21.02.2023, 18:43 ✶
W opinii Alice nic tutaj nie szło tak, jak iść powinno. Zacznijmy od tego, że tej dziewczyny w ogóle nie powinno tutaj być w takim stanie! Na Merlina, to wszystko przyprawiało ją o zawroty głowy i to dosłownie. Wiedziała co prawda, że jej przyjaciel jest młodym wampirem, który wciąż uczy się samokontroli, ale nie przypuszczała, że przyjdzie jej ratować go z takich opresji! Ona nigdy się na to nie pisała! Nigdy nie brała pod uwagę, że będzie musiała robić takie rzeczy! Owszem, przywykła do naprawiania tego, co Cody był łaskaw spierdolić, ale nie musiała przy tym jednocześnie ratować innych niemalże od śmierci...
Alice nawet nie przypuszczała, że informacje dotyczące sposobu komunikacji pomiędzy nią, a wampirem, mogą być tak ciężkie do zniesienia dla innych. Dla niej, po takim czasie, był to sposób kompletnie normalny, a wręcz można by rzec naturalny momentami. Nawet nie przypuszczała, że dla biednej Aveliny mogło to wyglądać tak, jakby oboje zmawiali się przeciwko niej. Choć podejrzewała, że w podobnej sytuacji pewnie mogłaby odnieś takie samo wrażenie jak obecna tutaj dziewczyna.
Złość buzowała w jej żyłach i nie mogła nic na to poradzić. W tamtym momencie powinna leżeć jeszcze w swoim ciepłym łóżku, odpoczywając przed kolejnym dniem pracy, jednak zamiast tego, wkurwiała się na wampira. Wzięła się pod boki, patrzą na niego naprawdę groźnym spojrzeniem.
- Lekko głodny?! - powtórzyła za nim z nieukrywanym przekąsem w głosie. Wskazała dłonią na wciąż znajdującą się na kanapie dziewczynę. - Czy ona wygląda ci na ofiarę lekko głodnego wampira?! - Głos mimowolnie unosił jej się ku górze z każdym kolejnym słowem. Słowotok, jakby później wydobył z siebie Cody, zarówno werbalnie, jak i w jej głowie, w niczym nie pomagał.
W pewnym momencie Alice zacisnęła mocno powieki, zakryła uszy dłońmi, próbując w tej sposób wyciszyć jego głos, każdego rodzaju. Ale wciąż go słyszała, co w niczym nie pomagało.
Wiedziała doskonale, że sytuacja jest bardzo poważna. Naprawdę chciała pomóc przyjacielowi za wszelką cenę. Do cholery, nie zamierzała jednak dobierać Aveline prawa do decydowania o swoim losie!
- Błagam, skończ - powiedziała w końcu, wbijając w niego ostre spojrzenie błękitnych tęczówek. Cisza, która w tamtym momencie nastała była dla niej niczym błogosławieństwo samego Merlina. W końcu mogła zebrać myśli i mieć pewność co do tego, że są wyłącznie jej a nie wtaczanymi przez Cody'ego wprost do jej głowy. - Nie możesz decydować za Aveline o tym, co się stanie. Nie masz takiego prawa. I jeśli sądziłeś, że cię w tym działaniu poprę, to niestety, byłeś w błędzie - powiedziała powoli i spokojnie. Wiedziała, że prawdopodobnie wbijała mu właśnie nóż w serce, ale nie mogła postąpić inaczej. Trzeba to odpowiednio rozwiązać. Zadbać o to, abyś zawsze miał świeżą krew pod rękę. Znaleźć osoby, które dobrowolnie Ci ją oddadzą a jestem pewna, że podobna sytuacja się nie powtórzy.
Obróciła się z powrotem w stronę Aveline z naprawdę umęczonym wyrazem twarzy.
- Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, musisz wiedzieć, że mój przyjaciel jest świeżym wampirem. A mówiąc świeżym, naprawdę mam to na myśli. On jeszcze nie potrafi się kontrolować. To, co przytrafiło się Tobie, było pierwszym takim przypadkiem. - Próbowała to jakoś wyjaśnić, choć nie była pewna, czy miała ku temu jakiekolwiek prawo. Jednak mimo wszystko Cody był jej przyjacielem.
Alice nawet nie przypuszczała, że informacje dotyczące sposobu komunikacji pomiędzy nią, a wampirem, mogą być tak ciężkie do zniesienia dla innych. Dla niej, po takim czasie, był to sposób kompletnie normalny, a wręcz można by rzec naturalny momentami. Nawet nie przypuszczała, że dla biednej Aveliny mogło to wyglądać tak, jakby oboje zmawiali się przeciwko niej. Choć podejrzewała, że w podobnej sytuacji pewnie mogłaby odnieś takie samo wrażenie jak obecna tutaj dziewczyna.
Złość buzowała w jej żyłach i nie mogła nic na to poradzić. W tamtym momencie powinna leżeć jeszcze w swoim ciepłym łóżku, odpoczywając przed kolejnym dniem pracy, jednak zamiast tego, wkurwiała się na wampira. Wzięła się pod boki, patrzą na niego naprawdę groźnym spojrzeniem.
- Lekko głodny?! - powtórzyła za nim z nieukrywanym przekąsem w głosie. Wskazała dłonią na wciąż znajdującą się na kanapie dziewczynę. - Czy ona wygląda ci na ofiarę lekko głodnego wampira?! - Głos mimowolnie unosił jej się ku górze z każdym kolejnym słowem. Słowotok, jakby później wydobył z siebie Cody, zarówno werbalnie, jak i w jej głowie, w niczym nie pomagał.
W pewnym momencie Alice zacisnęła mocno powieki, zakryła uszy dłońmi, próbując w tej sposób wyciszyć jego głos, każdego rodzaju. Ale wciąż go słyszała, co w niczym nie pomagało.
Wiedziała doskonale, że sytuacja jest bardzo poważna. Naprawdę chciała pomóc przyjacielowi za wszelką cenę. Do cholery, nie zamierzała jednak dobierać Aveline prawa do decydowania o swoim losie!
- Błagam, skończ - powiedziała w końcu, wbijając w niego ostre spojrzenie błękitnych tęczówek. Cisza, która w tamtym momencie nastała była dla niej niczym błogosławieństwo samego Merlina. W końcu mogła zebrać myśli i mieć pewność co do tego, że są wyłącznie jej a nie wtaczanymi przez Cody'ego wprost do jej głowy. - Nie możesz decydować za Aveline o tym, co się stanie. Nie masz takiego prawa. I jeśli sądziłeś, że cię w tym działaniu poprę, to niestety, byłeś w błędzie - powiedziała powoli i spokojnie. Wiedziała, że prawdopodobnie wbijała mu właśnie nóż w serce, ale nie mogła postąpić inaczej. Trzeba to odpowiednio rozwiązać. Zadbać o to, abyś zawsze miał świeżą krew pod rękę. Znaleźć osoby, które dobrowolnie Ci ją oddadzą a jestem pewna, że podobna sytuacja się nie powtórzy.
Obróciła się z powrotem w stronę Aveline z naprawdę umęczonym wyrazem twarzy.
- Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, musisz wiedzieć, że mój przyjaciel jest świeżym wampirem. A mówiąc świeżym, naprawdę mam to na myśli. On jeszcze nie potrafi się kontrolować. To, co przytrafiło się Tobie, było pierwszym takim przypadkiem. - Próbowała to jakoś wyjaśnić, choć nie była pewna, czy miała ku temu jakiekolwiek prawo. Jednak mimo wszystko Cody był jej przyjacielem.