13.10.2025, 15:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2025, 15:36 przez Jonathan Selwyn.)
Przechodząc się po zazwyczaj barwnym kiermaszu, Jonathan miał wrażenie, że duch Mabon nie tyle co został nadszarpnięty, a skutecznie wygoniony kijami dostając jeszcze na odchodne miotłą po głowie. I to nie tak, że czarodziej spodziewał się wesołego barwnego kiermaszu, pełnego uśmiechniętych ludzi i kolorowych dyń, ale... Ale jednak liczył, że atmosfera będzie chociaż odrobinę lepsza. Bo wbrew pozorom pomimo faktu, że Londyn został spalony, jego rodzina znalazła się w niebezpieczeństwie, Jessie wydawał się nieco przygaszony, Śmierciożercy krążyli gdzieś wokół nich, ludzie stracili życia i domy, Anthony go nienawidził, a jego ulubiony szewc z dużą przykrością oznajmił, że nie da rady przyszykować mu na czas stroju na Mabon... Selwyn nie miał tragicznego humoru.
– Myślę, że ostatnio w modlitwach do Matki niektórzy w frustracji już i tak używają sformułowań kojarzących się z kształtem tych świeczek. Nie warto dokładać jej dodatkowego bólu głowy – powiedział, uśmiechając się nieznacznie na wzmiankę o wyrobach Mulciberów, a potem zmarszczył brwi i przyjrzał się uważniej swojemu chrześniakowi. – Dobrze się czujesz? – spytał nie chcąc wyciągać od niego wszystkich informacji w tym miejscu, a jednocześnie już planował wizyty u najlepszych specjalistów. Co mu było? To coś z pożarami? Ten kaszel? A może coś było nie tak z tym wampirem, który go ugryzł i teraz Jessie zbierał konsekwencje tego. Czy wampiry mogły przenosić choroby na swoich kłach? I jak grzecznie zapytać o to Gabriela? – W każdym razie ja też kupię świeczkę na wszelki wypadek. I może jakieś przetwory. Rozważałem również jakąś biżuterię dla matki, ale obawiam się, że nie ma tu niczego co byłoby w jej guście. – I nawet nie mógł na to szczególnie narzekać. Nie on, który postanowił zaprezentować się na tym ponurym kiermaszu w nowym, szarym płaszczu w czarną kratę, rozpiętym głównie po to, aby móc zaprezentować swój, również nowy, pomarańczowy golf. – Mono, a co ty powiesz na kolczyki w kształcie grzybów?
– Myślę, że ostatnio w modlitwach do Matki niektórzy w frustracji już i tak używają sformułowań kojarzących się z kształtem tych świeczek. Nie warto dokładać jej dodatkowego bólu głowy – powiedział, uśmiechając się nieznacznie na wzmiankę o wyrobach Mulciberów, a potem zmarszczył brwi i przyjrzał się uważniej swojemu chrześniakowi. – Dobrze się czujesz? – spytał nie chcąc wyciągać od niego wszystkich informacji w tym miejscu, a jednocześnie już planował wizyty u najlepszych specjalistów. Co mu było? To coś z pożarami? Ten kaszel? A może coś było nie tak z tym wampirem, który go ugryzł i teraz Jessie zbierał konsekwencje tego. Czy wampiry mogły przenosić choroby na swoich kłach? I jak grzecznie zapytać o to Gabriela? – W każdym razie ja też kupię świeczkę na wszelki wypadek. I może jakieś przetwory. Rozważałem również jakąś biżuterię dla matki, ale obawiam się, że nie ma tu niczego co byłoby w jej guście. – I nawet nie mógł na to szczególnie narzekać. Nie on, który postanowił zaprezentować się na tym ponurym kiermaszu w nowym, szarym płaszczu w czarną kratę, rozpiętym głównie po to, aby móc zaprezentować swój, również nowy, pomarańczowy golf. – Mono, a co ty powiesz na kolczyki w kształcie grzybów?