23.10.2022, 14:08 ✶
Thomas polemizowałby, czy na pewno zwyczajnie to dobre słowa, bo w jego oczach Geraldine prezentowała się jakoś niewytłumaczalnie wyjątkowo. Nie widział jej naprawdę długo, do tego stopnia, że niektóre szczegóły jej twarzy zaczęły się już zacierać, jednocześnie trochę się pozmieniało i choć nie umiał ubrać tego w słowa, tak było dziś w niej coś wyjątkowego. Wszystko zwalał na czas, który upłynął i jego radość, ze spotkania dziewczyny, z którą ostatnio spotkał się przed laty.
A choć nigdy się do tego nie przyznał, w latach szczenięcych Ger była jego młodzieńczym zauroczeniem.
Tak, nigdy nie udało mu się jej tego wyznać, ba, teraz to i tak nie miało znaczenia, więc podejrzewał, że tajemnicę tą zabierze do grobu (jakby połowa otaczających osób i tak o tym nie wiedziała), ale sam fakt powodował, że czuł się jakoś niepewnie. Uderzały w niego wspomnienia odczuć i chwil, które razem spędzali i próbował je jakoś przetrawić.
To było tak dawno temu, upływ czasu przecież wszystko niemal zatarł, a jednak kłębiła się w nim pewna radość. Jego serce dopadało przyjemne ciepło, gdy przywoływał tamte wszystkie chwile, gdy wzdychał do blondynki podczas treningów, by chwilę później dostać od kapitana parę gorzkich słów, po tym, jak zamyślony przepuścił kafla.
Ger nadal była ładna. Nie mógł tego nie stwierdzić, gdy znów jawiła się przed nim z tym swoim uśmiechem i zawadiackim spojrzeniem, które rzadko kiedy gasło. Jej śmiech nadal był przyjemny dla ucha i powodował, że i on się musiał zaśmiać.
- Nie skończyłem w Szkrzydle Szpitalnym, więc chyba nie tak źle, szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć czy bardzo bolało. Pamiętam jednak, że wtedy miałem ochotę cię zamordować, bo bałem się, że przez to nie zagram w ostatnim meczu, ale nie miałem siły za tobą biec. - Pokręcił głową, gdy jego umysł podsunął mu odpowiednie wspomnienia, które teraz wywoływały raczej rozbawienie. Choć dorastającemu Thomasowi do śmiechu wtedy nie było. - Jakbyś potrzebowała rozprostować kości i znów zagrać, to napisz, Erik i ja czasem lubimy sobie porzucać kaflem. - Puścił jej oczko, a jego ciało ogarnęła jeszcze większa radość. Ile by dał, by znów spotkać się w starym składzie drużyny i po prostu zagrać mecz. Brakowało mu tych chwil, przynosiły one naprawdę beztroskie i szczęśliwe wspomnienia.
- Dobrze wiedzieć, bo czasem wrażenie, że ten mundur kompletnie się ze mną gryzie. Szczerze wolałbym być stróżem prawa mogącym nosić swoje codzienne ubrania, nie ma się jednak wszystkiego. Przy okazji, myślę, że jakbym nosił na co dzień strój do quidditcha, ludzie by mnie mylili z jakimś profesjonalnym graczem, i kazali dawać sobie autografy, nie wiem jakbym to zniósł. - Teatralnie przyłożył dłoń do czoła, udając, że jest mu słabo na samą myśl.
- A co tam w ogóle u ciebie? Tak jak miałaś zamiar, siedzisz w rodzinnym interesie? - zapytał szczerze ciekawy. Garaldine wielokrotnie opowiadała, że jak skończy Hogwart, ma zamiar podróżować po świecie, poszukując rzadkich magicznych stworzeń, a jej głos przepełniała wtedy czysta pasja. Chyba taką ją najbardziej wtedy lubił.
- Cóż, może to dobrego złe początki? - stwierdził, kończąc wypisywanie papierka, który ciążył mu znacznie bardziej niż zwykle. - Możesz opłacić go w Ministerstwie w naszym departamencie, albo za pomocą sowy, zależy jak ci wygodniej - powiedział, wręczając nieszczęsny zwitek papieru, po czym zamilkł na chwilę. Przynajmniej dopóki nie usłyszał o propozycji spotkania, a coś w jego żołądku nie wywinęło fikołka.
