16.10.2025, 08:58 ✶
Była łąka. Byli oni. Było dobrze.
– Są pod dobrą opieką. Wuj Nikolaia robi wszystko co w jego mocy, żeby przywrócić im spokój a my wieczorami chodzimy do nich i czyścimy je. Czeszemy. To uspokaja. Ale zapachu nie ma jak zmienić. Nastroju. Ale nic im nie będzie. Tak jak wujowi Thomasowi. – Uśmiechnął się lekko bo tak na prawdę myślał. Zawsze uważał Thomasa za światowego człowieka i wierzył, że znajdzie lekarstwo na cokolwiek mu było. Samuel tymczasem był i pozostawał szczęściarzem. Może chroniła go Knieja którą zdradził ale tak właściwie to nic mu nie było.
– Masz nożyki, które Ci wysłałem? – zapytał tylko na ge artystyczbe plany. Oczywiscie sam mial dużo narzedzi w torbie, obok bulek, ciastek i kremowego piwa od babci Lizzy na ten ich mały piknik. Potem jednak skupił się na rysunku i zamiast powiedzieć cokolwiek przygarnął do siebie maleńką istotkę, dotulając ją do siebie jak mama kwoka. – Jest piękny, powieszę go u siebie w pokoju – powiedział cicho jej jasnym włosom, zapominając na moment o wieńcu, o Mabon, o tym co planował zrobić wieczorem. W kontakcie z tym dzieckiem, w kontakcie z wlasną córką wciąż zdawał się być świeży. Nieopierzony. Niedość dojrzały. Na moment zapomniał o Karlu, na moment zapomniał o wszystkich zmartwieniach. A przecież robota czekała.
– Niedługo będę stawiał więźbę u Twojego wujka Erika. Cieszysz się? Może będziesz migła troche czasu spędzić wtedy w Dolinie? – wciąż nie lubił uczucia teleportacji. Gdyby Mabel była pod opieką chrzestnego albo prababci mógłby widzieć się z nią częściej. W przeciwieństwie do dziewczynki absolutnie nie wypatrywał jej powrotu do Londynu, ale nie powiedział tego na głos.
– Są pod dobrą opieką. Wuj Nikolaia robi wszystko co w jego mocy, żeby przywrócić im spokój a my wieczorami chodzimy do nich i czyścimy je. Czeszemy. To uspokaja. Ale zapachu nie ma jak zmienić. Nastroju. Ale nic im nie będzie. Tak jak wujowi Thomasowi. – Uśmiechnął się lekko bo tak na prawdę myślał. Zawsze uważał Thomasa za światowego człowieka i wierzył, że znajdzie lekarstwo na cokolwiek mu było. Samuel tymczasem był i pozostawał szczęściarzem. Może chroniła go Knieja którą zdradził ale tak właściwie to nic mu nie było.
– Masz nożyki, które Ci wysłałem? – zapytał tylko na ge artystyczbe plany. Oczywiscie sam mial dużo narzedzi w torbie, obok bulek, ciastek i kremowego piwa od babci Lizzy na ten ich mały piknik. Potem jednak skupił się na rysunku i zamiast powiedzieć cokolwiek przygarnął do siebie maleńką istotkę, dotulając ją do siebie jak mama kwoka. – Jest piękny, powieszę go u siebie w pokoju – powiedział cicho jej jasnym włosom, zapominając na moment o wieńcu, o Mabon, o tym co planował zrobić wieczorem. W kontakcie z tym dzieckiem, w kontakcie z wlasną córką wciąż zdawał się być świeży. Nieopierzony. Niedość dojrzały. Na moment zapomniał o Karlu, na moment zapomniał o wszystkich zmartwieniach. A przecież robota czekała.
– Niedługo będę stawiał więźbę u Twojego wujka Erika. Cieszysz się? Może będziesz migła troche czasu spędzić wtedy w Dolinie? – wciąż nie lubił uczucia teleportacji. Gdyby Mabel była pod opieką chrzestnego albo prababci mógłby widzieć się z nią częściej. W przeciwieństwie do dziewczynki absolutnie nie wypatrywał jej powrotu do Londynu, ale nie powiedział tego na głos.