15.10.2025, 00:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2025, 13:51 przez Jolene Bletchley.)
Wydarzenia ostatnich paru dni sprawiły, że świat Jolene stanął na głowie.
Pożar strawił większość jej rodzinnego miasta, szpital Świętego Munga był przepełniony rannymi, a dom, w którym spędziła pół życia, został nawiedzony przez ducha. Na szczęście jej rodzina przetrwała Spaloną Noc bez większych strat, a to było najważniejsze.
Bletchley zdawała sobie sprawę, że w porównaniu do większości ofiar, miała ogromne szczęście. Niektórzy ludzie stracili w atakach kończyny, bliskich albo cały dobytek. Możliwość zamieszkania w luksusowym apartamencie była czymś więcej, niż mogłaby sobie wymarzyć po stracie dachu nad głową. A jednak, pomimo całej wdzięczności do Shafiqa, powrót z pracy na Horyzontalną napełniał ją pewnym smutkiem.
Naprawdę nie powinna przykładać zbyt dużej wagi do czegoś tak trywialnego, jak stan ich starej chałupy w Dolinie Godryka. Przecież zgodnie z powiedzeniem "home is where the heart is", dom był tam, gdzie znajdowali się jej bliscy. Jednakże dla Jo, tamten budynek symbolizował coś więcej niż tylko lata wspomnień. Doświadczenie dorastania w pozbawionym miłości domu sprawiło, że chciała stworzyć dla swojej rodziny przestrzeń pełną bezpieczeństwa i komfortu. Dom, który kupili z Julianem, stanowił więc symbol zerwania z przeszłością oraz nadziei na lepszą przyszłość. Przez lata starała się, by jej córki na każdym kroku czuły, że są kochane. By miejsce to stanowiło oazę dla wszystkich bliskich jej sercu.
A teraz przebywanie w tym budynku wywoływało jedynie strach.
Apartamentowi Anthony'ego Shafiqa nie można było nic odmówić; był na tyle przestronny, by pomieścić parę rodzin, oraz elegancko udekorowany. Był piękny, ale... Pozbawiony duszy. Podobnie jak mieszkanie, które Jolene pamiętała ze swojego dzieciństwa. Nie powinno więc dziwić, że czuła wewnętrzną potrzebę uczynienia tego miejsca bardziej przytulnym. Zresztą, nie zajęło dużo czasu, by familia Bletchleyów w pełni się rozgościła i powróciła do swojego naturalnego stanu. Byli głośni. Byli wszędzie. Byli cały czas. I właśnie za to Jo ich kochała.
Naprawdę nie chciała nadużywać gościnności Shafiqa; nie miała pojęcia na czym dokładnie polegała jego współpraca z Julianem ani gdzie leżały granice cierpliwości polityka. Na początku starała się nie zostawiać po sobie żadnych śladów obecności, by nie zdenerwować gospodarza, ale z czasem się rozluźniła. Pomogła w tym obecność innych gości, zwłaszcza dzieci, przy których i tak nie dało się utrzymać idealnego porządku. Tak więc, za zachętą Tessy, postanowiła uczynić przestrzeń apartamentu bardziej swoją. A że uwielbiała gotować, naturalnie zaczęła od kuchni.
Choć po prawdzie była to raczej jadalnia, w której przechowywano pożywienie (oczywiście, żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie przygotowywał jedzenia samodzielnie). Być może zasoby te wystarczały dla zaspokojenia potrzeb samotnego kawalera, lecz w przypadku rodziny pełnej głodomorów, sytuacja wyglądała inaczej. Jolene przejrzała wszystkie szafki, a następnie poczyniła niezbędne sprawunki. Zadbała o zaopatrzenie "kuchni" we wszystkie składniki potrzebne do sporządzenia wielowartościowych posiłków (mięsnych i wegetariańskich). Kupiła również swoje ulubione przyprawy oraz zioła, które do tej pory hodowała w ogródku. Po paru dniach przyzwyczaiła się już do gotowania w nowym miejscu. Wykonywanie znanych czynności dawało namiastkę normalności, choć oczywiście nic nie mogło zastąpić jej ukochanej kuchni.
Dzisiejszego wieczoru jednak pomieszczenie to nie służyło do przygotowywania jedzenia.