- Jasne, fajnie by było powspominać. Daj znac kiedy masz wolny wieczór, to można pójść na jakieś piwo, czy coś - zgodził się, a jego ręka znów potarła tył głowy, gdy wpatrywał się w miotłę.
A choć nigdy się do tego nie przyznał, w latach szczenięcych Ger była jego młodzieńczym zauroczeniem.
Tak, nigdy nie udało mu się jej tego wyznać, ba, teraz to i tak nie miało znaczenia, więc podejrzewał, że tajemnicę tą zabierze do grobu (jakby połowa otaczających osób i tak o tym nie wiedziała), ale sam fakt powodował, że czuł się jakoś niepewnie. Uderzały w niego wspomnienia odczuć i chwil, które razem spędzali i próbował je jakoś przetrawić.
To było tak dawno temu, upływ czasu przecież wszystko niemal zatarł, a jednak kłębiła się w nim pewna radość. Jego serce dopadało przyjemne ciepło, gdy przywoływał tamte wszystkie chwile, gdy wzdychał do blondynki podczas treningów, by chwilę później dostać od kapitana parę gorzkich słów, po tym, jak zamyślony przepuścił kafla.
Ger nadal była ładna. Nie mógł tego nie stwierdzić, gdy znów jawiła się przed nim z tym swoim uśmiechem i zawadiackim spojrzeniem, które rzadko kiedy gasło. Jej śmiech nadal był przyjemny dla ucha i powodował, że i on się musiał zaśmiać.
- Nie skończyłem w Szkrzydle Szpitalnym, więc chyba nie tak źle, szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć czy bardzo bolało. Pamiętam jednak, że wtedy miałem ochotę cię zamordować, bo bałem się, że przez to nie zagram w ostatnim meczu, ale nie miałem siły za tobą biec. - Pokręcił głową, gdy jego umysł podsunął mu odpowiednie wspomnienia, które teraz wywoływały raczej rozbawienie. Choć dorastającemu Thomasowi do śmiechu wtedy nie było. - Jakbyś potrzebowała rozprostować kości i znów zagrać, to napisz, Erik i ja czasem lubimy sobie porzucać kaflem. - Puścił jej oczko, a jego ciało ogarnęła jeszcze większa radość. Ile by dał, by znów spotkać się w starym składzie drużyny i po prostu zagrać mecz. Brakowało mu tych chwil, przynosiły one naprawdę beztroskie i szczęśliwe wspomnienia.
- Dobrze wiedzieć, bo czasem wrażenie, że ten mundur kompletnie się ze mną gryzie. Szczerze wolałbym być stróżem prawa mogącym nosić swoje codzienne ubrania, nie ma się jednak wszystkiego. Przy okazji, myślę, że jakbym nosił na co dzień strój do quidditcha, ludzie by mnie mylili z jakimś profesjonalnym graczem, i kazali dawać sobie autografy, nie wiem jakbym to zniósł. - Teatralnie przyłożył dłoń do czoła, udając, że jest mu słabo na samą myśl.
- A co tam w ogóle u ciebie? Tak jak miałaś zamiar, siedzisz w rodzinnym interesie? - zapytał szczerze ciekawy. Garaldine wielokrotnie opowiadała, że jak skończy Hogwart, ma zamiar podróżować po świecie, poszukując rzadkich magicznych stworzeń, a jej głos przepełniała wtedy czysta pasja. Chyba taką ją najbardziej wtedy lubił.
- Cóż, może to dobrego złe początki? - stwierdził, kończąc wypisywanie papierka, który ciążył mu znacznie bardziej niż zwykle. - Możesz opłacić go w Ministerstwie w naszym departamencie, albo za pomocą sowy, zależy jak ci wygodniej - powiedział, wręczając nieszczęsny zwitek papieru, po czym zamilkł na chwilę. Przynajmniej dopóki nie usłyszał o propozycji spotkania, a coś w jego żołądku nie wywinęło fikołka.
- Jasne, fajnie by było powspominać. Daj znac kiedy masz wolny wieczór, to można pójść na jakieś piwo, czy coś - zgodził się, a jego ręka znów potarła tył głowy, gdy wpatrywał się w miotłę.