12.10.2025, 18:46 ✶
Dalej z Norą przy barze. Z daleka patrzę na Ministrę Magii.
— Oh, racja. Urodziny. Moje. Trzydzieste. — Skrzywił się, jakby zamiast drinka popijał właśnie niezwykle kwaśny sok z cytryny. — Opowiadałem ci już, że parę tygodni temu próbowałem załatwić występ tej całej Avery? Miałem już praktycznie wszystko dopięte na ostatni guzik, nawet się z nią spotkałem, żeby omówić ewentualne szczegóły, a potem dostałem informacje, że nie żyje. Umarła jeszcze przed Spaloną Nocą. — Nie poznał dokładnej przyczyny śmierci. Z tego, co pamiętał, wiadomość była dość lakoniczna, więc być może pochodziła od kogoś, kto zajmował się sprawami zawodowymi Stelli? Westchnął cicho. — Jeśli ten wypadek to wyznacznik tego, jak się zapowiadają te urodziny, to na pewno będzie super. A jeszcze Samhain wypada w tym samym okresie.
Rozchylił usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale koniec końców się rozmyślił. Nie chciał mówić tego na głos, ale spodziewał się, że jesień nie będzie dla nich zbyt łaskawa, jeśli chodziło o sprawy związane ze Śmierciożercami. Ledwo poradzili sobie z pobojowiskiem po Spalonej Nocy, a on już nie mógł przestać myśleć o tym, co jeszcze ich czeka. Sprawa Widm dalej pozostawała nierozwiązana, chociaż przynajmniej udało się ją poruszyć na zebraniu Zakonu Feniksa. A jednak ciężko było nie myśleć o tym, na co może wpaść Czarny Pan, skoro podczas Beltane próbował majstrować przy zaświatach czarodziejów, a kalendarz niepokojąco szybko zbliżał się do dnia w którym granice między światem żywych i umarłych miały się ponownie zatrzeć. Erik zamówił kolejną lampkę wina u barmana.
— Ale oczywiście, niezmiernie się cieszę, że mogę liczyć na twoje wsparcie. Po ostatnich wydarzeniach skorzystam z każdej oferowanej pomocy — odparł z nutką szczerości w głosie. Potrafił prosić o pomoc, ale ogólnie wolał być jak najbardziej samowystarczalny i robić za przysłowiową opokę swoich najbliższych. Teraz chyba przychodził moment w którym musiał nauczyć się w pełni przyjmować pomoc od innych i uświadomić sobie, że nie załatwi wszystkiego sam. — Zwłaszcza, jeśli osłodzisz mi te dni paroma ekskluzywnymi wypiekami.
Mrugnął do niej porozumiewawczo, aby zaraz skupić swoją uwagę na latających stołach i całemu spektaklowi skupiającemu się na przedstawieniu wypieków z klubokawiarni. Zerknął kątem oka na przyjaciółkę. Cholera, jak daleko udało jej się zajść pomimo tych wszystkich tragedii, jakie spotkały świat czarodziejów. Może to od niej powinienem się czegoś nauczyć, pomyślał przelotnie. Nie tylko zbudowała swój biznes praktycznie od zera, ale też rozpromowała go na tyle, że jej wypieki gościły na salonach i największych wydarzeniach kulturowych w kraju. A gdzieś pośród tego miała względnie ogarnięte życie prywatne i wychowywała dziecko. Aż strach pomyśleć, co się stanie, kiedy Mabel pójdzie do szkoły i będzie znikała na większość roku. Nora Figg po prostu stanie się nie do powstrzymania.
— Przeszłaś samą siebie. Ponownie — skomentował, stukając lekko swoim kieliszkiem wina o jej kieliszek wypełniony szampanem. — Ech, kto wie, gdyby ta impreza trwała dłużej, to rozważyłbym podejście z tobą do Jenkins. Przedstawiłbym cię. Ty przedstawiłabyś mnie. A potem obserwowalibyśmy, jak zakochuje się w tobie przez twoje makaroniki. — Przez żołądek do serca, czyż nie? — A potem we trójkę wypracowalibyśmy jakiś plan, który ucieszyłby zarówno ją, jak i naszych przyjaciół.
Oh, gdyby to tylko było takie proste. Z drugiej strony... Był to jakiś początek. Kolejny sposób na dotarcie do niej. Wprawdzie wątpił, aby przyjęła kogokolwiek na audiencje tylko z powodu smacznych słodkich przekąsek, ale zawsze był to jakiś dodatkowy argument. Jak nie da się wejść drzwiami, to trzeba oknem, pomyślał, wodząc wzrokiem za Ministrą Magii.
