- Widzisz, nie zamierzam o nich zapomnieć, to poważna okazja. - Co by nie mówić przekroczenie tej magicznej granicy chyba miało znaczyć wiele, z drugiej strony to były tylko liczby, czy naprawdę więc tak było? Nie sądziła, aby Erik po przekroczeniu tej magicznej daty miał się jakoś bardzo zmienić, raczej nadal będzie jej najlepszym przyjacielem, który po prostu będzie nieco bardziej dorosły na papierze. Upijała właśnie kolejny łyk ze swojego pięknego kieliszka, gdy do jej uszu doszły słowa Longbottoma. Chcąc nie chcąc, nie mogła się powstrzymać, odruchowo wstrzymała oddech, parsknęła, sama nie do końca wiedziała co zrobiła, tyle, że się przez to zakrztusiła i prawie wypluła na niego zawartość swojego kieliszka. Do oczu naszły jej łzy, naprawdę próbowała trzymać to w sobie, ale to wcale nie było takie proste. Dosyć szybko jednak się ogarnęła, wolała nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. - Co za niefart. Załatwiłeś sobie muzyka na urodziny i wziął i umarł. - Brzmiało to trochę, jak jakieś fatum, ale wolała nie komentować tego w ten sposób. Bez sensu było go straszyć.
- Oj tam, wypadki się zdarzają, nie ma co się nimi sugerować. - Naprawdę próbowała być przekonywująca, bo zależało jej na tym, by jej przyjaciel był szczęśliwy. Postanowiła sobie też właśnie w tej chwili, że już ona się postara o to, aby te urodziny faktycznie były niezapomniane i wspaniałe, kto jak kto, ale on naprawdę na to zasługiwał.
- Cieszy mnie to, że się przed tym nie bronisz, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda? - Było to obustronne, działało od lat, chociaż żadne z nich nie miało w zwyczaju tego nadużywać. Nie należeli do osób, które prosiły o pomoc, raczej przyjmowały ją gdy ktoś nalegał na to, aby ją zaoferować. Byli w tym do siebie podobni, zresztą nie tylko w tym. Nie bez powodu łączyła ich naprawdę silna więź i często rozumieli się bez słów.
- Oczywiście, wypieki będą obowiązkowe, wymyślę coś nowego specjalnie dla Ciebie. - Nie byłby to pierwszy raz... Taka okazja nie zdarzała się zbyt często, musiała dbać o kubki smakowe Erika, to był jeden z bardzo istotnych obowiązków, czyż nie? A, że był jednym z najlepszych testerów deserów wśród jej bliskich, na pewno nie mogła sobie tego odmówić, być może znowu coś z tej listy trafi do menu.
Zarumieniła się, nadal nie przywykła do przyjmowania komplementów, nawet od najbliższych. Uśmiech pojawił się na jej twarzy. Naprawdę była dumna z tego, co przygotowała na to przyjęcie, i niby wiedziała, że przeszła samą siebie, jednak słowa Erika bardzo przyjemnie łechtały jej ego.
- Dziękuję, doceniam aprobatę. - Cóż innego miałaby powiedzieć? Naprawdę cieszyły ją słowa, które padły z ust przyjaciela.
- Pozwól jednak, aby zostało to w sferze nigdy niespełnionych mrzonek. Wystarczy mi na dzisiaj poznawania ludzi z elity, mam wrażenie, że nie do końca do nich pasuję. - Nie czuła się najlepiej w towarzystwie, w które ją wcześniej zaprowadził, wolałaby uniknąć podczas dalszej części wieczoru podobnych niedogodności.
Spojrzała jeszcze konspiracyjnie w stronę przyjaciela, ściszyła nieco głos, aby nikt ich nie podsłuchał. - Myślisz, że ministra magii woli kobiety? - Było słychać nieco zaskoczenia w jej głosie, ale również powagę, najwyraźniej analizowała jego wcześniejsze słowa.