15.10.2025, 02:14 ✶
Wiedziała, że każde jej spięcie, każda iskra emocji, działała na niego jak zachęta do dalszej prowokacji. A mimo to nie potrafiła całkowicie odciąć się od irytacji, którą wywoływał. Astoria zacisnęła usta, a powieki opadły na ułamek sekundy - wystarczająco długo, by zapanować nad sobą. Nie mogła dać mu satysfakcji. Nie tutaj, nie w jej galerii, nie pośród ścian, które znały jej każdy ton i gest. Profesjonalizm był jej zbroją, a ona nauczyła się nosić ją z dumą.
- Może. Musiałabym się rozejrzeć - tak naprawdę musiała się zastanowić, czy w ogóle chce mu robić jakieś przysługi. Galeria nie realizowała takich zadań, więc nie była zobowiązana w żaden sposób. Jedynie dobra wola, ale na razie jej nie miała.
Póki co miała pełne ręce roboty z aktualną usługą i na tym musiała się skupić. Podpisywanie dokumentów było normalną procedurą, więc czekała cierpliwie. Czasem przesunęła spojrzeniem po linijkach tekstu, jakby sama chciała upewnić się co do ich poprawności, innym razem zerkała na niego ukradkiem, obserwując, jak jego wzrok przesuwa się po kolejnych paragrafach. W pomieszczeniu panowała cisza, którą przerywało jedynie szelest papieru i cichy stukot pióra o szkło kałamarza. Dopiero gdy skończył czytać i uniósł wzrok, skinęła lekko głową, wskazując miejsce na podpis.
A potem, cóż atmosfera zrobiła się gorąca w ułamku sekundy. Astoria nie drgnęła, choć jego głos wypełnił całe pomieszczenie ostrą nutą gniewu. Uderzył jak fala - gwałtownie, nieoczekiwanie - ale ona nie zamierzała dać się ponieść. Stała prosto, z uniesioną brodą i lodowatym spokojem na twarzy, choć czuła, jak serce bije jej szybciej.
- Jak śmiesz - wysyczała przez zaciśnięte zęby. Nie musiała podnosić głosu, jej ton był znacznie bardziej dosadny niż krzyk. - Analiza była wykonana przez zaklęcia rejestrujące, wszystko mogę udowodnić. Certyfikat to potwierdza.
Zrobiła krok w jego stronę, nie unikając jego wzroku.
- Ten obraz jest autentyczny - wskazała na obraz przeznaczony dla jego matki, który już czekał zapakowany i gotowy do drogi. - A ten, który chciałeś podarować ANONIMOWO jest sfałszowany. Miałabym uwierzyć, że to przypadek? Masz mnie za idiotkę, Lestrange? - można o niej powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że była głupia. W życiu nie uwierzyłaby w jego dobre intencję, szczególnie w tak podejrzanych okolicznościach.
- Nie pogrążaj się i nie próbuj zwalać tego na uprzedzenia, nie naraziłabym swojego stanowiska przez głupi szkolny "żart" - warknęła jeszcze. Vulcor podleciał gwałtownie, jego skrzydła zaszumiały w powietrzu, zanim osiadł na jej ramieniu. Rozpostarł się szeroko, jakby próbował stanąć między nią a Rodolphusem, a jego czarne oczy błyszczały ostrzegawczo. - Ale to kolejny z twoich żartów, prawda? Podsunąć mi podrobione dzieło, pozwolić mi je zatwierdzić, a potem patrzeć, jak moja reputacja rozpada się na kawałki. Stąd pierwszy oryginał, mający uśpić moją czujność, a potem idealna kopia, wychwycona wyłącznie przez zaawansowane zaklęcia. - jej ton pozostawał wyważony, lecz każde zdanie cięło powietrze oskarżeniami, niczym ostrze. Jak nisko mógł upaść, że zamiast się przyznać, jeszcze w to brnął? Aż tak bardzo chciał jej zaszkodzić? Stała prosto, dumnie, z uniesioną brodą, jakby każde jego słowo tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że miała rację.
- Może. Musiałabym się rozejrzeć - tak naprawdę musiała się zastanowić, czy w ogóle chce mu robić jakieś przysługi. Galeria nie realizowała takich zadań, więc nie była zobowiązana w żaden sposób. Jedynie dobra wola, ale na razie jej nie miała.
Póki co miała pełne ręce roboty z aktualną usługą i na tym musiała się skupić. Podpisywanie dokumentów było normalną procedurą, więc czekała cierpliwie. Czasem przesunęła spojrzeniem po linijkach tekstu, jakby sama chciała upewnić się co do ich poprawności, innym razem zerkała na niego ukradkiem, obserwując, jak jego wzrok przesuwa się po kolejnych paragrafach. W pomieszczeniu panowała cisza, którą przerywało jedynie szelest papieru i cichy stukot pióra o szkło kałamarza. Dopiero gdy skończył czytać i uniósł wzrok, skinęła lekko głową, wskazując miejsce na podpis.
A potem, cóż atmosfera zrobiła się gorąca w ułamku sekundy. Astoria nie drgnęła, choć jego głos wypełnił całe pomieszczenie ostrą nutą gniewu. Uderzył jak fala - gwałtownie, nieoczekiwanie - ale ona nie zamierzała dać się ponieść. Stała prosto, z uniesioną brodą i lodowatym spokojem na twarzy, choć czuła, jak serce bije jej szybciej.
- Jak śmiesz - wysyczała przez zaciśnięte zęby. Nie musiała podnosić głosu, jej ton był znacznie bardziej dosadny niż krzyk. - Analiza była wykonana przez zaklęcia rejestrujące, wszystko mogę udowodnić. Certyfikat to potwierdza.
Zrobiła krok w jego stronę, nie unikając jego wzroku.
- Ten obraz jest autentyczny - wskazała na obraz przeznaczony dla jego matki, który już czekał zapakowany i gotowy do drogi. - A ten, który chciałeś podarować ANONIMOWO jest sfałszowany. Miałabym uwierzyć, że to przypadek? Masz mnie za idiotkę, Lestrange? - można o niej powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że była głupia. W życiu nie uwierzyłaby w jego dobre intencję, szczególnie w tak podejrzanych okolicznościach.
- Nie pogrążaj się i nie próbuj zwalać tego na uprzedzenia, nie naraziłabym swojego stanowiska przez głupi szkolny "żart" - warknęła jeszcze. Vulcor podleciał gwałtownie, jego skrzydła zaszumiały w powietrzu, zanim osiadł na jej ramieniu. Rozpostarł się szeroko, jakby próbował stanąć między nią a Rodolphusem, a jego czarne oczy błyszczały ostrzegawczo. - Ale to kolejny z twoich żartów, prawda? Podsunąć mi podrobione dzieło, pozwolić mi je zatwierdzić, a potem patrzeć, jak moja reputacja rozpada się na kawałki. Stąd pierwszy oryginał, mający uśpić moją czujność, a potem idealna kopia, wychwycona wyłącznie przez zaawansowane zaklęcia. - jej ton pozostawał wyważony, lecz każde zdanie cięło powietrze oskarżeniami, niczym ostrze. Jak nisko mógł upaść, że zamiast się przyznać, jeszcze w to brnął? Aż tak bardzo chciał jej zaszkodzić? Stała prosto, dumnie, z uniesioną brodą, jakby każde jego słowo tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że miała rację.