12.10.2025, 19:16 ✶
Dzień miała długi i zdecydowanie zbyt intensywny. Od rana biegała między halami wystawowymi, sprawdzając oświetlenie i przestrzeń pod nowe ekspozycje, potem spotkała się z dwoma artystami - obaj przekonani, że ich wizje zasługują na centralne miejsce na wernisażu, a żaden z nich nie rozumiał pojęcia "harmonii kompozycji". Kiedy wreszcie udało jej się uwolnić, miała w planach tylko krótki postój w galerii OdNowa, by przejrzeć korespondencję, zostawić kilka podpisanych dokumentów i zniknąć, zanim ktoś zdąży ją zatrzymać.
Niestety ledwie przekroczyła próg galerii, gdy dowiedziała się, że jedna ze współpracownic utknęła w terenie i nie zdąży na umówione spotkanie. Bez zawahania przejęła sprawę, choć po przeczytaniu nazwiska interesanta mocno się zdziwiła. Z jej wiedzy wynikało, że Lestrange nie interesuje się sztuką w najmniejszym stopniu. Może odziedziczył jakąś kolekcję i nie wie, co z nią zrobić?
- Rodolphus - przywitała go drobnym skinieniem głowy. - Zapraszam do gabinetu.
Odwróciła się na pięcie, nie czekając, czy za nią podąży. Poprowadziła go przez centralną salę z przestronną kopułą pod którą zgromadzono rzeźby - marmurowe, alabastrowe, a także te z zaklętego szkła, w którym migotały kolory niemal niemożliwe do uchwycenia. Niektóre figury zdawały się poruszać, inne zmieniały wyraz twarzy w zależności od kąta spojrzenia. Na środku widniał główny eksponat - monumentalna statua kobiety o zasłoniętych oczach, której dłonie trzymały pękniętą ramę obrazu, a jej całość symbolizowała granicę między artystą a jego dziełem, prawdą a iluzją. Nad ich głowami unosił się ogromny, kryształowy żyrandol, który możnaby podziwiać jako odrębne dzieło sztuki. Astoria nie zatrzymała się ani na chwilę, prowadząc go w boczną alejkę wąskim korytarzem aż do rozwidlenia. Na prawo znajdowały się drzwi z tabliczką "nieupoważnionym wstęp wzbroniony" - za nimi rozciągały się prywatne pracownie i magazyny Averych, czyli miejsca, do których dostęp mają tylko nieliczni. Tam właśnie Astoria spędzała najwięcej czasu: w półmroku, wśród zapachów farb i pergaminu, przeglądając kolekcje, które być może nigdy nie trafią na ściany głównej sali.
Tym razem jednak skręciła w lewo. Korytarz prowadził do skrzydła biurowego galerii, cichego i chłodniejszego, gdzie echo kroków zdawało się tonąć w miękkich dywanach, a powietrze przesycone było delikatnym aromatem lawendowego wosku i starego pergaminu. Popchnęła drzwi oznaczone jej nazwiskiem i wprowadziła go do niewielkiego gabinetu, urządzonego z bezbłędnym wyczuciem proporcji. Wszystko miało tu swoje miejsce i nic nie było przypadkowe. Biurko z ciemnego dębu lśniło czystością, a na jego powierzchni leżał jedynie kałamarz z czarnego szkła, pióro i kilka starannie ułożonych pergaminów. Na jednej ze ścian wisiał obraz, w którym zaklęte były emocje spokoju i relaksu. Z pozoru przedstawiał zwykły pejzaż - jezioro o gładkiej tafli i zieleń drzew skąpanych w złotym świetle - lecz roztaczał wokół subtelną aurę ukojenia. Wystarczyło się w niego wpatrzeć, by oddech stawał się głębszy, a napięcie znikało z mięśni. W rogu stał regał z opasłymi tomami o historii sztuki, magii i alchemii barw.
- W czym mogę pomóc? - zapytała z czarującym uśmiechem, siadając za biurkiem, a dłonią wskazując mu pojedynczy fotel dla gości, ustawiony naprzeciwko, pod światłem wpadającym z wysokiego okna. Nie umknęły jej dwa obrazy niesione za nim przez tragarzy, ale nie próbowała zgadywać, czego właściwie od niej oczekiwał. W innych okolicznościach pewnie nie powstrzymałaby się od złośliwych komentarzy lub chłodnych spojrzeń, w których pobrzmiewałaby subtelna pogarda. Jednak teraz była w pracy. Astoria Avery w roli kustoszki to ktoś zupełnie inny niż prywatnie. Profesjonalna, opanowana, z każdą emocją starannie ukrytą pod maską elegancji. Nie pozwoliłaby, żeby reputacja galerii ucierpiała przez brak profesjonalizmu, więc teraz w jej oczach mógł odnaleźć jedynie... sympatię.
