16.10.2025, 08:58 ✶
Brenna spodziewała się różnych rzeczy. Brała nawet pod uwagę, że chłopak mógł zorientować się, że ktoś za nim idzie – między innymi dlatego pod koniec, gdy stał się nazbyt nerwowy, po prostu odpuściła, na rzecz przyjścia tu z inną twarzą i innym płaszczem. Słowa o wyjeździe do Paryża, na które zwróciła uwagę wcześniej gdy rozmawiali z Selwynem sugerowały, że doszło do tego przekupstwa.
Ale to co się stało ją zaskoczyło. Wszystkie plany zostały niemal natychmiast odrzucone i pozostawało im improwizować.
– Gdybyśmy chcieli cię teraz skrzywdzić, nie przychodzilibyśmy w biały dzień – powiedziała, jeszcze zanim zdecydowała, jak wyglądać będzie ta improwizacja, bo przecież faktycznie nie planowała go krzywdzić, a gdyby chciała, raczej nie pukałaby ot tak do jego drzwi. Powstrzymała odruch uspokajania go dalej, zapewniania, że nie są tymi, za których ich brał: do licha, nawet jeśli zrobił coś paskudnego Raphaeli, nie mogła powstrzymać ukłucia współczucia, widząc jego łzy. Zerknęła na Jonathana, robiąc krótką pauzę – po trochu dlatego, że dawała czas, gdyby on wpadł na coś, i chciał odezwać się pierwszy, a po trochu, bo sama potrzebowała paru sekund, by zdecydować… którym nazwiskiem rzucić?
Brała pod uwagę, że odpowiedzialny mógł być młody Brygadzista, ale on nie wywołałby w chłopcu takiego strachu i na pewno nie zapłaciłby za zagraniczny wyjazd. Była podejrzliwa wobec wampira, on jednak dopiero przybył do Anglii. Gdyby miała strzelać, kto mógł pokryć koszty, to wskazałaby na Malfoya: opierając się tutaj głównie na wizji Morpheusa. Ale Fortynbras był stale na widoku, i on nie dokonał napaści. Młody Malfoy albo Burke…
Dłoń trzymała przy różdżce, ale nie sięgała po nią: nie, póki chłopak nie próbował unieść swojej.
– Po tym jak Londyn spłonął Ministerstwo szuka kozłów ofiarnych – stwierdziła bardzo cicho, niemal szeptem, jeśli Selwyn nie wkroczył pierwszy, wracając spojrzeniem do chłopaka, znowu prawda, chociaż z gatunku tych brzydkich, bo przecież ktoś zadbał, by tymi kozłami nie został przypadkiem Malfoy. – Zdaje się, że ten i ów zainteresował się paniczem Burke. Obiecuję, że dziś nikomu nie stanie się tu krzywda. Póki co zależy nam jedynie na przedyskutowaniu paru rzeczy. Czy na pewno chcesz omawiać to na korytarzu? Nie chcemy, żeby twoja niania coś usłyszała.
Naprawdę nie chciała tutaj staruszki krzyczącej na nich, że jacyś akwizytorzy doprowadzają jej chłopca do łez.
Ale to co się stało ją zaskoczyło. Wszystkie plany zostały niemal natychmiast odrzucone i pozostawało im improwizować.
– Gdybyśmy chcieli cię teraz skrzywdzić, nie przychodzilibyśmy w biały dzień – powiedziała, jeszcze zanim zdecydowała, jak wyglądać będzie ta improwizacja, bo przecież faktycznie nie planowała go krzywdzić, a gdyby chciała, raczej nie pukałaby ot tak do jego drzwi. Powstrzymała odruch uspokajania go dalej, zapewniania, że nie są tymi, za których ich brał: do licha, nawet jeśli zrobił coś paskudnego Raphaeli, nie mogła powstrzymać ukłucia współczucia, widząc jego łzy. Zerknęła na Jonathana, robiąc krótką pauzę – po trochu dlatego, że dawała czas, gdyby on wpadł na coś, i chciał odezwać się pierwszy, a po trochu, bo sama potrzebowała paru sekund, by zdecydować… którym nazwiskiem rzucić?
Brała pod uwagę, że odpowiedzialny mógł być młody Brygadzista, ale on nie wywołałby w chłopcu takiego strachu i na pewno nie zapłaciłby za zagraniczny wyjazd. Była podejrzliwa wobec wampira, on jednak dopiero przybył do Anglii. Gdyby miała strzelać, kto mógł pokryć koszty, to wskazałaby na Malfoya: opierając się tutaj głównie na wizji Morpheusa. Ale Fortynbras był stale na widoku, i on nie dokonał napaści. Młody Malfoy albo Burke…
Dłoń trzymała przy różdżce, ale nie sięgała po nią: nie, póki chłopak nie próbował unieść swojej.
– Po tym jak Londyn spłonął Ministerstwo szuka kozłów ofiarnych – stwierdziła bardzo cicho, niemal szeptem, jeśli Selwyn nie wkroczył pierwszy, wracając spojrzeniem do chłopaka, znowu prawda, chociaż z gatunku tych brzydkich, bo przecież ktoś zadbał, by tymi kozłami nie został przypadkiem Malfoy. – Zdaje się, że ten i ów zainteresował się paniczem Burke. Obiecuję, że dziś nikomu nie stanie się tu krzywda. Póki co zależy nam jedynie na przedyskutowaniu paru rzeczy. Czy na pewno chcesz omawiać to na korytarzu? Nie chcemy, żeby twoja niania coś usłyszała.
Naprawdę nie chciała tutaj staruszki krzyczącej na nich, że jacyś akwizytorzy doprowadzają jej chłopca do łez.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.