16.10.2025, 09:45 ✶
Brenna miała wrażenie, że gdyby Sebastian miał udzielać jej ślubu, w programie nie miałby wstęg, a dużą ilość poświęconej wody, i może jeszcze tak przy okazji odprawił jakiś egzorcyzm, tak na wszelki wypadek, bo w końcu i tak prawie nikt z gości nie wiedziałby, co mówi, jeśli zacząłby gadać po łacinie. Ewentualnie byłoby to specjalne błogosławieństwo dla pana młodego i modlitwa o spokój jego duszy. A może wszystko na raz? I pewnie nawet podzieliłaby się tymi przemyśleniami z Atreusem, gdyby akurat nie skupiła się na unikaniu patrzenia na ogniska – chociaż przy okazji zastanowiła się, czy strzelanie w tej sukni było bardzo niewygodne i czy Geraldine trenowała wcześniej w stroju ślubnym.
Cóż, Gerald przynajmniej nie musiał martwić się o to, jak jego córeczka poradzi sobie w małżeństwie. Ambroise może i mógł nosić ją na rękach, ale Brenna była właściwie pewna, że Ger w razie czego skopie mu tyłek. Ewentualnie ustrzeli, skoro ojciec wręczył jej łuk.
Mówiłam, że może mieć kuszę? To wprawdzie łuk, ale blisko, widać broń miotana to nieodłączona część akcesoriów ślubnych Yaxleyów. Może stworzą nowe trendy weselne? – rzuciła jeszcze, chociaż wciąż nie patrzyła ku ogniskom. Z wewnętrznym westchnieniem pełnym rezygnacji pomyślała, że mimo niedawnej wizyty u hipnotyzera, pewnie powinna Atreusowi zaraz po ceremonii wspomnieć, że woli trzymać się od nich z daleka – jakoś do tej pory, kiedy na siebie wpadali, ognia nie było w pobliżu i nie spodziewała się tutaj spektakularnych popisów tego typu. Jakiegoś ogniska, owszem, ale nie zapalania ich w ten sposób, a kto wie, co Yaxleyowie jeszcze planowali?
Kiedy chwycił ją za rękę, splotła ich palce, zwracając ku niemu spojrzenie, chwilę wcześniej skierowane nie w ziemię wprawdzie, ale gdzieś w plecy osób przed nimi.
– Co, tak przy ludziach? – odparła cicho, z pewnym rozbawieniem, gdy do niej dotarło, że chyba właśnie uznał, że podziwianie kondycji Ambroise to jakiś przytyk. – Przecież wiem. Wrzuciłeś mnie do jeziora – przypomniała. Ewidentnie nie miał wtedy problemów z podniesieniem jej.
Cóż, Gerald przynajmniej nie musiał martwić się o to, jak jego córeczka poradzi sobie w małżeństwie. Ambroise może i mógł nosić ją na rękach, ale Brenna była właściwie pewna, że Ger w razie czego skopie mu tyłek. Ewentualnie ustrzeli, skoro ojciec wręczył jej łuk.
Mówiłam, że może mieć kuszę? To wprawdzie łuk, ale blisko, widać broń miotana to nieodłączona część akcesoriów ślubnych Yaxleyów. Może stworzą nowe trendy weselne? – rzuciła jeszcze, chociaż wciąż nie patrzyła ku ogniskom. Z wewnętrznym westchnieniem pełnym rezygnacji pomyślała, że mimo niedawnej wizyty u hipnotyzera, pewnie powinna Atreusowi zaraz po ceremonii wspomnieć, że woli trzymać się od nich z daleka – jakoś do tej pory, kiedy na siebie wpadali, ognia nie było w pobliżu i nie spodziewała się tutaj spektakularnych popisów tego typu. Jakiegoś ogniska, owszem, ale nie zapalania ich w ten sposób, a kto wie, co Yaxleyowie jeszcze planowali?
Kiedy chwycił ją za rękę, splotła ich palce, zwracając ku niemu spojrzenie, chwilę wcześniej skierowane nie w ziemię wprawdzie, ale gdzieś w plecy osób przed nimi.
– Co, tak przy ludziach? – odparła cicho, z pewnym rozbawieniem, gdy do niej dotarło, że chyba właśnie uznał, że podziwianie kondycji Ambroise to jakiś przytyk. – Przecież wiem. Wrzuciłeś mnie do jeziora – przypomniała. Ewidentnie nie miał wtedy problemów z podniesieniem jej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.