Korzystając z chwili, kiedy Rodolphus udał się w stronę kuchni przygotować dla nich herbatę, Nicholas wyciągnął instrukcję dotyczącą spożywania eliksiru na kaszel. Nie spieszył się z zapoznaniem treści ulotki. Miał czas. Czytał spokojnie i dokładnie, jakby chciał dobrze zapamiętać dawki. Jeżeli mógł skorzystać z niego teraz i nie było wskazanej pory dnia, nocy, przed czy po posiłku, sięgnął po jedną fiolkę, aby móc przyjrzeć się dokładniej. Zawartości cieczy, jaka w niej znajdowała. Czy to faktycznie pomoże mu z kaszlem? Przekona się, kiedy zażyje. Lecz w tym tez czasie, oczekiwania na Rodolphusa z herbatą, uwagę jego znów zwracał mały dementorek. Nicholas skierował w jego kierunku swój chłodny wzrok, dostrzegając jak do niego macha, trzymając coś w swojej łapce. Travers nie wstawał, ale miał dementorek jego uwagę.
Nicholas był świadom tego, że pogarszający się stan zdrowia, może uniemożliwić mu branie udziału w misjach, zlecanych przez Czarnego Pana. Nie przejmował się tym, jeżeli przyjdzie moment, w którym nie będzie mógł ich wykonywać. A jeżeli będzie musiał umrzeć, to umrze. Śmierci się nie bał. Ani tego, co może po niej nastąpić.
Jeżeli zaś chodziło o samego Rodolphusa. Było w nim coś, co nie pozwalało Nicholasowi zerwać tej relacji. Tej bliskości, jakiej doświadczali w ostatnim czasie. Sytuacja była podobna do tej, którą miał z Laurentem. Relacja na umowie słownej. Bez zobowiązań. Być może najlepszym rozwiązaniem będzie pójść na ugodę, jaką mieli wcześniej. Nie musieli mieszkać razem. Ale chociaż się odwiedzać. W razie potrzeby.