16.10.2025, 13:14 ✶
Wkurwiam Antka, siedzimy w 1 rzędzie i gapimy się na parę młodą
Z zaskoczeniem zauważyła, że oprócz rodziny nie znała tu większości osób. Nie... Nie znała w sumie prawie nikogo. Chociaż rozejrzała się niezbyt dokładnie, bo prawdę mówiąc najwięcej jej uwagi miał brat i jego za-chwilę-małżonka. Obserwowała, jak każdy z nestorów i nestorek poszczególnych rodów wiąże na dłoniach pary młodej wstęgi. Wyczuła drżenie podłoża, wyczuła zmianę w otoczeniu, aż zmrużyła oczy. Nie to, że jej się to nie podobało, lecz w świetle ostatnich wydarzeń było to co najmniej niepokojące. Roselyn spojrzała na Borgina i zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, jakby wciąż się bała.
Bo się bała. Pamiętała to, co się stało w Kniei. Pamiętała to, co się stało w Londynie. Nic nie zostało rozwiązane, a drżenie ziemi i powietrza, ten wiatr, sprawił że opuściła lekko głowę i pobladła. To jednak nie było nic niebezpiecznego, więc odetchnęła z ulgą. Wiatr rozwiał jej włosy, które musiała przytrzymać, żeby nie wplątały się w szminkę oraz pomalowane rzęsy. Jej fryzura! Zmrużyła nieco oczy, ale nie skomentowała tego nawet w myślach. To jakaś sztuczka, żeby nikt nie przyćmił panny młodej? Przecież to było niepotrzebne, Yaxley wyglądała pięknie, żadna inna panna nie mogła się z nią równać. Albo to przodkowie uznawali ten związek małżeński. Poczuła ból w sercu, na myśl o Dębach, które stały same, samotne, otoczone widmami. Jej wzrok podążył za strzałą, posłaną przez Geraldine. Ogień zapłonął, a ona odetchnęła. Nic im nie groziło. Rozluźniła się nieco - zdecydowanie potrzebowała się napić.
- Pójdziemy potem zapalić i się czegoś napić, dobrze? - szepnęła do Anthony'ego cichutko, nie chcąc by ktokolwiek inny usłyszał jej słowa.