14.10.2025, 21:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2025, 22:00 przez Dora Crawford.)
Oboje byli oszołomieni, a Dora definitywnie uciekała gdzieś w środek siebie, niemożliwie wręcz zbita z tropu tym, co działo się dookoła niej. Nie przeszło jej bowiem przez myśl, że to nie działo się naprawdę i że dla innych mogło to wyglądać zupełnie inaczej - ogień i dym były zwyczajnie straszne, wyciągając po nią nieustannie ręce. Wszystko tylko pogłębiało się właśnie przeżywanym bólem i wciąż rozedrganą duszą, którą próbowała przytrzymać w miejscu, wciąż trzymając jedną z dłoni na wysokości serca.
Nie mogła iść sama, bo przez to że sama chodziła, przed chwilą skończyło się tragedią. Nie mogła iść sama, bo zwyczajnie nie chciała zostać w odosobnieniu. Ale musiała. Cofnęła się, krok za krokiem, z pewnym rozczarowaniem czując, że nie czuje już jego ciepła na swojej ręce, że nic już jej nie trzyma w miejscu. Przez moment jeszcze wahała się, czy nie powinna skończyć w klubokawiarni, ale świadomość że skupiłaby na sobie uwagę innych, tylko dodatkowo ją przytłoczył. Nie chciała ich teraz rozpraszać. Zwyczajnie nie mogła. W tym wszystkim też zwyczajnie zapomniała, że dobrze byłoby poinformować o wszystkim Brennę - przecież miała ze sobą lusterko i wiedziała, że przyjaciółka na pewno będzie się o nią martwić. Ale nie myślała teraz trzeźwo. Nie była w stanie.
- Cedric, dziękuję. Uważaj na siebie - powiedziała, ale nie mógł jej słyszeć. Jej mała modlitwa była jednak dla niej wiążąca i w pełni mocy, kiedy kierowała ją do Matki, przez moment opierając się o chłodną ścianę uliczki w której się znalazła. Musiała zebrać się w sobie - parę głębokich oddechów, które miało wyrównać oddech było zaledwie doraźną pomocą, ale musiało wystarczyć. Ścisnęła mocniej różdżkę, czując wciąż słodki posmak czekolady na języku. Musiała wracać do domu, więc teleportowała się z cichym trzaskiem.
Nie mogła iść sama, bo przez to że sama chodziła, przed chwilą skończyło się tragedią. Nie mogła iść sama, bo zwyczajnie nie chciała zostać w odosobnieniu. Ale musiała. Cofnęła się, krok za krokiem, z pewnym rozczarowaniem czując, że nie czuje już jego ciepła na swojej ręce, że nic już jej nie trzyma w miejscu. Przez moment jeszcze wahała się, czy nie powinna skończyć w klubokawiarni, ale świadomość że skupiłaby na sobie uwagę innych, tylko dodatkowo ją przytłoczył. Nie chciała ich teraz rozpraszać. Zwyczajnie nie mogła. W tym wszystkim też zwyczajnie zapomniała, że dobrze byłoby poinformować o wszystkim Brennę - przecież miała ze sobą lusterko i wiedziała, że przyjaciółka na pewno będzie się o nią martwić. Ale nie myślała teraz trzeźwo. Nie była w stanie.
- Cedric, dziękuję. Uważaj na siebie - powiedziała, ale nie mógł jej słyszeć. Jej mała modlitwa była jednak dla niej wiążąca i w pełni mocy, kiedy kierowała ją do Matki, przez moment opierając się o chłodną ścianę uliczki w której się znalazła. Musiała zebrać się w sobie - parę głębokich oddechów, które miało wyrównać oddech było zaledwie doraźną pomocą, ale musiało wystarczyć. Ścisnęła mocniej różdżkę, czując wciąż słodki posmak czekolady na języku. Musiała wracać do domu, więc teleportowała się z cichym trzaskiem.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.