Piekłem mężczyzn było to, że jeden drugiego wysyłał aby rozmawiał z takimi psychopatkami jak ta, która właśnie siedziała przed Borginem.
Stanley mógłby się przejąć jej słowami odnośnie buraków ale nie miał zielonego pojęcia czym jest burak i czy w ogóle go obraża. Z roślin kwietnych znał tylko ogórka i dalię. Nic więcej, nic mniej.
- Przejebane, nie? - zgodził się z nią. Nie oczekiwał odpowiedzi, bo w sumie to nikt nikomu pieniędzy nie wisiał i była to jedynie zaczepka.
- Co, matcha się skończyła? - zapytał, widząc słoik pełen wody, a nie zielonego płynu, który był modny wśród młodych dam. Mimo wszystko ugasił papierosa, niemalże teatralnie wrzucając go podstawionej "popielniczki". Ciężko było to nazwać pełnoprawnym rozwiązaniem, chociaż była to niezła alternatywa.
- Jest to jakiś plan - westchnął. Stanley też jej nie kojarzył ale nie zmieniało to faktu, że mógł tutaj zrobić rozróbę. W końcu to był dzień jak każdy inny na Nokturnie, a tam, brak zadymy w ciągu dnia, to dzień stracony.
Im dłużej obcował z Mulciberami, tym bardziej był pewien, że pchali swoje prącia gdzie popadło. Mulciberów było niczym psów na wioskach, a każdy pochodził z innej rodziny. Kiedy Borgin myślał, że wiedział już wszystko o rodzinie, wychodziły nowe fakty albo nowi członkowie. Tak też było dzisiaj.
- Nie kupił jej. Dostał z pomocy dla powodzian, bo Ministerstwo uznało, że musiało zalać Mulciber Manor, a tak naprawdę to popłakał się z faktu na nieudane ułożenie tarota czy inne pasjansa - stwierdził - Pewnie jakbyś nie była tak pyskata i bardziej ułożona, pofatygowałby się sam. Może to kwestia, że tu nie grzejesz i bał się ewentualnego katarku? Nie wiem, nie wiem. Tak tylko rzucam pomysłami - podzielił się swoim spostrzeżeniem z Helenom, czy tam inną Charleną. Mogłaby tu zacząć grzać, bo inaczej ludzie pomyślą, że ten czerwony nos to miała od picia wódy w czasie pracy.
- Chuja mi powiedział. Wysłał list. Wielka, zapracowana niemowa - podsumował wiadomość, którą otrzymał od Alexandra. Gdyby chociaż pofatygował się osobiście do niego, mógłby mówić w inny sposób, a tak? No cóż, musiał płacić tego cenę, a uszy musiały go tak swędzić, że to głowa mała.
- O, koleżanko. Głowy blondynki jeszcze nie suszyłem aby przerobić ją na lokalny monitoring. Może będziesz pierwsza? - zapytał, stukając melodycznie w blat - Tak, normalnie, jego pieskiem do zadań specjalnych i wyszczekanych blondynek, bo potrafimy złapać wspólny język. Woof, woof. Dawaj smaczka za dobrą robotę, a może nawet dwa, że jeszcze możesz oddychać własnymi płucami - dodał, bo gdyby był tutaj z Rodolphusem, sprawy mogłoby się potoczyć trochę inaczej. Tamten młodzieniec miał srogo poprzestawiane we łbie i pewnie by sobie nie odpuścił takiej możliwości.
- Coś jeszcze biadolił o przemówieniu ci do rozsądku. Nie powiedział jakiego, po co i w jakim celu... - przekręcił oczami - Ale możesz uznać, że próbowałem przemówić ci do rozsądku - rozłożył ręce - Pewnie myślał, że się domyślę. Cóż, spojler. Nie domyśliłem
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972