13.10.2025, 23:01 ✶
- Właściwie… nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wypłynęły inne - odparła niemal od razu. Szlag. No i ją sprowokował. Obiecywała sobie, że mu się nie uda - nie dziś, gdy miała się pokazać z czysto profesjonalnej strony. Skarciła się w duchu, ale co mogła poradzić, jeśli mężczyzna wciąż potrafił wywołać w niej najgorsze instynkty? Zacisnęła usta w wąską linię. Wszystko w nim przypominało jej czasy, kiedy każde ich spotkanie było pojedynkiem na słowa. I nawet teraz wiedziała, że niewiele się zmieniło. Nie wierzyła mu ani przez chwilę. To prawda, nie mieli już piętnastu lat, ale nie zamydli jej oczu nagłą dojrzałością. Wszystkie wzajemne docinki, drobne upokorzenia, złośliwe półuśmiechy miała teraz puścić w niepamięć i udawać, że jest ponad to? Nie była. Wiedziała, że ledwo powstrzymywał się od złośliwości, tak samo jak ona. Zachowywał się przyzwoicie wyłącznie dlatego, że miał w tym interes. I na tym właśnie powinni się skupić. Nie obchodził jej tak poza tym, prawda?
- Oczywiście - odchrząknęła, zamykając ten temat. Kiedy czekali na wyniki analizy, jej postawa w fotelu wydawała się zrelaksowana, choć w rzeczywistości każdy mięsień miała napięty jak struna. Z boku wyglądała, jakby całkowicie panowała nad sytuacją, jakby siedzenie naprzeciw Lestrange’a było rutyną, a nie osobliwym testem własnych granic. W końcu to była jej rola - kustoszka, specjalistka, która wie, jak wypełnić ciszę grzecznościową rozmową. Tym razem jednak rozmowa ciążyła jej bardziej niż zwykle. Myśli plątały się wokół tonów jego głosu, krótkich spojrzeń, które zdawały się oceniać, testować, może nawet prowokować.
Machnęła różdżką, wdzięczna, że wreszcie może zająć czymś ręce. Na środku biurka pojawiły się dwie szklanki z grubego, kryształowego szkła i butelka wody o lekko błękitnym połysku. Kolejnym ruchem napełniła szkła, a dźwięk przelewającej się wody wypełnił przestrzeń między nimi, gdy myślała nad odpowiedzią na pytanie.
- Znakomicie. Ukończyłam roczny kurs Malarstwa Zaklętego we Francji, a zaraz po nim dwuletni kurs Teorii, Krytyki i Kuratorstwa Sztuki w Londynie. Pracuję w galerii od trzech lat - powiedziała w końcu, podając jawne fakty, a pomijając istotne szczegóły, jak roczna przerwa spowodowana śmiercią jej brata. Na pewno czytał o tym w gazetach, a jeśli nie, to i tak nie zamierzała mu się zwierzać. - Jestem bardzo kompetentna, nie musisz się martwić o analizę obrazów - dodała po chwili, unosząc lekko podbródek. Nie podejrzewała go o zwykłą ciekawość. Wiedziała, że to nie o nią chodziło, tylko o pewność - o sprawdzenie, czy stanowisko, które zajmuje, rzeczywiście zostało jej powierzone z powodu umiejętności, a nie nazwiska. I może właśnie dlatego zabrzmiała nieco chłodniej, niż zamierzała. W duchu uznała, że niewiele się zmienił. Ten sam sposób mówienia, to samo czujne spojrzenie, jakby wypatrywał najmniejszego potknięcia. A może to ona była przewrażliwiona własnym perfekcjonizmem.
- Przyjdzie na to czas. Moje wpływy tu i tak są... znaczne - odparła z lekkim uśmiechem, w którym pobrzmiewała charakterystyczna dla niej wyniosłość. Nie było w tym jednak pustej pychy, bo nie wynikało to z tego, że była córeczką tatusia, a z faktu, że jej ojciec kierował się rozsądkiem w podejmowaniu decyzji, a jej głos w kluczowych sprawach często był po prostu logiczny - z powiewem świeżości, której brakowało doświadczonym pracownikom.
- A ty? Czym się zajmujesz? - zapytała wyważonym tonem, niemal obojętnym, jakby tylko próbowała podtrzymać rozmowę. Oczywiście słyszała plotki, w końcu informacje magicznym Londynie krążyły szybciej niż sowy. Ale nie miała najmniejszego zamiaru dać mu satysfakcji - gotowy pomyśleć, że się nim interesowała! Oparła łokieć o podłokietnik, drugą dłonią muskając delikatnie krawędź szklanki, jakby bardziej skupiała się na jej fakturze niż na odpowiedzi, którą miała usłyszeć.
Na korytarzu rozległ się krótki dźwięk przypominający dzwonek - jej sygnał, że analiza dobiegła końca. Przeprosiła go i wyszła z gabinetu, zabierając ze sobą drugi obraz. Po kilkunastu minutach wróciła, niosąc ze sobą pierwszy obraz i kartkę pergaminu opatrzoną pieczęcią galerii OdNowa. Położyła dokument na biurku przed Rodolphusem, a płótno ustawiła obok, tak by mógł mu się przyjrzeć w świetle lamp.
