16.10.2025, 07:09 ✶
Eugenia odwróciła głowę w jego stronę, gdy tylko ją zaczepił. Zrobiła to powoli, z wyuczoną gracją, jakby samo zauważenie kogoś było jej łaską. Ochroniarz stojący pół kroku za nią natychmiast poprawił postawę, a kelner, który właśnie bieżył do niej z kieliszkami, zawrócił taktycznie widząc, że nie będzie to potrzebne.
– Sędzio Crouch – przywitała go skinieniem głowy i tonem zbyt miękkim, by był serdeczny. Przyjęła od niego kieliszek, skupiając na moment wzrok na bąbelkach w szampanie, które unosiły się leniwie ku powierzchni. – W istocie, wyjątkowy wieczór. Łatwo można było zapomnieć w ostatnim czasie, jak działa magia teatru. Jak sztuka łagodzi obyczaje, jak ważne jest karmić nie tylko ciało, ale też duszę.
Przejechała spojrzeniem jeszcze po grającym wytrwale kwartecie, a kąciki jej ust zadrgały lekko, jakby z trudem powstrzymywała rozbawienie.
– Ach, tort. Skosztowałam i jest całkiem dobry, choć raczej należę do osób ceniących wyżej rozmowę niż cukier.
Dopiero wtedy, nasyciwszy oczy wszystkim tylko nie sędzią, spojrzała na niego bezpośrednio, a jej spojrzenie zdawało się chłodne, nawet pod piórkami i blichtrem wrodzonej kokieterii.
– Wygląda pan dziś… na bardzo zadowolonego z siebie. Bardziej niż zwykle. Czy to duma wynikająca z tego małego rodowego sukcesu? Pańska matka jest z rodu Selwynów, czyż nie? – zapytała lekko, z tym nieuchwytnym uśmiechem, który nie docierał do oczu. – Nasi kochani Selwyni. Zawsze mieli zamiłowanie do błysku reflektorów i sceny. Nic dziwnego, że tak pana gna na afisze. Może minął się pan z powołaniem? Dzisiejszy Merlin jak na mój gust był ociupinkę zbyt młody. – upiła łyk nim padła sugestia, że mogłaby zamienić słówko z Everettem Selwynem, by nastąpiły pewne przetasowania kadrowe.
– Sędzio Crouch – przywitała go skinieniem głowy i tonem zbyt miękkim, by był serdeczny. Przyjęła od niego kieliszek, skupiając na moment wzrok na bąbelkach w szampanie, które unosiły się leniwie ku powierzchni. – W istocie, wyjątkowy wieczór. Łatwo można było zapomnieć w ostatnim czasie, jak działa magia teatru. Jak sztuka łagodzi obyczaje, jak ważne jest karmić nie tylko ciało, ale też duszę.
Przejechała spojrzeniem jeszcze po grającym wytrwale kwartecie, a kąciki jej ust zadrgały lekko, jakby z trudem powstrzymywała rozbawienie.
– Ach, tort. Skosztowałam i jest całkiem dobry, choć raczej należę do osób ceniących wyżej rozmowę niż cukier.
Dopiero wtedy, nasyciwszy oczy wszystkim tylko nie sędzią, spojrzała na niego bezpośrednio, a jej spojrzenie zdawało się chłodne, nawet pod piórkami i blichtrem wrodzonej kokieterii.
– Wygląda pan dziś… na bardzo zadowolonego z siebie. Bardziej niż zwykle. Czy to duma wynikająca z tego małego rodowego sukcesu? Pańska matka jest z rodu Selwynów, czyż nie? – zapytała lekko, z tym nieuchwytnym uśmiechem, który nie docierał do oczu. – Nasi kochani Selwyni. Zawsze mieli zamiłowanie do błysku reflektorów i sceny. Nic dziwnego, że tak pana gna na afisze. Może minął się pan z powołaniem? Dzisiejszy Merlin jak na mój gust był ociupinkę zbyt młody. – upiła łyk nim padła sugestia, że mogłaby zamienić słówko z Everettem Selwynem, by nastąpiły pewne przetasowania kadrowe.