By pozbyć się ducha nawiedzającego dom w Dolinie Godryka, należało przeprowadzić egzorcyzm. A do przeprowadzenia egzorcyzmu potrzebne były świece. Na szczęście Jo hobbystycznie tworzyła świeczki i była w tym całkiem dobra. Zamierzała więc spróbować własnoręcznie stworzyć wszystkie składniki potrzebne do wypędzenia ducha. Chciała w ten sposób nie tylko oszczędzić pieniądze, ale także znaleźć sobie jakieś relaksujące zajęcie.
Tak więc kupiła niezbędny sprzęt i rozłożyła się w "kuchni" o takiej porze, by nie przeszkadzać reszcie domowników. Myślała, że uwienie się szybko, ale w pewnym momencie przyszła Tessa i zaczęły wspominać czasy, kiedy to w Hogwarcie piło się po kątach szmuglowany alkohol. Jakoś tak wyszło, że któraś z nich wspomniała o zasobach wina ich gospodarza, więc zdecydowały się skorzystać (oczywiście, Shafiq wcześniej udzielił im pozwolenia). Ostatecznie więc robienie świeczek upłynęło w dość zabawnej atmosferze, wspomaganej procentami. Przy okazji narobiły też trochę bałaganu...
Gdy Anthony przekroczył próg kuchni, jego oczom ukazała się dość nietypowa scena. Blaty i podłoga pokryte były plamami z wosku (ewidentnie ktoś miał problemy z nalewaniem do formy), na stole walały się bawełniane knoty, olejki i przeróżne intensywnie pachnące składniki. Stygnące formy świeczek oraz brudne garnki wskazywały, że nie sprzątano tu od dłuższej chwili. Po środku tego całego chaosu stały dwie roześmiane pięćdziesięciolatki z kieliszkami w dłoniach.
– Pamiętasz to najtańsze wino, które kupiłam za moją pierwszą wypłatę? Było absolutnie okropne, ale wtedy się nim upijałyśmy... – Jolene była na tyle zaabsorbowana rozmową z przyjaciółką, że zarejestrowała obecność gospodarza dopiero po chwili. – Och, dobry wieczór. Przepraszam za... – machnęła wolną ręką wokół. Najwyraźniej alkohol stłumił jej zmysły na tyle, że nie przejęła się za bardzo wyrazem twarzy Shafiqa.
!Trauma Ognia
Pożar strawił większość jej rodzinnego miasta, szpital Świętego Munga był przepełniony rannymi, a dom, w którym spędziła pół życia, został nawiedzony przez ducha. Na szczęście jej rodzina przetrwała Spaloną Noc bez większych strat, a to było najważniejsze.
Bletchley zdawała sobie sprawę, że w porównaniu do większości ofiar, miała ogromne szczęście. Niektórzy ludzie stracili w atakach kończyny, bliskich albo cały dobytek. Możliwość zamieszkania w luksusowym apartamencie była czymś więcej, niż mogłaby sobie wymarzyć po stracie dachu nad głową. A jednak, pomimo całej wdzięczności do Shafiqa, powrót z pracy na Horyzontalną napełniał ją pewnym smutkiem.
Naprawdę nie powinna przykładać zbyt dużej wagi do czegoś tak trywialnego, jak stan ich starej chałupy w Dolinie Godryka. Przecież zgodnie z powiedzeniem "home is where the heart is", dom był tam, gdzie znajdowali się jej bliscy. Jednakże dla Jo, tamten budynek symbolizował coś więcej niż tylko lata wspomnień. Doświadczenie dorastania w pozbawionym miłości domu sprawiło, że chciała stworzyć dla swojej rodziny przestrzeń pełną bezpieczeństwa i komfortu. Dom, który kupili z Julianem, stanowił więc symbol zerwania z przeszłością oraz nadziei na lepszą przyszłość. Przez lata starała się, by jej córki na każdym kroku czuły, że są kochane. By miejsce to stanowiło oazę dla wszystkich bliskich jej sercu.
A teraz przebywanie w tym budynku wywoływało jedynie strach.
Apartamentowi Anthony'ego Shafiqa nie można było nic odmówić; był na tyle przestronny, by pomieścić parę rodzin, oraz elegancko udekorowany. Był piękny, ale... Pozbawiony duszy. Podobnie jak mieszkanie, które Jolene pamiętała ze swojego dzieciństwa. Nie powinno więc dziwić, że czuła wewnętrzną potrzebę uczynienia tego miejsca bardziej przytulnym. Zresztą, nie zajęło dużo czasu, by familia Bletchleyów w pełni się rozgościła i powróciła do swojego naturalnego stanu. Byli głośni. Byli wszędzie. Byli cały czas. I właśnie za to Jo ich kochała.