— Oh, racja. Urodziny. Moje. Trzydzieste. — Skrzywił się, jakby zamiast drinka popijał właśnie niezwykle kwaśny sok z cytryny. — Opowiadałem ci już, że parę tygodni temu próbowałem załatwić występ tej całej Avery? Miałem już praktycznie wszystko dopięte na ostatni guzik, nawet się z nią spotkałem, żeby omówić ewentualne szczegóły, a potem dostałem informacje, że nie żyje. Umarła jeszcze przed Spaloną Nocą. — Nie poznał dokładnej przyczyny śmierci. Z tego, co pamiętał, wiadomość była dość lakoniczna, więc być może pochodziła od kogoś, kto zajmował się sprawami zawodowymi Stelli? Westchnął cicho. — Jeśli ten wypadek to wyznacznik tego, jak się zapowiadają te urodziny, to na pewno będzie super. A jeszcze Samhain wypada w tym samym okresie.
Rozchylił usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale koniec końców się rozmyślił. Nie chciał mówić tego na głos, ale spodziewał się, że jesień nie będzie dla nich zbyt łaskawa, jeśli chodziło o sprawy związane ze Śmierciożercami. Ledwo poradzili sobie z pobojowiskiem po Spalonej Nocy, a on już nie mógł przestać myśleć o tym, co jeszcze ich czeka. Sprawa Widm dalej pozostawała nierozwiązana, chociaż przynajmniej udało się ją poruszyć na zebraniu Zakonu Feniksa. A jednak ciężko było nie myśleć o tym, na co może wpaść Czarny Pan, skoro podczas Beltane próbował majstrować przy zaświatach czarodziejów, a kalendarz niepokojąco szybko zbliżał się do dnia w którym granice między światem żywych i umarłych miały się ponownie zatrzeć. Erik zamówił kolejną lampkę wina u barmana.
— Ale oczywiście, niezmiernie się cieszę, że mogę liczyć na twoje wsparcie. Po ostatnich wydarzeniach skorzystam z każdej oferowanej pomocy — odparł z nutką szczerości w głosie. Potrafił prosić o pomoc, ale ogólnie wolał być jak najbardziej samowystarczalny i robić za przysłowiową opokę swoich najbliższych. Teraz chyba przychodził moment w którym musiał nauczyć się w pełni przyjmować pomoc od innych i uświadomić sobie, że nie załatwi wszystkiego sam. — Zwłaszcza, jeśli osłodzisz mi te dni paroma ekskluzywnymi wypiekami.
Mrugnął do niej porozumiewawczo, aby zaraz skupić swoją uwagę na latających stołach i całemu spektaklowi skupiającemu się na przedstawieniu wypieków z klubokawiarni. Zerknął kątem oka na przyjaciółkę. Cholera, jak daleko udało jej się zajść pomimo tych wszystkich tragedii, jakie spotkały świat czarodziejów. Może to od niej powinienem się czegoś nauczyć, pomyślał przelotnie. Nie tylko zbudowała swój biznes praktycznie od zera, ale też rozpromowała go na tyle, że jej wypieki gościły na salonach i największych wydarzeniach kulturowych w kraju. A gdzieś pośród tego miała względnie ogarnięte życie prywatne i wychowywała dziecko. Aż strach pomyśleć, co się stanie, kiedy Mabel pójdzie do szkoły i będzie znikała na większość roku. Nora Figg po prostu stanie się nie do powstrzymania.
— Przeszłaś samą siebie. Ponownie — skomentował, stukając lekko swoim kieliszkiem wina o jej kieliszek wypełniony szampanem. — Ech, kto wie, gdyby ta impreza trwała dłużej, to rozważyłbym podejście z tobą do Jenkins. Przedstawiłbym cię. Ty przedstawiłabyś mnie. A potem obserwowalibyśmy, jak zakochuje się w tobie przez twoje makaroniki. — Przez żołądek do serca, czyż nie? — A potem we trójkę wypracowalibyśmy jakiś plan, który ucieszyłby zarówno ją, jak i naszych przyjaciół.
Oh, gdyby to tylko było takie proste. Z drugiej strony... Był to jakiś początek. Kolejny sposób na dotarcie do niej. Wprawdzie wątpił, aby przyjęła kogokolwiek na audiencje tylko z powodu smacznych słodkich przekąsek, ale zawsze był to jakiś dodatkowy argument. Jak nie da się wejść drzwiami, to trzeba oknem, pomyślał, wodząc wzrokiem za Ministrą Magii.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