Oczywiście, że się wypadało śmiać z własnej rodziny, a tym bardziej z Alexandra Mulcibera. Stężenie Mulciberozy w tym pomieszczeniu wynosiło 50%, a reszta domieszki Borginowo-Rosierowiej wcale w tym nie pomagała. Było takie niepisane przysłowie, które mówiło, że Mulciber Mulciberowi Mulciberem, a więc najgorszą możliwością jaka mogła się w życiu przytrafić.
- Sama sobie odpowiedź na to pytanie - Stanley nie był w ciemię bity. Jeżeli kobieta pytała się czy powinna schudnąć albo ukrywała takie pytanie w odniesieniu do bycia krową, należało nie odpowiadać. Najlepiej było udawać, że się tego nie słyszało.
- Pewnie spojrzałby w lustro i ujrzałby ludzką formę tej karty. Tak tylko zgaduje - odniósł się do jej słów. Borgin przecież uznawał wróżbiarstwo za ideologię "XD", ktora nie miała żadnego sensu i tylko wyniszczała młodych czarodziejów.
Czy to na pewno była metafora? Jedno niepoprawne słowo, a rzeczywiście mogłaby się stać taką małą, słodką główką, która byłaby zdalnym przedłużeniem wzroku Stanleya, a jeżeli nie Stanleya, to któregoś z jego krewniaków ze strony matki.
Kiedy wyciągnęła ciasteczka, przyjrzał się im uważnie. Jakiś czas temu odbył podobną rozmowę, gdzie również były mu oferowane ciasteczka. Szkoda tylko, że tamtym razem była to niejaka Harper Moody, a teraz jakaś losowa blondynka. Merlin mu świadkiem, że gdyby nie była taka pyskata, wziąłby to ciastko.
- Nie dzięki. Zostawie tobie abyś miała co przegryzać do czytania Czarownicy - odsunął puszkę z powrotem do niej - A o to, że żadna panna na mnie spojrzy, nie musisz się martwić. Nie szukam żadnych panien. Nie potrzebuję - zapewnił - Jakbyś przeżyła tyle ślubów, zaręczyn i nie wiem czego jeszcze, to też byś miała takie tatusiowskie żarty jak on - podzielił się swoim spostrzeżeniem. Ile tych ślubów miał Alexander? Dwa, trzy? Ciężko było to zliczyć, bo w zasadzie to Stanley się już zgubił w rachubie.
Jak ktoś lubił jeść słodkie to rzeczywiście, znajomość z piekarzami była przydatna. Borgin preferował jednak dania wytrawne, więc Francis spełniał się w tej roli idealnie, przygotowując knedliczki czy inne równie pyszne dania pochodzącej z dalekiej Czechii.
- Borgin. Punkt dla ciebie za spostrzegawczość - pstryknął palcami - Może nie jest z ciebie taka klasyczna blondynka jak to się mówi o was - wzruszył ramionami - A co do umowy to dobrze, bo zapewne byśmy rozmawiali jeszcze w inny sposób i nie przysłałby mnie Alexander
Przyglądał się temu jak Helenka żuła sobie ciastko w najlepsze. Czekał na jakąś błyskotliwą odpowiedź z jej strony.
- Sama mu przekaż. To twój krewny w końcu. Napisz do niego, zainteresuj się nim, tak jak on tobą - doradzał jej - Albo wyślij kogoś, tak jak to zrobił on i niech go ugryzie w nos, czy co tam chcesz - co on, kurierem był kurwa jego mać? Nie miał ochoty robić za sowę czy middlemana w relacji Heleny z Alexandrem. Znali się, może lubili, więc niech sami sobie rozmawiają.
- Swoją drogą - wyciągnął dłoń w jej kierunku - Matthew Borgin - przywitał się, posyłając jej łagodny uśmiech. Czy kłamał? Oczywiście, że tak. Patrzył na co było ją stać i czy w ogóle będzie miała zamiar weryfikować przedstawione jej dane.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972