Naprawdę nie chciała nadużywać gościnności Shafiqa; nie miała pojęcia na czym dokładnie polegała jego współpraca z Julianem ani gdzie leżały granice cierpliwości polityka. Na początku starała się nie zostawiać po sobie żadnych śladów obecności, by nie zdenerwować gospodarza, ale z czasem się rozluźniła. Pomogła w tym obecność innych gości, zwłaszcza dzieci, przy których i tak nie dało się utrzymać idealnego porządku. Tak więc, za zachętą Tessy, postanowiła uczynić przestrzeń apartamentu bardziej swoją. A że uwielbiała gotować, naturalnie zaczęła od kuchni.
Choć po prawdzie była to raczej jadalnia, w której przechowywano pożywienie (oczywiście, żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie przygotowywał jedzenia samodzielnie). Być może zasoby te wystarczały dla zaspokojenia potrzeb samotnego kawalera, lecz w przypadku rodziny pełnej głodomorów, sytuacja wyglądała inaczej. Jolene przejrzała wszystkie szafki, a następnie poczyniła niezbędne sprawunki. Zadbała o zaopatrzenie "kuchni" we wszystkie składniki potrzebne do sporządzenia wielowartościowych posiłków (mięsnych i wegetariańskich). Kupiła również swoje ulubione przyprawy oraz zioła, które do tej pory hodowała w ogródku. Po paru dniach przyzwyczaiła się już do gotowania w nowym miejscu. Wykonywanie znanych czynności dawało namiastkę normalności, choć oczywiście nic nie mogło zastąpić jej ukochanej kuchni.
Dzisiejszego wieczoru jednak pomieszczenie to nie służyło do przygotowywania jedzenia.
By pozbyć się ducha nawiedzającego dom w Dolinie Godryka, należało przeprowadzić egzorcyzm. A do przeprowadzenia egzorcyzmu potrzebne były świece. Na szczęście Jo hobbystycznie tworzyła świeczki i była w tym całkiem dobra. Zamierzała więc spróbować własnoręcznie stworzyć wszystkie składniki potrzebne do wypędzenia ducha. Chciała w ten sposób nie tylko oszczędzić pieniądze, ale także znaleźć sobie jakieś relaksujące zajęcie.
Tak więc kupiła niezbędny sprzęt i rozłożyła się w "kuchni" o takiej porze, by nie przeszkadzać reszcie domowników. Myślała, że uwienie się szybko, ale w pewnym momencie przyszła Tessa i zaczęły wspominać czasy, kiedy to w Hogwarcie piło się po kątach szmuglowany alkohol. Jakoś tak wyszło, że któraś z nich wspomniała o zasobach wina ich gospodarza, więc zdecydowały się skorzystać (oczywiście, Shafiq wcześniej udzielił im pozwolenia). Ostatecznie więc robienie świeczek upłynęło w dość zabawnej atmosferze, wspomaganej procentami. Przy okazji narobiły też trochę bałaganu...
Gdy Anthony przekroczył próg kuchni, jego oczom ukazała się dość nietypowa scena. Blaty i podłoga pokryte były plamami z wosku (ewidentnie ktoś miał problemy z nalewaniem do formy), na stole walały się bawełniane knoty, olejki i przeróżne intensywnie pachnące składniki. Stygnące formy świeczek oraz brudne garnki wskazywały, że nie sprzątano tu od dłuższej chwili. Po środku tego całego chaosu stały dwie roześmiane pięćdziesięciolatki z kieliszkami w dłoniach.
– Pamiętasz to najtańsze wino, które kupiłam za moją pierwszą wypłatę? Było absolutnie okropne, ale wtedy się nim upijałyśmy... – Jolene była na tyle zaabsorbowana rozmową z przyjaciółką, że zarejestrowała obecność gospodarza dopiero po chwili. – Och, dobry wieczór. Przepraszam za... – machnęła wolną ręką wokół. Najwyraźniej alkohol stłumił jej zmysły na tyle, że nie przejęła się za bardzo wyrazem twarzy Shafiqa.
!Trauma Ognia