Oczywiście, że rzucenie mu jedynie nie przejmuj się nie sprawi, że zapomni. Nawet jeśli by nie pytał i się nie wtrącał, i tak by się martwił. Taki już po prostu był, nad czym ubolewała jego matka. Znał jedynie wersję Anthony'ego (BARDZO okrojoną, bo wuj nie chciał wdawać się w szczegóły, nawet jeśli wymsknęło mu się kilka słów). Mówił o wyrzutach. Mówił o przekonaniach Jonathana o słabości Anthony'ego. O tym, że Shafiq nie miał jakichś przydatnych kompetencji.
Nie oczekiwał, że dowie się od chrzestnego całej historii. Nie liczył na szczegóły rozmowy, które nie były przeznaczone dla jego wiedzy - w tym najwidoczniej wujowie-już-nie-przyjaciele się zgadzali, nawet jeśli chciałby te szczegóły poznać, wtrącić się i nawet spróbować przymusić ich do pogodzenia się ze sobą. Dopiero co przeżyli atak. Pożar. Jonathan przyjął ich do swojego domu, ponieważ ich mieszkanie spłonęło (a Jessie mógł spłonąć razem z nim). To nie był dobry czas na kłótnie i zrywanie przyjaźni. Nigdy nie było na to dobrego czasu, ale teraz... Czy naprawdę mało im było strachu i straty, żeby tracić jeszcze siebie nawzajem?
Zmarszczył brwi. Anthony również powiedział, że szanse na to, by on i Jonathan wrócili do swojej relacji sprzed pożaru, były okropnie niskie, ale... Kiedy Jessie z nim rozmawiał, Anthony wcale nie wyglądał, jakby nie chciał więcej Jonathana wśród swoich bliskich.
-Rozmawiałem z nim - westchnął. -Nie powiedział mi, o co dokładnie się pokłóciliście i nie będę oceniał ani ciebie, ani jego. Po prostu się o was martwię.
Pomysł wystawienia Theo jako goblino-wdowo-staropannowej swatki w turbanie wywołał śmiech również u niego i zaczął się nawet zastanawiać, czy byliby w stanie jakoś dołączyć do tego Ritę. A Benji mógłby robić za ich maskotkę i prowadzić do nich każdą napotkaną kobietę, która postanowiłaby się zatrzymać i pogłaskać tak uroczego psiaczka.
-Może ten pomysł spodobałby się nawet mamie
Przechylił głowę i wciąż wpatrując się w fotografię, próbował odtworzyć w pamięci cokolwiek, co mogłoby go zbliżyć do momentu, w którym było zrobione to zdjęcie.
-Tak, pamiętam te ozdoby. Jesteś pewien, że miałem wtedy trzy lata? Zobacz, jestem tutaj starszy - podrapał się po karku. -Wydaje mi się... Że... To chyba mogło być po... Po moim wypadku w jeziorze w Ameryce?... Ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co my tam właściwie robiliśmy - powiedział, czując w piersi nieprzyjemne ukłucie.
Jakąś taką... pustkę... Czegoś brakowało.
-Hm? Ach tak, powinna być w jej szafie. I na pewno będę potrzebował nowych rzeczy - powiedział, chowając zdjęcie do kieszeni spodni i otwierając swoją szafę.
Jego ubrania były zniszczone, czego właściwie się spodziewał. Nawet ta koszula, w której Charlotte nie chciała go widzieć na urodzinach Jonathana (tej czerwonej), nie przetrwała i chociaż z oczywistego względu nie była ulubioną koszulką Jessiego, jej stan go zasmucił.
Z jego pokoju niewiele rzeczy nadawało się do zabrania. Przeszedł do pokoju swojej bliźniaczki.