16.10.2025, 14:26 ✶
- Taką mam nadzieję. Odwaliłaś kawał dobrej roboty - powiedziała Brenna, posyłając Pandorze uśmiech. Mówiła szczerze: Prewettówna przeszła samą siebie. Chociaż jednocześnie pod całą pozytywnością, jaką Brenna prezentowała światu, zawsze kryło się odruchowe szukanie wszystkiego, co mogło pójść nie tak i sposobów na zaradzenie temu.
Nawet teraz zastanawiała się, czy na pewno ta rodzina będzie bezpieczna. Bo najlepsze pułapki nie zatrzymają na długo tych, którzy ukrywali swoje twarze za maskami i sięgali po najczarniejszą magię.
*
Brenna w niemagicznych lokalach tego typu ceniła głównie anonimowość. Zazwyczaj wolała odwiedzać te magiczne z tego prostego powodu, że ich menu było bardziej różnorodne, a magia ułatwiała przygotowywanie bardzo dobrych potraw. Ale czasem takie miejsca były dobre, kiedy chciałeś z kimś porozmawiać bez obaw, że w ramię zaraz uderzy cię znajomy. Świat czarodziejski był po prostu mały, przynajmniej w Anglii: ten niemagiczny zdawał się nieskończenie wielki.
Mimo to nawet tutaj dbała o to, by mówić cicho, bez zbyt wielu szczegółów. Upewniła się najpierw, że nikt nie siedzi tuż obok i pochylała się ku Pandorze, gdy z nią rozmawiała.
A zgoda z jednej strony wywoływała westchnienie ulgi, z drugiej myśl: czy właśnie narażała kolejną osobę? Nawet jeśli Pandora miała głównie dostarczać im materiałów dla potrzebujących?
- Bardzo chętnie będę z tobą współpracowała. Jeśli będziesz w najbliższych dniach w Londynie, to mów, gdzie cię znaleźć, pewnie pojawi się do tego okazja - stwierdziła, na krótki moment ściskając ramię Pandory, zanim wróciła do picia kawy. I rozmawiania nad nią najpierw o paru szczegółach tej współpracy, ale potem już o całkiem zwykłych rzeczach: lesie, który lubiła, psach, szermierczych treningach Pandory, a wreszcie też słowie albo dwóch o pewnym kowalu, który zdawał się zajmować szczególne miejsce w sercu Pandory Prewett. Bo przecież nie można było żyć tylko w trybie bojowym, a one obie kochały zwykłe, małe, codzienne radości.
Nawet teraz zastanawiała się, czy na pewno ta rodzina będzie bezpieczna. Bo najlepsze pułapki nie zatrzymają na długo tych, którzy ukrywali swoje twarze za maskami i sięgali po najczarniejszą magię.
*
Brenna w niemagicznych lokalach tego typu ceniła głównie anonimowość. Zazwyczaj wolała odwiedzać te magiczne z tego prostego powodu, że ich menu było bardziej różnorodne, a magia ułatwiała przygotowywanie bardzo dobrych potraw. Ale czasem takie miejsca były dobre, kiedy chciałeś z kimś porozmawiać bez obaw, że w ramię zaraz uderzy cię znajomy. Świat czarodziejski był po prostu mały, przynajmniej w Anglii: ten niemagiczny zdawał się nieskończenie wielki.
Mimo to nawet tutaj dbała o to, by mówić cicho, bez zbyt wielu szczegółów. Upewniła się najpierw, że nikt nie siedzi tuż obok i pochylała się ku Pandorze, gdy z nią rozmawiała.
A zgoda z jednej strony wywoływała westchnienie ulgi, z drugiej myśl: czy właśnie narażała kolejną osobę? Nawet jeśli Pandora miała głównie dostarczać im materiałów dla potrzebujących?
- Bardzo chętnie będę z tobą współpracowała. Jeśli będziesz w najbliższych dniach w Londynie, to mów, gdzie cię znaleźć, pewnie pojawi się do tego okazja - stwierdziła, na krótki moment ściskając ramię Pandory, zanim wróciła do picia kawy. I rozmawiania nad nią najpierw o paru szczegółach tej współpracy, ale potem już o całkiem zwykłych rzeczach: lesie, który lubiła, psach, szermierczych treningach Pandory, a wreszcie też słowie albo dwóch o pewnym kowalu, który zdawał się zajmować szczególne miejsce w sercu Pandory Prewett. Bo przecież nie można było żyć tylko w trybie bojowym, a one obie kochały zwykłe, małe, codzienne radości.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.