- Analiza potwierdziła autentyczność. Pigmenty, sposób prowadzenia pędzla i struktura magicznego podpisu odpowiadają oryginalnym pracom Zieglera -oznajmiła rzeczowo, podsuwając mu do podpisania dokument, który miał zostać w galerii jako dowód, że taka analiza została przeprowadzona i jaka opłata została pobrana. Pozostało poczekać na analizę drugiego, podpisać umowę darowizny, a potem oboje będą wolni.
- Oczywiście - odchrząknęła, zamykając ten temat. Kiedy czekali na wyniki analizy, jej postawa w fotelu wydawała się zrelaksowana, choć w rzeczywistości każdy mięsień miała napięty jak struna. Z boku wyglądała, jakby całkowicie panowała nad sytuacją, jakby siedzenie naprzeciw Lestrange’a było rutyną, a nie osobliwym testem własnych granic. W końcu to była jej rola - kustoszka, specjalistka, która wie, jak wypełnić ciszę grzecznościową rozmową. Tym razem jednak rozmowa ciążyła jej bardziej niż zwykle. Myśli plątały się wokół tonów jego głosu, krótkich spojrzeń, które zdawały się oceniać, testować, może nawet prowokować.
Machnęła różdżką, wdzięczna, że wreszcie może zająć czymś ręce. Na środku biurka pojawiły się dwie szklanki z grubego, kryształowego szkła i butelka wody o lekko błękitnym połysku. Kolejnym ruchem napełniła szkła, a dźwięk przelewającej się wody wypełnił przestrzeń między nimi, gdy myślała nad odpowiedzią na pytanie.
- Znakomicie. Ukończyłam roczny kurs Malarstwa Zaklętego we Francji, a zaraz po nim dwuletni kurs Teorii, Krytyki i Kuratorstwa Sztuki w Londynie. Pracuję w galerii od trzech lat - powiedziała w końcu, podając jawne fakty, a pomijając istotne szczegóły, jak roczna przerwa spowodowana śmiercią jej brata. Na pewno czytał o tym w gazetach, a jeśli nie, to i tak nie zamierzała mu się zwierzać. - Jestem bardzo kompetentna, nie musisz się martwić o analizę obrazów - dodała po chwili, unosząc lekko podbródek. Nie podejrzewała go o zwykłą ciekawość. Wiedziała, że to nie o nią chodziło, tylko o pewność - o sprawdzenie, czy stanowisko, które zajmuje, rzeczywiście zostało jej powierzone z powodu umiejętności, a nie nazwiska. I może właśnie dlatego zabrzmiała nieco chłodniej, niż zamierzała. W duchu uznała, że niewiele się zmienił. Ten sam sposób mówienia, to samo czujne spojrzenie, jakby wypatrywał najmniejszego potknięcia. A może to ona była przewrażliwiona własnym perfekcjonizmem.
- Przyjdzie na to czas. Moje wpływy tu i tak są... znaczne - odparła z lekkim uśmiechem, w którym pobrzmiewała charakterystyczna dla niej wyniosłość. Nie było w tym jednak pustej pychy, bo nie wynikało to z tego, że była córeczką tatusia, a z faktu, że jej ojciec kierował się rozsądkiem w podejmowaniu decyzji, a jej głos w kluczowych sprawach często był po prostu logiczny - z powiewem świeżości, której brakowało doświadczonym pracownikom.
- A ty? Czym się zajmujesz? - zapytała wyważonym tonem, niemal obojętnym, jakby tylko próbowała podtrzymać rozmowę. Oczywiście słyszała plotki, w końcu informacje magicznym Londynie krążyły szybciej niż sowy. Ale nie miała najmniejszego zamiaru dać mu satysfakcji - gotowy pomyśleć, że się nim interesowała! Oparła łokieć o podłokietnik, drugą dłonią muskając delikatnie krawędź szklanki, jakby bardziej skupiała się na jej fakturze niż na odpowiedzi, którą miała usłyszeć.
Na korytarzu rozległ się krótki dźwięk przypominający dzwonek - jej sygnał, że analiza dobiegła końca. Przeprosiła go i wyszła z gabinetu, zabierając ze sobą drugi obraz. Po kilkunastu minutach wróciła, niosąc ze sobą pierwszy obraz i kartkę pergaminu opatrzoną pieczęcią galerii OdNowa. Położyła dokument na biurku przed Rodolphusem, a płótno ustawiła obok, tak by mógł mu się przyjrzeć w świetle lamp.
- Analiza potwierdziła autentyczność. Pigmenty, sposób prowadzenia pędzla i struktura magicznego podpisu odpowiadają oryginalnym pracom Zieglera -oznajmiła rzeczowo, podsuwając mu do podpisania dokument, który miał zostać w galerii jako dowód, że taka analiza została przeprowadzona i jaka opłata została pobrana. Pozostało poczekać na analizę drugiego, podpisać umowę darowizny, a potem oboje będą wolni.