachy z gołębiem, to nie można się dziwić jej wynikiem.
- Ale... ekhem... ekhem... to nie od fajek - bronił się trzymając za klatkę piersiową, ale kiepsko mu to szło, bo więcej sił i uwagi poświęcał na to, żeby jednak nie wypluć swoich płuc. Dlatego nie oponował przed zabraniem mu papierosa i wyrzuceniem go, po prostu zapali nowego, jak już dojdzie do siebie.
- Ale co ja zrobiłem? Nie moja wina, że przez tamtych inteligentów nawdychałem się demonicznych oparów - próbował się bronić, ale zaraz też urwał. Nie był pewien ile Prewett wie o jego styczności z demonem i tego co się wydarzyło tamtej nocy, ale jakoś nie czuł się na siłach, aby przez to przebrnąć tego wieczoru. Zresztą nie wiedział czy chce, to nie brzmiało jak zabawna historia pomagająca zacisnąć więzy między ludźmi.
- Przecież żyje, nic mi nie jest tylko kaszel, niedługo samo przejdzie - powiedział nie wiedząc, czy bardziej chce przekonać Millie, Basiliusa czy samego siebie. Fakt faktem jednak, że od początku września wcale mu się nie poprawiało z czasem, co zaczynało go nieco niepokoić, bo co jak nigdy nie przejdzie?
To "prezent" od tego demona, co jak jesteś opętany?
Głos zdecydowanie mu nie pomagał. Dlatego bez marudzenia wychylił na raz podaną mu fiolkę i ściskając ją w dłonie popatrzył uważnie na Millie. Nikt nie mówił, że to zamiana na lepsze albo pozytywna zmiana, dlatego nadal był sceptycznie nastawiony co do tej karty. Może i była najważniejsza, ale za to niekoniecznie niosła za sobą pozytywny wydźwięk, ale czy powinien spodziewać się czegoś innego. Od Millie powiódł spojrzeniem do Basiliusa i wracając do kobiety mruknął pod nosem.
- Wielka zmiana... - powiedział cicho do siebie patrząc na ściskaną w dłonie fiolkę po eliksirze. Dlaczego miał takie niejasne przeczucie, że wcale m się te zmiany nie spodobają? Ale robienie dobrej miny do złej gry, było jego specjalnością.
- Mądry wybór, na moich kudłach byś tylko szczotkę połamała... - zmrużył oczy i popatrzył na Millie odchodzącą z pustą fiolką po eliksirze. - Chyba, ze znowu byś użyła tej drucianej, ale wtedy to bym łysy skończył - wzdrygnął się myśląc o tym, że mógłby skończyć łysy. Przecież szła zima, musiałby ciągle nosić czapkę i w ogóle, byłoby mu cały czas chłodno, nawet w domu.
- Mojego mówiącego? Raczej nie znajdę go w tej talii, ale niedługo go odwiedzi, skoro tu mieszkam, to nie mogę Norze go zostawiać na głowie ciągle, ma dość swoich spraw - powiedział ale zabrał się za tasowanie kart patrząc przez chwilę na pozostałą dwójkę.
- No dobra, zobaczmy czy mi się uda wyciągnąć pokera - powiedział rozdając sobie pięć kart rewersem do góry. Odkładając talię na bok wziął wylosowane karty i spojrzał co mu się trafiło.
Rzut Tarot 1d78 - 10
Moc
Moc
Rzut Tarot 1d78 - 47
Królowa Buław
Królowa Buław
Rzut Tarot 1d78 - 45
Król Mieczy
Król Mieczy
Rzut Tarot 1d78 - 64
Rycerz Denarów
Rycerz Denarów
Rzut Tarot 1d78 - 60
Piątka Denarów
Piątka Denarów
- Hmmm, no pokera z tego nie będzie - mruknął patrząc na karty i przyglądając się tym osobliwym ilustracją, które znajdowały się na awersach kart. - Ale potencjał na wysoką rękę jest. Dwóch króli i piątka, zdecydowanie nie jest źle - pokiwał głową z miną znawcy, chociaż tak naprawdę na hazardzie i na pokerze znał się tyle co na gotowaniu. No dobra, na pokerze jednak nieco bardziej.
- Ale chciałbym poznać tego co robił te ilustracje, musiał czerpać z bardzo ciekawej inspiracji - dodał kładąc przed sobą karty jedna obok drugiej. - Bo popatrzcie, najpierw kot był silny i chodził sobie z wiankiem na głowie, prawie jak cesarz rzymski z wieńcem laurowym. A potem właśnie zrobili go królem, dali nawet jakąś śmieszną drewnianą koroną. Jak nic na to ktoś wpadł po poznaniu kotów Figgów. - kontynuował swoje opowiadanie i pokazał teraz na trzecią kartę. - A tu już ma prawdziwą koronę, ale to inny kot, może jego potomek? No ale siedzi przy Excaliburze, kot władający Anglią, pewnie nazwaliby go Król Purrrtur, chociaż mi bardziej wygląda na Króla Miauczka I.- ton znawcy, a jakże, bo kto mógłby znać się na tych czworołapnych sierściuchach lepiej niż on, Figg.
- Ale potem chyba trafił do złego towarzystwa, bo zamiast rządzić krajem to zajął się czarami i zaczął latać nad pentagramami. Dość ciekawy wybór. - popatrzył na ostatnią kartę z chwilą zastanowienia. -Ale to się nie spodobało poddanym i go wygoniono do lasu z dziwnym księżycem. Pewnie to magiczny las, gdzie zawsze jest noc po prostu i dlatego księżyc jest taki dziwny - pokiwał głową jakby faktycznie rozgryzł zagadkę.
- No ale mam jedną parę, więc nie jest źle - zakończył pukając obu króli palcami.