Niestety ledwie przekroczyła próg galerii, gdy dowiedziała się, że jedna ze współpracownic utknęła w terenie i nie zdąży na umówione spotkanie. Bez zawahania przejęła sprawę, choć po przeczytaniu nazwiska interesanta mocno się zdziwiła. Z jej wiedzy wynikało, że Lestrange nie interesuje się sztuką w najmniejszym stopniu. Może odziedziczył jakąś kolekcję i nie wie, co z nią zrobić?
- Rodolphus - przywitała go drobnym skinieniem głowy. - Zapraszam do gabinetu.
Odwróciła się na pięcie, nie czekając, czy za nią podąży. Poprowadziła go przez centralną salę z przestronną kopułą pod którą zgromadzono rzeźby - marmurowe, alabastrowe, a także te z zaklętego szkła, w którym migotały kolory niemal niemożliwe do uchwycenia. Niektóre figury zdawały się poruszać, inne zmieniały wyraz twarzy w zależności od kąta spojrzenia. Na środku widniał główny eksponat - monumentalna statua kobiety o zasłoniętych oczach, której dłonie trzymały pękniętą ramę obrazu, a jej całość symbolizowała granicę między artystą a jego dziełem, prawdą a iluzją. Nad ich głowami unosił się ogromny, kryształowy żyrandol, który możnaby podziwiać jako odrębne dzieło sztuki. Astoria nie zatrzymała się ani na chwilę, prowadząc go w boczną alejkę wąskim korytarzem aż do rozwidlenia. Na prawo znajdowały się drzwi z tabliczką "nieupoważnionym wstęp wzbroniony" - za nimi rozciągały się prywatne pracownie i magazyny Averych, czyli miejsca, do których dostęp mają tylko nieliczni. Tam właśnie Astoria spędzała najwięcej czasu: w półmroku, wśród zapachów farb i pergaminu, przeglądając kolekcje, które być może nigdy nie trafią na ściany głównej sali.
Tym razem jednak skręciła w lewo. Korytarz prowadził do skrzydła biurowego galerii, cichego i chłodniejszego, gdzie echo kroków zdawało się tonąć w miękkich dywanach, a powietrze przesycone było delikatnym aromatem lawendowego wosku i starego pergaminu. Popchnęła drzwi oznaczone jej nazwiskiem i wprowadziła go do niewielkiego gabinetu, urządzonego z bezbłędnym wyczuciem proporcji. Wszystko miało tu swoje miejsce i nic nie było przypadkowe. Biurko z ciemnego dębu lśniło czystością, a na jego powierzchni leżał jedynie kałamarz z czarnego szkła, pióro i kilka starannie ułożonych pergaminów. Na jednej ze ścian wisiał obraz, w którym zaklęte były emocje spokoju i relaksu. Z pozoru przedstawiał zwykły pejzaż - jezioro o gładkiej tafli i zieleń drzew skąpanych w złotym świetle - lecz roztaczał wokół subtelną aurę ukojenia. Wystarczyło się w niego wpatrzeć, by oddech stawał się głębszy, a napięcie znikało z mięśni. W rogu stał regał z opasłymi tomami o historii sztuki, magii i alchemii barw.
- W czym mogę pomóc? - zapytała z czarującym uśmiechem, siadając za biurkiem, a dłonią wskazując mu pojedynczy fotel dla gości, ustawiony naprzeciwko, pod światłem wpadającym z wysokiego okna. Nie umknęły jej dwa obrazy niesione za nim przez tragarzy, ale nie próbowała zgadywać, czego właściwie od niej oczekiwał. W innych okolicznościach pewnie nie powstrzymałaby się od złośliwych komentarzy lub chłodnych spojrzeń, w których pobrzmiewałaby subtelna pogarda. Jednak teraz była w pracy. Astoria Avery w roli kustoszki to ktoś zupełnie inny niż prywatnie. Profesjonalna, opanowana, z każdą emocją starannie ukrytą pod maską elegancji. Nie pozwoliłaby, żeby reputacja galerii ucierpiała przez brak profesjonalizmu, więc teraz w jej oczach mógł odnaleźć jedynie... sympatię.